Przygotowywane przez rząd zmiany podatkowe, planowane w ramach tzw. Nowego Polskiego Ładu, powinny objąć powrót do prac nad obiecywanymi od lat zmianami w Ordynacji podatkowej. Ta niezwykle ważna z punktu widzenia praw podatników ustawa jest dziś tak zabałaganiona, że stała się dla zwykłego podatnika zupełnie nieczytelna.

zmiany w ordynacji podatkowej - grafika wpisu

W ramach nadal owianego wielką tajemnicą Nowego Polskiego Ładu, partia rządząca zapowiedziała m.in. kompleksową reformę systemu podatkowego – chociaż nie wiadomo jak bardzo kompleksowa ma być to reforma. To ważna zapowiedź, szczególnie w kontekście tego, co rządzący z systemem podatkowym zrobili przez ostatnie kilka lat. A nie muszę chyba nikogo przekonywać, że zrobili wiele, aby pogłębić i tak panujący już od dawna w tym obszarze – delikatnie rzecz nazywając – bałagan.

Zmiany w przepisach wprowadzane są na raty albo pod wpływem doraźnych potrzeb, a często też tylko po to, by naprawić dopiero co popełnione, w ramach uchwalanych naprędce nowelizacji, błędy. Nowe przepisy podatkowe uchwalane są ostatnio naprędce, niechlujnie i często przy okazji nowelizacji przepisów, które trudno byłoby podejrzewać o to, że mogą zawierać nowe przepisy podatkowe.
Wydawać by się zatem mogło, że uporządkowanie tej sfery, poprzez zrobienie kompleksowej reformy sytemu podatkowego, jest uzasadnione i jak najbardziej celowe. Kłopot tylko w tym, że po pierwsze – wcale nie taki jest cel planowanych reform, a po drugie, że zazwyczaj partie rządzące dobre są w obiecywaniu. Ze spełnianiem obietnic bywa już różnie.

W Ordynacji podatkowej chaos

Mało kto pamięta przecież, że jeszcze przed przejęciem władzy partia rządząca zapowiadała gruntowną reformę ogólnego prawa podatkowego; co miało w tym przypadku oznaczać uchwalenie zupełnie nowej Ordynacji podatkowej.
Jak do tej pory, mimo że od przejęcia władzy minęło już sześć lat, nic się w tej kwestii nie zmieniło i nowej Ordynacji podatkowej jak nie było, tak nie ma. Nic też nie słychać, aby prowadzono obecnie w tym obszarze jakiekolwiek prace. Co prawda, powstała specjalna komisja kodyfikacyjna, która przez niemal cztery lata przygotowywała nowe przepisy (powszechnie zresztą krytykowane).

Nowa Ordynacja podatkowa miała mieć niemal 800 artykułów i zakładała zmiany w 163 innych ustawach. Tak się jednak niefortunnie zdarzyło, że efektem jej prac rząd zajął się tuż przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi. Projekt trafił wprawdzie do Sejmu, ale ten nie zdążył już się nim zająć. Projekt, zgodnie z zasadą dyskontynuacji, trafił zatem do kosza. I zapadła cisza.

Kwestia ta stała się przedmiotem interpelacji poselskiej we wrześniu 2020 roku. Wówczas Ministerstwo Finansów twierdziło, że większość zmian, które miała wprowadzić nowa Ordynacja podatkowa konsumuje ustawa o doręczeniach elektronicznych, w związku z czym do zakończenia tych prac nie ma sensu wracać do prac nad nową Ordynacją. Tym samym potwierdzono, że po tym, jak projekt nowej Ordynacji podatkowej trafił do kosza, prac nad tą ustawą nie prowadzono.

Należy przyznać, że rząd miał ostatnio na głowie „ważniejsze” z politycznego punktu  widzenia reformy oraz nieoczekiwany wybuch pandemii. Pandemii, skutkiem której jest jeszcze większy chaos w przepisach. Kolejne uchwalane tarcze antykryzysowe zmieniały bowiem przepisy podatkowe „przy okazji”, co nie ominęło też Ordynacji podatkowej.
Dodajmy, że nie zawsze były to zmiany związane bezpośrednio z pandemią. Często omijano w ten sposób konieczność procedowania zmian podatkowych w odrębnych projektach, bowiem w ustawach antycovidowych było zwyczajnie łatwiej je „przepchnąć” przez parlament.
Efekt jest taki, że dziś przeciętnemu podatnikowi, który nie musi mieć przecież przygotowania prawniczego, ciężko jest nie tylko nadążyć za zmianami czy też wszystkie zmienione przepisy w porę wychwycić, ale przede wszystkim posługiwać się „zabałaganionymi” ustawami podatkowymi. W tym także Ordynacją podatkową.

Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na to, że przy niektórych artykułach Ordynacji podatkowej zaczęło już brakować liter, które można byłoby dodawać do oznaczeń artykułów (w ustawach, jeśli po jakimś artykule – dajmy na to 75. dodawany jest kolejny, który ma być przed artykułem 76, to dostaje on oznaczenia 75a, kolejny 75b itd.). Dla przykładu art. 14 Ordynacji ma oznaczenia od „a” do „s”, ale jest też np. art. 14na czy 14nb. Przypomina to ustawy antycovidowe, w przypadku których niektóre przepisy mają już oznaczenia „zzz”. Wszystko to sprawiło, że Ordynacja podatkowa stała się dla podatników, najdelikatniej mówiąc, mało czytelna.

