Dzisiaj mija czwarta rocznica śmierci majora KGB Olega Zakirowa – człowieka, któremu Polska zawdzięcza uzyskanie niezbitych dowodów w sprawie mordu w Katyniu w postaci zeznań żyjących wtedy jeszcze enkawudzistów biorących udział w tej makabrycznej zbrodni. Człowieka, który będąc czynnym majorem KGB, prowadził własne, tajne śledztwo, narażając siebie i swoją rodzinę na duże niebezpieczeństwo ze strony… KGB. Człowieka, wobec którego Polska ma wciąż niespłacony dług wdzięczności.

oleg zakirow z książką katyń - grafika wpisu
Oleg Zakirow podczas promocji swojej książki "Obcy element" w Poznaniu 23.06.2010. Fot. PAP/Adam Ciereszko

Kiedy zapytałem Olega Zakirowa, dlaczego podjął się przeprowadzenia prywatnego, tajnego śledztwa w sprawie mordu polskich oficerów w Katyniu, były oficer KGB odpowiedział: „Bo najważniejsze to kakaja ona jest, prawda. Kakaja ona jest”.

Odpowiedź wręcz zaskakująca, bo padła z ust oficera, który prowadząc i ujawniając wyniki swojego śledztwa, doprowadził do wściekłości najwyższe władze KGB i samego I sekretarza Michaiła Gorbaczowa.

Za swoje dążenie do ujawnienia prawdziwych sprawców mordu w Katyniu zapłacił bardzo wysoką cenę – wyrzucono go z szeregów KGB pod pretekstem choroby, która nie istnieje – „schizofrenii o spowolnionym działaniu”. W obawie o swoje życie i los rodziny musiał uciekać do Polski.

Siedzieliśmy w kawiarni dworcowej w Krakowie, a przecież gdyby tylko Oleg posłuchał swoich przełożonych i nie kończył swojego prywatnego śledztwa, to zapewne dzisiaj byłby w Rosji szanowanym i bogatym człowiekiem. Wszak, przykładowo inny oficer KGB, Władimir Putin, został doradcą mera Petersburga. W pewnym momencie zapytałem Olega, kto jest jego ulubionym pisarzem.

– Fiodor Dostojewski. Książka „Bracia Karamazow” – odpowiedział.

– Dlaczego?

– Bo tam pokazane jest, że można iść swoją drogą i z niej nie schodzić.

Rozmawiałem z Olegiem po przeczytaniu jego świetnej książki „Obcy element” i tutaj kolejne zaskoczenie, a może i klucz do zrozumienia jego postępowania. Otóż Oleg Zakirow pisze w zakończeniu książki, iż prowadzone przez niego śledztwo nie tylko doprowadziło go do żyjących jeszcze emerytowanych siepaczy NKWD, którzy uczestniczyli w mordowaniu polskich oficerów, ale przede wszystkim doprowadziło go do Boga. „Czymże się dla mnie zakończyły moje błądzenia, poszukiwania i przeżycia? Najwspanialszą z łask: łaską wiary” – czytamy w zakończeniu jego książki. Major KGB, ateista, poznając w smoleńskich archiwach ogrom zła, jakie wyrządził komunizm, mordując polskich oficerów, ale i wcześniej ponad 110 tys. Polaków w akcji polskiej i miliony własnych obywateli, zobaczył w komunizmie niszczące działanie szatana. A skoro komunizm jest szatańskim dziełem, to przez zaprzeczenie musi być także i BÓG…

Zacznijmy jednak od początku.

Prywatne dochodzenie

Oleg Zakirow pochodził z uzbecko-rosyjskiej rodziny. Urodził się w 1952 r. w Andiżanie, w Uzbeckiej Socjalistycznej Republice Sowieckiej. Jego ojciec był Uzbekiem, matka Rosjanką. Po ukończeniu prawa w Taszkiencie aplikował do służby w KGB, chcąc jak najlepiej służyć swojej socjalistycznej ojczyźnie.

Po dokładnej weryfikacji, czy aby nie pochodzi z rodziny „wroga ludu”, w 1975 r. Zakirow dostał się do wymarzonej pracy – założył mundur funkcjonariusza KGB. Młody i ambitny Zakirow piął się po szczeblach kariery, dochodząc do stopnia majora. Był dobrym, wytrawnym śledczym będącym w stanie rozwikłać wiele spraw kryminalnych. Można by nawet rzec, że był „za dobry” i nieprzekupny, co w karierze w przesiąkniętych złem służbach raczej przeszkadza, niż pomaga. Zakirow potrafił zaleźć za skórę przełożonym, wykrywając handel narkotykami, sprzętem wojskowym, a nawet prowiantem wysoko postawionych wojskowych, którzy bogacili się na wojnie w Afganistanie, podczas gdy zwykli żołnierze klepali biedę. Za swoje śledcze sukcesy został przedwcześnie odesłany do smoleńskiego KGB w aurze niesławy – jako funkcjonariusz, który podpadł przełożonym.

