O szczegółach związanych z powstaniem Centrum Rozwoju i Produkcji Leków Onkologicznych, bezpieczeństwie lekowym Polaków i planach rozwojowych Polfy Tarchomin opowiada nam jej prezes Jarosław Król.

Jarosław Król (Fot. Polfa Tarchomin)

Panie prezesie, proszę powiedzieć, na jakim etapie jest dzisiaj budowa Centrum Rozwoju i Produkcji Leków Onkologicznych i czy marzec 2023, czyli zakładany termin zakończenia inwestycji zostanie dotrzymany, czy w związku z pandemią oraz tym, co teraz dzieje się na Ukrainie, ulegnie zmianie?

Wszystko wskazuje na to, że termin oddania inwestycji zostanie lekko przesunięty – na jesień 2023 roku. Ma to związek z serią komplikacji. Wspomniana przez pana pandemia miała wpływ na uzyskanie szeregu pozwoleń na budowę. Teraz z kolei generalny wykonawca zgłasza nam opóźnienie z powodu opuszczenia budowy przez dużą część pracowników z Ukrainy, którzy pojechali do swojego kraju walczyć z rosyjskim najeźdźcą, a także z powodu problemów z dostawą stali, która jechała z tamtego kierunku. To są więc czynniki niezależne od nas, natomiast z generalnym wykonawcą rozmawiamy o tym, żeby mimo wszystko dotrzymał terminu. Z drugiej strony trzeba przyznać, że zima nam służyła i budowa trwała cały czas. Do końca czerwca zakończymy stan surowy, a później wejdą ekipy do wykańczania powierzchni. Pewnych rzeczy co prawda nie przeskoczymy, myślę jednak, że jesień 2023 roku to i tak nie jest duże opóźnienie biorąc pod uwagę, co się w międzyczasie wydarzyło.

Po co taki zakład produkcyjny w Polsce?

Kiedy w 2018 roku przygotowywaliśmy biznesplan, dokonaliśmy skrupulatnej analizy. Po dokładnym badaniu okazało się, że w Polsce nie ma ani produkcji leków onkologicznych, ani centrów rozwoju. U nas w laboratoriach będą trwały prace badawcze i rozwojowe, a na dole będzie się odbywała produkcja. W naszej nowej fabryce będą mogły powstawać leki cytostatyczne i immunosupresyjne, ale też hormony czy sterydy. Wymaga to szczególnego rodzaju zabezpieczeń. Cały proces planowania przeszedł przez bardzo rygorystyczne sito i wyszło nam, że nawet przy założeniach, iż ceny spadną o 90 procent, nadal rentowność, stopa zwrotu wyniesie 18 procent rocznie. Chcę jednak powiedzieć, że projekt ten spina się nie tylko od strony biznesowej, ale też daje nam olbrzymie możliwości po stronie Ministerstwa Zdrowia. Budżet państwa co roku wydaje na tego typu leki bardzo dużo pieniędzy. A wiadomo, że wszyscy prognozują, iż zachorowania na raka będą w Polsce rosły. To ma też związek ze starzejącym się społeczeństwem. Krótko mówiąc, zamiast sprowadzać tego typu leki i płacić zagranicznym firmom, lepiej produkować je u siebie w kraju. Decyzja o powstaniu Centrum Rozwoju i Produkcji Leków Onkologicznych zapadła więc zarówno w oparciu o czynnik czysto biznesowy, jak też o czynnik misyjny, a nawet powiedziałbym: patriotyczny. Dobrze jest móc produkować leki onkologiczne u siebie, być niezależnym i obniżyć państwu rachunek za leczenie.

To będzie produkcja przeznaczona tylko na polski rynek?

Absolutnie nie – chcemy z naszymi produktami trafić na wszystkie możliwe rynki i wszystkie rejestracje leków dokonywane są w Centralnym Rejestrze w Europejskiej Agencji Leków.

Ile jest w Europie zakładów produkujących tego typu leki?

Według naszej wiedzy jeden jest w Szwajcarii, jeden w Niemczech, jeden we Francji i jeden w Rumunii. Nie ma ich dużo. Czyli konkurencja nie będzie aż tak silna. Trzeba też wiedzieć, że każdy może mieć swoją specyfikę – jeden zakład może być bardziej nastawiony na produkcję hormonów, inny bardziej na cytostatykę, jeszcze inny na kolejną grupę leków. Jeszcze mury fabryki rosną, a my już mamy dwa leki w rejestracji – to pokazuje, że bardzo mądrze rozpoczęliśmy działania badawczo-rozwojowe, w tym samym terminie, w którym rozpoczęliśmy prace nad budową. Nasi kontrahenci kupują już licencje, my jeździmy z tymi lekami, które rozwijamy, na targi, pokazujemy je naszym partnerom. Sprzedaliśmy licencje do Australii i Nowej Zelandii. Trwają rozmowy z kontrahentami z Wielkiej Brytanii i ze wszystkich krajów skandynawskich. Tam, gdzie dominuje podejście rynkowe i mniej jest protekcjonizmu, tam idzie nam bardzo sprawnie. Klienci są mocno zainteresowani.

Ile wynosi cały koszt inwestycji?

457 mln zł. Mamy 200 mln zł dokapitalizowania ze strony państwa. Bez wsparcia ze strony Kancelarii Premiera, Ministerstwa Aktywów Państwowych i Ministerstwa Zdrowia realizacja tak ambitnego projektu nie byłaby możliwa. Olbrzymią pracę wykonaliśmy też jako Polfa – ponad 120 mln zł zarobiliśmy od momentu, w którym złożyliśmy wnioski o dokapitalizowanie. Bez wielkiego zaangażowania naszych pracowników nigdy by nam się to nie udało.