Ordynacja wymaga uporządkowania

Dlatego w ramach Nowego Polskiego Ładu warto chyba wrócić do pomysłu uporządkowania Ordynacji. Pytanie tylko, czy tak się właśnie stanie, czy też cała reforma podatkowa sprowadzi się wyłącznie do zmiany struktury podatków dochodowych, czyli do zapowiadanego przesunięcia ciężaru opodatkowania z mniej na więcej zarabiających Polaków, co – dodajmy od razu – samo w sobie do żadnego uporządkowania systemu podatkowego wcale prowadzić nie musi. Nie jest bowiem powiedziane, że przez te zmiany przepisy staną się prostsze i bardziej zrozumiałe. Należy obawiać się raczej sytuacji odwrotnej, czyli dodatkowego skomplikowania i tak nieprostego już systemu.

Tymczasem – jak już o tym kiedyś pisałem – nowa Ordynacja podatkowa to bez wątpienia największy projekt legislacyjny od lat, przypominający swoim zakresem prace nad kodyfikacjami, takimi jak Kodeks cywilny czy Kodeks karny. Podobne jest także jej znaczenie. Dlatego ważne jest, by uchwalone przepisy były precyzyjne i jasno sformułowane, a pozycja stron – podatnika i fiskusa – zrównoważona.

Po ich uchwaleniu przepisy te powinny być stosowane przez lata, bez konieczności dokonywania ich szybkiej nowelizacji i kolejnych licznych zmian. Trudno sobie bowiem wyobrazić sytuację podobną do tej, jaką mamy dziś, kiedy to obowiązującą Ordynację podatkową w ciągu ostatnich 20 lat zmieniano grubo ponad sto razy, czyli średnio po pięć razy w roku. Tylko w 2017 roku i pierwszej połowie 2018 zmian do Ordynacji podatkowej uchwalono 14. W 2020 było ich prawdopodobnie pięć. Na tyle przynajmniej zdaje się wskazywać tekst jednolity ustawy.

Pora na jasne ustalenie praw podatników

Ważne także, aby nowe przepisy w sposób precyzyjny rozstrzygały istniejące dziś wątpliwości związane ze stosowaniem określonych rozwiązań.
W ramach nowej Ordynacji miało dojść przede wszystkim do uproszczenia procedur oraz wzmocnienia pozycji podatnika wobec fiskusa. Służyć temu miała, między innymi, nowa instytucja Rzecznika Praw Podatnika (z biurami we wszystkich województwach), który miałby chronić podatników i stać na straży poszanowania zasady zaufania do władzy publicznej, bezstronności i równego oraz sprawiedliwego traktowania.
Podatnicy mieli dostać więcej czasu na składanie odwołania od decyzji podatkowych (30 zamiast obecnych 14 dni) czy zażalenia (14 zamiast obecnych 7 dni).
Miały się także pojawić konsultacje podatkowe i mediacja mające ułatwiać rozwiązywanie sporów pomiędzy podatnikami i organami podatkowymi na zasadzie wzajemnego porozumiewania się. Znacznie prostsze miały być także procedury prowadzenia sporu z fiskusem i kontroli.
Pojawić się też miał przepis, że zawieszenie okresu przedawnienia nie może wydłużyć go ponad obowiązujące 5 lat. Dziś ten pięcioletni okres to fikcja. W każdej chwili może bowiem dojść – wskutek działania fiskusa – do zawieszenia okresu przedawnienia, który wskutek tego się wydłuża. A podatnik nie ma żadnej gwarancji co do tego, w jakim terminie do przedawnienia ostatecznie dojdzie.

Wszystkie te zmiany uznać należy, moim zdaniem, za potrzebne. Warto byłoby zatem teraz do nich wrócić i rzeczywiście pokusić się o radykalne uproszczenie całego systemu podatkowego – bez oglądania się na polityczne korzyści i straty.
Nowe przepisy muszą też gwarantować podatnikom równorzędną pozycję w sporze z fiskusem, tak aby umożliwić im realizację podstawowych zasad postępowania podatkowego, które zresztą Ordynacja podatkowa od dawna formułuje.

Przede wszystkim jednak konieczna jest likwidacja różnego rodzaju wytrychów, których urzędnicy używają do osłabiania pozycji podatnika czy też niekończącego się przedłużania załatwianych spraw. Aby było to możliwe, konieczne jest nie tylko poprawienie wszystkich wskazanych wcześniej wad projektu nowej Ordynacji podatkowej z poprzedniej kadencji Sejmu, ale także znacznie szersze skonsultowanie go z organizacjami i przedstawicielami biznesu. Bez tego trudno bowiem wyobrazić sobie uchwalanie przepisów, które będą łatwiejsze i bardziej zrozumiałe dla podatników. A im przepisy są bardziej zagmatwane i niezrozumiałe, w tym większa pokusa, by je omijać.