Do Smoleńska po raz pierwszy trafił w 1983 r., kilkanaście miesięcy przed wyjazdem do Afganistanu. To wtedy pierwszy raz usłyszał rozmowę dwóch spierających się KGB-istów o to, kto zamordował polskich oficerów w Katyniu. Jeden z nich mówił o bezwzględnych Niemcach, a drugi o „naszych”, czyli enkawudzistach. Aury tajemniczości i zagadki dodawała plotka o fatum ciążącym nad blokiem mieszkalnym wybudowanym „na kościach pomordowanych”. Mieszkający tam funkcjonariusze KGB mieli doświadczać różnych nieszczęść, z samobójstwami włącznie, o czym Zakirow pisze w swoich wspomnieniach. Sprawa Katynia zaciekawiła go już po pierwszej rozmowie usłyszanej w smoleńskim KGB.

Jako rasowy śledczy chciał wiedzieć, jaka jest prawda. Zresztą w tym czasie wiara Zakirowa w sprawiedliwość socjalistycznej ojczyzny gwałtownie zmalała. Ojciec Olega, Zakir Chałhodżajew tuż przed śmiercią zwierzył się synowi, iż dziadek Olega został rozstrzelany jako „wróg ludu” za żart o Stalinie. Oczywiście aby wyrok mógł zostać wykonany, dziadek Zakirowa został oskarżony o kierowanie organizacją kontrrewolucyjną. Zakirow tylko dlatego mógł się dostać do KGB, że jego ojciec w żadnej ankiecie nie wspominał o dziadku. Pisał, że wychował się w domu dziecka i nie wie, kto jest jego ojcem. Ojciec Zakirowa doskonale wiedział, że „wrogowie ludu” i ich dzieci, a nawet wnukowie są traktowani w ZSRR niczym trędowaci. Dwa lata po wstrząsie związanym z poznaniem rodzinnej tajemnicy Oleg Zakirow w Smoleńsku usłyszał spór dwóch funkcjonariuszy odnośnie odpowiedzialności za zbrodnię w Katyniu. Już wtedy zakiełkowała w nim myśl, by spróbować rozwikłać tę zagadkę.

Bunt w Katyniu

Po powrocie z Afganistanu Zakirow znów osiedlił się w Smoleńsku. Majorowi KGB sprawa zamordowania polskich oficerów nadal nie dawała spokoju. Kto jest odpowiedzialny za zamordowanie polskich oficerów w Kozich Górach (Katyń)? W pewien sposób Zakirowowi w dochodzeniu pomogło to, że w okresie gorbaczowowskiej „pierestrojki” został przydzielony do specjalnej grupy funkcjonariuszy smoleńskiego KGB zajmującymi się rehabilitacją ofiar stalinizmu. Olega zastanowiło, że smoleńskie archiwum KGB było dosłownie wyczyszczone ze wszelkich informacji związanych z polskimi oficerami, a przecież gdyby mordercami byli Niemcy, z pewnością takie informacje nie byłyby zatajane.

Po jednej ze sprzeczek ze swoim przełożonym w sprawie polskich oficerów, gdy szef Zakirowa rzucił niedbale „A szukajcie sobie świadków”, Oleg postanowił wykorzystać pretekst i na własną rękę zaczął przesłuchiwać emerytowanych funkcjonariuszy NKWD. Ci kolejno zaczęli przyznawać się do udziału w zbrodni. Każdy z nich podkreślał, że był tylko kierowcą. Tylko jeden z emerytowanych funkcjonariuszy przejęzyczył się, mówiąc „Kogda my strielali…”, natychmiast poprawiając na „kogda my jechali”. Zakirow zauważył jednak, że zeznania starych enkawudzistów przynosi im ulgę, nawet jeżeli wszyscy podawali się jedynie za kierowców…

Wśród zeznań siepaczy z NKWD powtarzała się historia walki o honor jednego z polskich oficerów w Katyniu. Wkrótce Zakirow poskładał z poszczególnych zeznań niesamowitą historię polskiego wojskowego, który zabił jednego z konwojentów o nazwisku Lewczenko, po czym schronił się w piwnicy budynku NKWD, w którym była zbrojownia. Wystraszeni enkawudziści przez trzy dni nie mogli dać rady jednemu Polakowi, który dodatkowo zranił strzałem z karabinu jednego z głównych czerwonych katów o nazwisku Stelmach. Dopiero użycie gazów trujących zakończyło trzydniowy opór Polaka…

