Nieprzenikniona czerń, chłód i rozpacz… Opowieści o pogrzebanych żywcem chętnie wykorzystywane są przez pisarzy i filmowców, głęboko zapadając w pamięć. Podszyte dreszczem grozy powodują pojawienie się „gęsiej skórki” także u dzisiejszego widza lub czytelnika. Czy lubimy się bać? Niekoniecznie. Lubimy za to wiedzieć, czego sami nie chcielibyśmy przeżyć i tym chętniej wysłuchujemy opowieści o tych, którzy mając niesłychanego pecha, zostali pogrzebani żywcem.

W Rosji do dzisiaj żyje plotka o pogrzebanym żywcem autorze “Martwych dusz” Mikołaju Gogolu. Świadczyć o tym miała pozycja, w jakiej znaleziono jego ciało po otwarciu trumny. W Polsce najgłośniej było (i jest) o pochowaniu żywcem królewskiego kaznodziei, księdza Piotra Skargi. Mimo ogłoszenia – na szczeblu diecezji krakowskiej, w czerwcu 2016 roku – zakończenia procesu beatyfikacyjnego księdza Skargi, plotka ta nadal pojawia się nawet w ogólnopolskich mediach. Także niektórzy miejscy przewodnicy, będąc pod kościołem pw. św. Piotra i Pawła w Krakowie (miejscu spoczynku ks. Skargi), nadal napomykają o czarnej legendzie jego śmierci. I tak lata mijają, a wersja o pogrzebaniu żywcem żyje swoim życiem, przysparzając zmarłemu kaznodziei wątpliwej sławy. Z tą czarną legendą można walczyć jedynie przedstawiając fakty, co niniejszym czynimy.

Królewski kaznodzieja prekursorem bankowości

Ksiądz Piotr Skarga przeciętnemu Kowalskiemu kojarzy się zazwyczaj jako autor „Kazań sejmowych” i… na tym koniec. Tymczasem, zanim rozprawimy się z czarną legendą, warto przypomnieć, iż ksiądz Skarga był też prekursorem bankowości na ziemiach Rzeczypospolitej. W październiku 1584 roku założył w Krakowie Bractwo Miłosierdzia, którego głównym zadaniem było wyszukiwanie nędzy wśród mieszkańców Krakowa, którzy dotknięci wypadkami losowymi, wstydzili się żebrać. Widząc ogrom potrzeb, Skarga wkrótce zawnioskował u generała jezuitów utworzenie filii, którą nazwał Komorą Potrzebnych (późniejszy Bank Pobożny) lub Mons Pietatis (Góra Pobożności), na wzór tych, jakie widział w Rzymie. Zadaniem tego Banku Pobożnego było zebranie pewnego kapitału obrotowego do rozpożyczania ubogim i potrzebującym na zastawy, bez żadnego procentu, czyli niesienie pomocy w nagłej potrzebie i zabezpieczenie przed lichwą.
Mądra organizacja Komory Potrzebnych, spisana przez Piotra Skargę, odpowiadała zadaniu wielkiej doniosłości. Sam prowincjał jezuitów Campanus jako pierwszy złożył na ten cel, na ręce ks. Skargi (rok 1588) złotych 10. Bractwo Miłosierdzia ofiarowało złp. 200. Jeszcze za życia swego doczekał się ks. Skarga tego, że Komora Potrzebnych mogła rozpożyczać na fanty rocznie około 5 000 złotych, co w owych czasach równało się tyluż dukatom.

Co ciekawe, podczas wojen szwedzkich Kraków ratował się pieniędzmi tego banku, składając je jako okup nieprzyjacielowi. Pomimo kolejnych okupów „sponsorowanych” przez Bank Pobożny na rzecz Szwedów podczas kolejnych wojen na początku wieku XVIII, instytucja założona przez ks. Skargę potrafiła pomnażać kapitał. W 1712 roku Bank Pobożny dysponował kapitałem 89 310 złotych polskich, nadal chroniąc ubogich mieszkańców Krakowa przed wpadnięciem w sidła lichwy. Inną formą pomocy było założenie przez ks. Skargę funduszu dobroczynnego w ramach Arcybractwa Miłosierdzia pod nazwą „skrzynka świętego Mikołaja”. Celem tego funduszu było udzielanie pomocy w formie posagu ubogim pannom wychodzącym za mąż lub wstępującym do klasztoru. Specjalna komisja rozpatrywała sprawy przyznania pieniędzy na posagi w dzień św. Mikołaja.