Mamy też kredyt inwestycyjny – podpisaliśmy umowę z Bankiem Pekao SA. Dysponujemy również działką o powierzchni 18 hektarów, którą wystawiliśmy na sprzedaż. Jest ona dla nas obciążeniem w tym sensie, że płacimy od niej podatek od nieruchomości, płacimy wieczyste użytkowanie, a nic nam te pola nie dają. Chcemy ją sprzedać. Szacowana wartość tej nieruchomości to 120 mln zł. Z dużym więc prawdopodobieństwem mogę powiedzieć, że być może nie będziemy musieli skorzystać z kredytu. A jeśli skorzystamy, to pozyskane środki z tej działki będą dla nas pewnym buforem. Finansowanie mamy więc zapięte. Od tej strony jesteśmy bezpieczni.

Abstrahując teraz od Centrum Rozwoju i Produkcji Leków Onkologicznych, a patrząc na to, co przyniosła pandemia, chcę pana zapytać, czy Polacy powinni się bać o bezpieczeństwo lekowe, czy raczej możemy być w tym temacie spokojni?

Mamy swój przemysł farmaceutyczny – to jest duża, ważna rzecz. I, moim zdaniem, trzeba chuchać i dmuchać na to, byśmy go mieli w jak najlepszym stanie. Pandemia pokazała nam wszystkim, jak ważne jest posiadanie własnej produkcji. Jako Polfa Tarchomin z dnia na dzień potrafiliśmy uruchomić produkcję płynów do dezynfekcji na olbrzymią skalę czy też tlenu medycznego, który trafiał do szpitali i szpitali tymczasowych. To były produkty pierwszej potrzeby, ratujące życie Polaków, a nie było ich skąd sprowadzić w tamtym czasie. Jestem dumny z mojego zespołu, że potrafił w błyskawiczny sposób uruchomić zupełnie nową produkcję równolegle zajmując się naszą standardową działalnością. Doskonale zdaliśmy egzamin w tym trudnym czasie.

Natomiast jeśli chodzi o bezpieczeństwo lekowe, to nie jesteśmy – jako Polska – w stu procentach bezpieczni. Wiadomo – dzisiejsze czasy są takie, że nawet jak pan kupuje komputer, to są w nim części z całego świata. Nikt nie jest samowystarczalny w tym obszarze. I tak samo jest w farmacji. Chcę tu powiedzieć o substancjach czynnych, wiele z nich pochodzi z Dalekiego Wschodu – z Chin czy z Indii. Unia Europejska przez ostatnie 30 lat pod względem biotechnologii mocno się rozbroiła. Od momentu, w którym Chiny zostały włączone do Światowej Organizacji Handlu już nie było barier handlowych, no i wtedy Chińczycy zalali Europę swoim tańszym produktem. Amerykanie podeszli do tego inaczej – oni powiedzieli „nie”, zaznaczyli, że produkcję corowych leków muszą mieć u siebie i nie pozwolą, żeby fabryki przeniosły się do Azji.

Jest szansa odwrócić w Europie ten trend?

Myślę, że cały proces musiałby się wydarzyć na poziomie unijnym. Nie jest łatwo konkurować z kimś, kto dysponuje gigantycznymi fabrykami, kto produkuje na taką skalę. To jest zmartwienie władz Unii Europejskiej, jednak na razie nie widzę, żeby coś się w tym zakresie działo. Polska sama nie będzie w stanie sobie z tym poradzić i tego trendu odwrócić. Natomiast możemy punktowo, w poszczególnych obszarach, rozwijać produkcję niezwykle ważnych leków – tak jak to właśnie planujemy robić w Centrum Rozwoju i Produkcji Leków Onkologicznych.

Jakie najważniejsze cele, jako Polfa Tarchomin, stawiacie przed sobą w najbliższych dwóch, trzech latach?

Przede wszystkim dokończenie budowy nowej fabryki. W tym aspekcie panuje u nas żelazna dyscyplina. Wiemy, że jest to dla nas bardzo duży projekt i dlatego się nie rozpraszamy na inne obszary. Ale mamy już marzenia w głowie i jeśli projekt budowy będzie przebiegał zgodnie z harmonogramami (2023 rok już jest za miedzą), chcielibyśmy wykonać kolejny krok w stronę walki z nowotworami. Nie chcę na razie ujawniać, co to miałoby być, bo najpierw powinniśmy dostać wszelkie zgody, jeśli chodzi o rozwój w tę stronę, ale mam marzenie, by oprócz tego, co robimy dzisiaj – oprócz nowoczesnych leków, które wprowadzamy na rynek – podjąć się kolejnej ambitnej dziedziny dotyczącej onkologicznych problemów, których nikt nie dotyka w Polsce i nie ma żadnych perspektyw, żeby ktoś się tym zajął. Jeśli dostaniemy tutaj zielone światło, to po uruchomieniu Centrum Rozwoju i Produkcji Leków Onkologicznych, zainaugurujemy kolejny duży projekt. Pod tym względem nasza misyjność nie umiera. Wiemy, dokąd zmierzamy. Nie tylko pracujemy nad następnymi pokoleniami (bo Polfa Tarchomin ma 200 lat i ileś pokoleń pracowało na jej pozycję), ale też myślimy o następnych pokoleniach pacjentów. Kochamy życie i cały czas myślimy o tym, jak sprawić, żeby nasze zdrowie było lepsze, a życie dłuższe.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Poprzedni artykułNBP zawarł ważną umowę z EBC
Następny artykułDubaj z otwartymi rękami przyjmuje rosyjskich oligarchów