„Odpowiedź” KGB

W latach 1989–1990, w bardzo krótkim czasie, gdy niektórzy obywatele ZSRR uwierzyli w prawdziwą demokratyzację życia, Oleg Zakirow rozpoczął współpracę z rozgłośnią radiową w Smoleńsku i z Giennadijem Żaworonkowem, dziennikarzem tygodnika „Moskowskije Nowosti”, publikującym materiały na temat Zbrodni Katyńskiej. Zakirow nawiązał także kontakt z Aleksiejem Pamiatnychem – działaczem rosyjskiego Stowarzyszenia „Memoriał”, poszukującym informacji o zagładzie polskich oficerów. Zakirow przekazał dziennikarzom informacje, że dacze kierownictwa KGB w Kozich Górach pobudowane są dokładnie na grobach Polaków. Co więcej, odważył się o tym napisać do swoich przełożonych. W smoleńskim KGB doszło do prawdziwego trzęsienia ziemi. Największym wstrząsem był fakt, iż dzięki Zakirowowi miejscowa rozgłośnia radiowa puściła materiał o Katyniu. Wkrótce w Smoleńsku pojawili się także dziennikarze popularnego programu „Wzgliad”, nagrywając materiał filmowy o Katyniu. W tym momencie demokratyzacja się skończyła. Działalność Zakirowa wzbudziła wściekłość nie tylko wierchuszki KGB, ale i samego Gorbaczowa.

Było jasne, że Zakirow będzie musiał za to zapłacić. Generał KGB zakazał Zakirowowi prowadzenia wszelkich dochodzeń. Zamknięto mu także dostęp do archiwów. Mimo to Zakirow nadal domagał się prawdy o Katyniu, pisząc w tej sprawie nawet do Borysa Jelcyna.

Emigracja do Polski

Na szczęście materiały zebrane przez Zakirowa udało mu się przekazać polskiemu konsulowi Michałowi Żórawskiemu i polskiej dziennikarce Krystynie Kurczab-Redlich, którzy wykazali się nie lada odwagą, odwiedzając Zakirowa w jego mieszkaniu w Smoleńsku. Życie Olega i jego rodziny powoli zamieniało się w piekło.

Rozpoczęły się pogróżki i szykany władz, jak i kolegów z KGB. Emerytowanych enkawudzistów zaczęli ponownie nachodzić koledzy Zakirowa, nakłaniając do odwoływania zeznań. Nagonka na Olega zakończyła się zdegradowaniem ze stopnia majora do szeregowca i wyrzuceniem z szeregów KGB w 1991 r. pod pozorem „schizofrenii o spowolnionym działaniu”. Rok wcześniej Zakirow sam wypisał się z szeregów partii komunistycznej.

Po wyrzuceniu z KGB problemy Olega zaczęły się piętrzyć w zawrotnym tempie. Kłopoty ze znalezieniem pracy, głuche telefony lub telefony z pogróżkami i dziwne wypadki, które zaczęły mieć znamiona zamachów na jego życie. Kilka razy cudem uniknął śmierci. Wszystko to doprowadziło do szybkiej emigracji Olega i jego rodziny do Polski, gdzie niestety został pozostawiony sam sobie.

Szkoda, że były major KGB nie został „zagospodarowany” przez polskie instytucje, co pomogłoby zapewnić byt jemu i jego rodzinie. Zakirow musiał ciężko zarabiać na chleb pracami dorywczymi, m.in. na budowach. Kilkakrotnie był w tak ciężkiej sytuacji, że chciał oddać krew za pieniądze, jednak nie mógł tego uczynić, gdyż – jak napisał w swojej autobiografii – „od obcokrajowców nie biorą”. Piętrzące się przeciwności sprawiły, że popadł w depresję. Stał się zamkniętym, zgorzkniałym człowiekiem. Dopiero w 2002 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski nadał Zakirowowi polskie obywatelstwo. W 2010 r. ukazała się jego książka „Obcy element”, z której można się dowiedzieć o kulisach tego tajnego prywatnego śledztwa i tym, co spotkało go w Polsce. Oleg Zakirow uhonorowany został wprawdzie kilkoma odznaczeniami i tytułami, m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. W 2014 r. Instytut Pamięci Narodowej przyznał mu nagrodę Kustosza Pamięci Narodowej, jednak nadal pozostał już człowiekiem zamkniętym. Zmarł 18 kwietnia 2017 r. w Łodzi. Tam też został pochowany.

Zapraszamy do obejrzenia filmu autorstwa Jarosława Mańki “Prywatne śledztwo majora Zakirowa”:

Major’s Zakirov – private investigation from slav on Vimeo.