To dzieło księdza Piotra Skargi (Arcybractwo Miłosierdzia) działa do dziś, pomagając ubogim mieszkańcom Krakowa.

Ostatnie dni królewskiego kaznodziei

5 kwietnia 1612 roku król Zygmunt III Waza przyjął prośbę 76-letniego już Skargi o zwolnienie go z obowiązków królewskiego kaznodziei. Długo nosił się on z tym zamiarem, ostatnie swoje kazanie wygłosił bowiem prawie rok wcześniej.
Podczas świąt wielkanocnych 22 kwietnia 1612 roku Skarga wygłosił ostatnie kazanie do króla, senatu i dworu, a 2 maja, po udzieleniu królewskiej parze komunii, wyruszył do Krakowa. Po drodze zatrzymał się w Grójcu, miejscu swojego urodzenia. Po raz ostatni odwiedził rodzinne miasto, które przez całe życie darzył wielkim sentymentem.

Do Krakowa Skarga przybył 29 maja, zatrzymując się w domu zakonnym przy kościele św. Barbary. Dni spędzał na modlitwie, naprawie starych ksiąg, cerowaniu habitów i sporządzaniu przyborów do pisania dla braci zakonnej. Umiał nawet lać woskowe świece wykorzystywane w świątyniach. Podobno zaczął też pisać traktat o cnotach chrześcijańskich. Najwidoczniej wierny jezuickiej zasadzie magis – „więcej dla Boga”, nie umiał żyć bez pracy. Dla wiekowego jezuity „więcej dla Boga” znaczyło tyle samo, co więcej dla Ojczyzny. Dla niego były to pojęcia niemalże nierozłączne, ze świętym pierwszeństwem Nieba. Do końca swoich dni chciał być potrzebny i pożyteczny. Niestety czuł się coraz gorzej. Od lat dokuczała mu astma, ponadto przeziębienie przykuło go do łóżka.
Od początku września 1612 roku ks. Skarga nie mógł już odprawiać mszy. Odbył więc spowiedź z całego życia, a współbracia zakonni czuwali przy sędziwym kaznodziei, czytając mu pobożne lektury oraz dbając, by każdego dnia mógł przyjąć komunię.

Istnieje inny przekaz, że kilka dni przed śmiercią Piotr Skarga posłał do jasnogórskiego klasztoru wielką świecę woskową. Miała ona zgasnąć 27 września 1612 roku po nieszporach, o czwartej po południu – dokładnie wówczas, kiedy w krakowskim domu zakonnym u św. Barbary największy kaznodzieja w dziejach Rzeczypospolitej wydawał ostatnie tchnienie.

Na drugi dzień po śmierci Skargi bracia zakonni wynieśli na swoich barkach jego ciało, złożone w prostej, drewnianej trumnie, jako że zakonników chowano wyjątkowo skromnie. Konduktowi towarzyszyło wiele znacznych osób; szlachta, mieszczaństwo, ponad stu duchownych oraz przedstawiciele innych wyznań, z których najliczniej reprezentowane było unickie – wszak ksiądz Skarga był głównym inspiratorem podpisania unii brzeskiej z roku 1596.

Skargę pożegnał inny znany kaznodzieja, jezuita Fabian Birkowski, wzruszającymi słowami: „(…) oto idzie pod ziemię ozdoba jedyna zakonu tego i Ojczyzny… Godzieneś był dłuższego wieku, Nestorze nasz polski”. Trumnę ze zwłokami Skargi złożono w podziemiach kościoła św. Piotra i Pawła, świątyni, do budowy której nakłonił niegdyś Piotr Skarga króla Zygmunta III Wazę.

Już za życia Skargę otaczał nimb świętości, co przybrało na sile po jego śmierci. Wierni poczęli pielgrzymować do trumny królewskiego kaznodziei, modląc się u jego doczesnych szczątków i… zabierając przy okazji fragmenty szat lub części kostnych; jak wówczas zapisano: „(…) odwiedzano często te czcigodne zwłoki i wielu pragnąc mieć z nich cokolwiek, uszkadzało je pobożnymi rękoma”.

Po kilkudziesięciu latach trumna była już praktycznie w stanie rozpadu (niewykluczone też, że do jej dewastacji przyczyniły się gryzonie, dla których drewno nie stanowiło większej przeszkody). Inny jezuita, ks. Stanisław Bielicki, nie mogąc patrzeć na rozpadające się trumienne deski, począł zabiegać o przeniesienie doczesnych szczątków Piotra Skargi do nowej trumny. Zamysł ten ziścił się po znalezieniu przez niego fundatorki nowej trumny. Była nią księżna wojewodzina wileńska, hetmanowa Katarzyna Radziwiłłowa, pobożna siostra króla Jana III Sobieskiego. W roku 1695 ufundowała małą ołowianą trumienkę.

Nową trumnę ozdobiono długą inskrypcją łacińską, zaczynającą się od słów Arca haec plumbea – Aureum regum Chrysostomum condit – Venerabilem Servum Dei – P. Petrum Skarga S.J… (całość w tłum. na język polski: „Ta ołowiana trumna przechowuje złotego królów Chryzostoma, Czcigodnego sługę bożego – Ojca Piotra Skargę S.J. Ubolewać wprawdzie należy, że okazalsza trumna nie obejmuje tego, który dwory królewskie apostolskimi cnotami, świat chrześcijański gorliwością, biblioteki uczonych nauką, Towarzystwo sławą, duszą niebo napełnił. Lecz ten zakonnego ubóstwa szczególny czciciel byłby za życia i tej trumny nie przyjął, którą zakonny pierwszego w królestwie kaznodziei wielbiciel Stanisław Bielicki S.J., kosztem J.O. Katarzyny z Sobieszyna Radziwiłłowej, podkanclerzyny i hetmanowej polnej wielkiego Księstwa Litewskiego czci jego poświęcił, Roku Pańskiego 1695”).

Mała ołowiana trumna została przez księdza Bielickiego opasana łańcuchem i zamknięta na kłódkę, do której klucz przekazał Arcybractwu Miłosierdzia. Najwyraźniej chciano ukrócić proceder kradzieży szczątków świętobliwego zakonnika przez wiernych. Aż do XIX wieku nikt nie niepokoił doczesnych szczątków jezuity.

Po kasacji zakonu jezuitów kościół św. Piotra i Pawła (wzorowany na słynnym jezuickim kościele Il Gesù) przechodził różne koleje losu. W roku 1802 zaborcy austriaccy wyrzucili z jego podziemi prawie wszystkie trumny i znajdujące się tam kości. Furmankami wywożono je na nowo powstający Cmentarz Rakowicki i grzebano we wspólnej mogile. Po latach, kiedy kościół ponownie odzyskał swoją świetność, w niszach grobowych znaleziono jedynie trzy trumny. Jedna z nich należała do biskupa Trzebickiego, druga zaś do Skargi. W jaki sposób ocalały? Trudno to  dzisiaj wytłumaczyć, gdyż trumien nie dało się nie zauważyć. Czyżby sława królewskiego kaznodziei została uszanowana nawet przez  austriackiego zaborcę?

W 1844 roku trumnę ze szczątkami Skargi ustawiono na kamiennej podstawie, owinięto łańcuchem, a klucz do kłódki ponownie znalazł się w posiadaniu Arcybractwa Miłosierdzia. W rok później w jej pobliżu ustawiono pomnik grobowy wykonany przez Jana Gallego. Wiadomo też, że po 40 latach kryptę ponownie uporządkowano.
W dniu 24 września 1912 roku, podczas uroczystości skargowskich, trumna kaznodziei została otwarta. Wyniesiono ją na górę i komisyjnie, w obecności biskupa przemyskiego (późniejszego świętego) Józefa Pelczara i przedstawicieli duchowieństwa, zbadano jej zawartość. Fotograf Jabłoński wykonał fotografię, na której uwiecznił stos kości i pokaźnych rozmiarów czaszkę. Przebadany szkielet pozwolił określić wzrost Skargi jako średni (około 169 cm), czaszka zaś zawierała niegdyś niezwykle dużych rozmiarów mózg.
W sporządzonym wówczas protokole możemy przeczytać: „Kości znaleziono prawie wszystkie, a w szczególności czaszkę dobrze zachowaną, kości wszystkich czterech odnóg, kości stosu kręgowego i żebra – wszystkie również jak najlepiej zachowane”.
W protokole nie ma słowa o tym, aby kości Skargi były połamane. Warto ten fragment zapamiętać w kontekście powstałej czarnej legendy i rzekomych dowodów na jej potwierdzenie.
W innym miejscu protokołu czytamy: „Następnie profesor Domański wyjął dwie kości przedramienia (radius) i jeden krąg lędźwiowyi oddał je Ks. Rektorowi Rothowi, którego do zabrania […] kości (upoważnił) Najprzewielebniejszy Książę Biskup Adam Stefan Sapieha“.
Do dzisiaj jedna z kości ks. Skargi znajduje się w Muzeum Jezuitów w Starej Wsi pod Krosnem.

Kolejne otwarcie trumny nastąpiło 5 października 1918 roku. Eksperci z dziedziny medycyny sądowej, m.in. Olecki, oraz przedstawiciele duchowieństwa i Arcybractwa Miłosierdzia wnikliwie przebadali zachowane szczątki kostne. Chcieli porównać przedstawiony przez Matejkę na obrazie wizerunek kaznodziei z autentycznymi częściami szkieletu. Szczątki przetransportowano więc do Zakładu Antropologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Naukowcy podczas badania (trwało cztery godziny) stwierdzili nadłamania kości, zapewne dla zdobycia relikwii. Określono również, że wyjątkowo duży mózg musiał ważyć około 1444 g. Potwierdzono też niewysoki wzrost Skargi – około 168 cm. Szczątki Skargi ponownie złożono w trumnie, tę zwyczajowo obwiązano łańcuchem i zamknięto na kłódkę, tradycyjnie już przekazując klucz do niej Arcybractwu Miłosierdzia.

Skarga w swoich listach pisał, że był słabego zdrowia; po kilku dniach postu zdarzały mu się omdlenia, a długie modlitwy doprowadzały do wyczerpania organizmu. Choć prawdopodobnie cierpiał na kamicę nerkową, jednak do końca był niebywale energiczny. Potrafił przezwyciężać słabości ciała niezwykłym hartem ducha, wynikającym z niezachwianej wiary. Do końca swoich dni ustawicznie pisał i kształcił się. Dość wspomnieć, że w wieku 70 lat potrafił biegle opanować język niemiecki!

Po raz ostatni trumnę otwarto 30 września 1936 roku. Wtedy to kardynał Sapieha wydał zezwolenie Arcybractwu Miłosierdzia, które wystąpiło z prośbą o przełożenie kości Skargi do kolejnej, nowej trumny. Stara trumna była bowiem uszkodzona od częstego podnoszenia. Kości Skargi przełożono do miedzianej trumny, którą także opieczętowano i zabezpieczono. Podczas ceremonii przekładania szczątków obecny był prof. Wachholz, który określił wzrost najbardziej znanego polskiego jezuity na 169 cm. Od tego czasu już nikt inny sarkofagu Skargi nie otwierał…

Fałszywa czarna legenda o pochowaniu żywcem

Kiedy narodziła się czarna legenda o pochowaniu żywcem Piotra Skargi? Dokładnie nie wiadomo. Wielu duchownych i historyków twierdzi, że plotka swoimi korzeniami sięga najwyżej XX wieku. Faktem jest, że o pochowaniu żywcem zakonnika nie wspominają żadne źródła. W tym miejscu powinniśmy także zadać kolejne pytanie: dlaczego pojawiła się taka plotka?

Warto zwrócić uwagę, że Skarga, postać wyrazista i zatroskana o losy Rzeczypospolitej, już za życia wzbudzał wielkie emocje tak u szlachty, której wytykał wady, jak i u protestantów. Już wtedy krążyły o nim kąśliwe plotki i pomówienia. Doszło nawet do czynnej napaści protestanta Alberta (sługi księcia Radziwiłła) na Skargę, podczas której przyparł on jezuitę do muru płazem szabli. Na szczęście dla Skargi zbiegowisko gapiów wystraszyło napastnika, który po wymierzeniu kaznodziei solidnego policzka zbiegł. Winny napaści na duchownego, według ówczesnego prawa, mógł stracić rękę. Wszystko zależało od Skargi, który bez wahania protestantowi przebaczył.

Przytoczmy też inne, znamienne wydarzenie, które rzuca światło na charakter Piotra Skargi. Podczas wyprawy Zygmunta III Wazy do Szwecji w roku 1598 w miejsce Skargi z królem popłynął inny jezuita, Marcin Laterna. Zginął on w męczarniach z rąk szwedzkich protestantów. Skarga długo nie mógł się otrząsnąć po śmierci przyjaciela, żałując wręcz, że to nie on zginął za wiarę. Dla całego dworu było jasne, że Skarga żył pragnieniem świętości, wierny zasadzie magis “więcej dla Boga”, ale i więcej dla Ojczyzny. To właśnie zresztą Skarga wprowadził do języka polskiego słowo Ojczyzna.

W 1912 roku odbyły się w Krakowie centralne obchody 300-tnej rocznicy śmierci Skargi. Całe miasto udekorowano, a jego katoliccy mieszkańcy zamknęli sklepy i warsztaty. Po mszy w kościele św. Piotra i Pawła 10-tysięczny pochód ruszył pod siedzibę Arcybractwa Miłosierdzia, gdzie uroczyście odsłonięto tablicę pamiątkową poświęconą założycielowi. Atmosfera w mieście była nadzwyczaj podniosła i patriotyczna, a trzeba nadmienić, że działo się to w przededniu wywalczenia przez Polskę niepodległości.

Już wtedy pojawiały się głosy o możliwości wyniesienia Skargi na ołtarze. Niestety, marzenia wielu Polaków o rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego rodaka – skromnego kaznodziei zatroskanego o losy Ojczyzny, nie potwierdziły się. Wielu zwolenników beatyfikacji Skargi niedojście jej do skutku widziało właśnie w rozprzestrzeniającej się plotce o pochowaniu go w stanie letargu. Według kościelnego prawa osoba podejrzana o pochowanie żywcem mogła w ostatnich swoich chwilach, po przebudzeniu się w trumnie, bluźnić Bogu. Była to podstawowa przeszkoda w formalnej procedurze beatyfikacyjnej. A czarna legenda zaczynała być wtedy znana coraz powszechniej. Warto sobie zadać pytanie komu mogło zależeć na tym, aby beatyfikacja Polaka patrioty, głoszącego miłość Ojczyzny nie doszła do skutku ?

Z pewnością głośny proces beatyfikacyjny Polaka nie był na rękę żadnemu z państw zaborczych. Samo imię Piotra Skargi z miejsca kojarzyło się z „Kazaniami sejmowymi” i czasami potęgi Rzeczypospolitej, a przecież zaborcy przez ponad wiek starali się wymazać nawet samo pojęcie polskiej państwowości.

Proces beatyfikacyjny

Ciekawe, że do ogłoszenia procesu beatyfikacyjnego nie doszło także w roku 1936, kiedy to cała II Rzeczpospolita uroczyście świętowała 400-tną rocznicę urodzin królewskiego kaznodziei.

Imię Skargi rozsławiła swoim piórem znana pisarka Zofia Kossak-Szczucka pisząc o potrzebie wyniesienia na ołtarze skromnego jezuity w broszurze „Beatyfikacja Skargi” (1937). Czarna legenda miała się wtedy już całkiem dobrze, można by rzec, że się udomowiła, przysparzając kaznodziei wątpliwej sławy. Jeżeli nawet z okazji kolejnego jubileuszu była szansa na pomyślne zakończenie procesu beatyfikacyjnego, to nadchodząca wojna odwlekła go na długie lata.

O prawdopodobieństwie pochowania żywcem kaznodziei Zygmunta III można było przeczytać w popularnych opracowaniach naukowych, dotyczących Skargi i jego czasów, autorstwa powojennych polskich historyków (bez poparcia źródłowego). Podobnie sprawa ma się z artykułami w prasie i internecie powtarzającymi raz puszczoną w obieg plotkę opatrzoną słowem „prawdopodobnie”. Sęk w tym, że z biegiem czasu ludzki umysł wymazuje słowo „prawdopodobnie”, pamięć skrzętnie za to przechowuje wyrażenia typu „pochowany żywcem”…

W roku 2010 znany polski historyk Janusz Tazbir napisał na temat rzekomego pochówku w letargu kilka bardzo ważnych zdań, które nie wymagają żadnego komentarza: „Osobiście czuję się odpowiedzialny za upowszechnienie innej legendy, mianowicie o śmierci Skargi w letargu, co miało uniemożliwić jego beatyfikację, postulowaną już w 1936 r. Oparłem się zbyt ufnie na ustnej informacji, przekazanej mi w 1979 r. przez bp. Jana Obłąka. Choć […] nie ma żadnych podstaw do wierzenia w tą osobliwą legendę, niektórzy dziennikarze nadal ją powtarzają”.

Krakowski medyk sądowy, doktor Tomasz Konopka zapytany o możliwość pochowania kogoś w letargu wyjaśnia: „Wprawdzie istnieje pojęcie naukowe vitae minima, którego przypadki są niezwykle rzadkie, (ja osobiście się z takim przypadkiem nie spotkałem, i z tego co wiem, nikt z mojego zakładu nie miał z nim do czynienia), ale i wtedy – jak wyjaśnia – albo człowiek żyje, albo jest martwy, a proszę mi wierzyć, medyk potrafi taki stan rozpoznać. Legendy o pochowaniu kogoś żywcem biorą się nieraz stąd, że po otwarciu trumny zastaje się zwłoki w dziwnej pozycji, na przykład przekręcone, albo odwrócone, a takie rzeczy zdarzają się podczas transportu. Ja osobiście pogłoski o pochowaniu księdza Skargi w stanie letargu zaliczam do tzw. miejskiej legendy”.

21 czerwca  2016 roku w krakowskim kościele pw. św. Piotra i Pawła zakończył się diecezjalny etap procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego ks. Piotra Skargi (1536-1612) zmarłego w opinii świętości. Akta procesu diecezjalnego przekazane zostały do Rzymu, gdzie sprawa będzie toczyła się dalej. Decyzja komisji beatyfikacyjnej jest dowodem na fałsz tzw. czarnej legendy i na świętość życia kaznodziei i prekursora bankowości.

A po przeczytaniu polecam film:

 

„Studia Bobolanum” 2010, nr 3.
J. Widacki “Detektywi na tropach zagadek historii”.
J. Tazbir, Piotr Skarga. Szermierz kontrreformacji, Wiedza Powszechna, Warszawa 1978, str. 344; wyd. 2, Warszawa 1983 str. 288.
R. Darowski SJ i S. Ziemiański SJ, Ks. Piotr Skarga SJ. Życie i dziedzictwo, WAM i Ignatianum, Kraków 2012, str. 436.
Archiwum Arcybractwa Miłosierdzia : Kraków, ul. Sienna 5.
„Stanisław August Poniatowski” Krystyna Zienkowska , Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wydanie drugie 2004.
Michaił Heller „Historia Rosji”.
Ks. Kazimierz Panuś „Ksiądz Skarga” WAM 2013.