W czasie (na szczęście wygasającej) pandemii COVID-19, ale też coraz częściej pojawiających się informacji o nowym niebezpieczeństwie w postaci małpiej ospy, warto wiedzieć, że od wczesnego średniowiecza ludzie drżeli przed inną zarazą, którą był zbierający śmiertelne żniwo tyfus plamisty. I chociaż dziś, dzięki odkryciu przez Rudolfa Weigla szczepionki, nie jest już niebezpieczny, to jeszcze niespełna sto lat temu nazwa tej choroby była synonimem śmierci.

Profesor Rudolf Weigl nie był Polakiem z urodzenia, tylko z wyboru, ale swojej przynależności do słowiańskiego narodu bronił ocierając się – dosłownie – o śmierć. W czasie II wojny światowej Niemcy wielokrotnie proponowali mu podpisanie volkslisty kusząc dużymi apanażami i gwarancją przeżycia. Wziąwszy pod uwagę to, jak potraktowali polską inteligencję w Krakowie i we Lwowie, trzeba sobie uświadomić, iż uczony – odmawiając – był o włos od śmierci. Te dwa aspekty w życiorysie polskiego naukowca o austriackich korzeniach najbardziej zadziwiają i wzruszają.

Weigl był wielokrotnie nominowany do nagrody Nobla za odkrycie pierwszej na świecie szczepionki na tyfus plamisty, która uratowała miliony ludzi na całym świecie. Życie – bezpośrednio – zawdzięczało mu kilka tysięcy Polaków, a wśród nich wielu wybitnych uczonych i artystów. Został też uznany za Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Ale po kolei…

Pierwszy raz o Rudolfie Weiglu usłyszałem dzięki bardzo dobremu polskiemu filmowi wojennemu „Trzecia część nocy” w reżyserii Jerzego Żuławskiego. Film z 1971 r. z Małgorzatą Braunek w jednej z głównych ról niezwykle dojmująco oddaje grozę wojennej rzeczywistości. To właśnie w nim pojawia się wątek karmicieli wszy, dzięki którym uzyskiwano materiał służący do produkcji szczepionek przeciwko tyfusowi. Karmiciel wszy miał przytwierdzone do nogi pudełko z wszami, które żywiły się jego krwią. Status karmiciela był w okupacyjnej rzeczywistości niczym szwajcarski paszport – nie gwarantował wprawdzie stu procent bezpieczeństwa, ale dawał specjalną ochronę i duże prawdopodobieństwo, że przez wojnę może się uda przejść cało i bezpiecznie.
Wpływ na taki stan rzeczy miało niemieckie podejście do tyfusu – Niemcy panicznie bali się tej choroby i szczepionka na nią była dla nich na wagę złota. Dzięki temu wojnę mogło przeżyć nawet około 5 tysięcy karmicieli – nierzadko były to osoby, których życie było najbardziej zagrożone: Żydzi i Polacy.

Początki kariery

Rudolf Weigl urodził się 2 września 1883 r. w Przerowie na Morawach, w austriackiej rodzinie Fryderyka i Elżbiety z Kröselów. Kiedy miał pięć lat, zmarł jego ojciec. Wtedy matka Rudolfa postanowiła wrócić z dziećmi do rodzinnego Wiednia, gdzie zarabiała na życie, prowadząc bursę dla studentów. W Wiedniu młoda wdowa poznała polskiego profesora Józefa Trojnara, wyszła za niego za mąż i rodzina przeniosła się do Galicji, gdzie jej mąż był profesorem gimnazjalnym w Jaśle i Stryju. Do gimnazjów w tych miastach uczęszczał także młody Rudolf.

Jego kolejnym etapem nauki były studia przyrodnicze na Uniwersytecie Lwowskim, które ukończył w 1907 r. Był na tyle wybijającym się studentem, że zaproponowano mu asystenturę u znanego lwowskiego profesora Józefa Nusbauma-Hilarowicza.

Rudolf Weigl ze współpracownikami w pracowni prof. Nusbauma-Hilarowicza

Kariera naukowa Rudolfa Weigla rozwijała się bardzo dobrze – obronił doktorat, a następnie uzyskał habilitacje z zoologii, anatomii porównawczej i histologii. W tym czasie bardzo zainteresowała go budowa komórki – badania nad tym zagadnieniem prowadził jako privatdozent Uniwersytetu Lwowskiego z prawem do prowadzenia wykładów uniwersyteckich. Niebawem swoje naukowe zainteresowania poszerzył także o zagadnienia transplantacji, jednak nie dane mu było w tym czasie rozwijanie kariery naukowej. Przyszedł rok 1914 i wybuch I wojny światowej.

Weigl – jako wszechstronnie wykształcony akademik – został powołany do służby medycznej w armii Austro-Węgier. Na początku 1915 r. trafił do pracowni mikrobiologii szpitala wojskowego w Przemyślu, kierowanej przez profesora Filipa Eisenberga – bakteriologa i epidemiologa. Choć miał się tam zajmować zarazkami cholery, wolał kontynuować rozpoczęte jeszcze we Lwowie badania nad tyfusem, który dziesiątkował żołnierzy w wojennych okopach i ludność na terenach dotkniętych wojną. Tyfus bardzo szybko atakował osoby słabe i pozbawione odporności.

Rudolf Weigl w otoczeniu lekarzy i austriackich wojskowych – luty 1915 r.

Tyfus – synonim śmierci

Pierwszy zachowany opis tej choroby pochodzi już z XI wieku. Od tego czasu, z większą bądź mniejszą częstotliwością i w różnych częściach świata, wybuchały epidemie tyfusu, siejąc niemałe spustoszenie i przesądzając o losach wielu bitew. Dziesiątkowały żołnierzy i cywilów – jak chociażby podczas wojny domowej w Anglii, wojny trzydziestoletniej czy wojen napoleońskich. Choroba już po kilku dniach od zakażenia objawiała się wysoką gorączką, dreszczami, silnymi bólami mięśni i stawów oraz światłowstrętem i wyniszczała organizm. Na skórze pojawiały się czerwone plamy, które zmieniały się w krwawiące grudki. Na koniec chorzy zaczynali mieć halucynacje, po czym następował szybki zgon.

W czasach bez antybiotyków i szczepionek tyfus plamisty zbierał wyjątkowo śmiertelne żniwo. Nic zatem dziwnego, że stał się wręcz synonimem śmierci. Człowiek zarażony tyfusem miał bowiem niewielkie szanse na wyzdrowienie. Wielu naukowców na świecie próbowało temu zaradzić. Należał do nich także Rudolf Weigl.

Dzięki eksperymentom rosyjskiego lekarza polskiego pochodzenia – Józefa Moczutkowskiego – przeprowadzonym w Odessie w 1880 r., w ramach których ten odważny naukowiec wstrzyknął sobie krew zakażonego (i ciężko zachorował), wiedziano, że źródłem tyfusu jest krew osób zakażonych. Dziewiętnaście lat później francuski mikrobiolog Charles Nicolle udowodnił, że tyfus przenoszą wszy odzieżowe, które żywią się krwią człowieka.

Z kolei w następnych latach Amerykanin Howard Taylor Ricketts oraz Austriak (czeskiego pochodzenia) Stanislaus von Prowazek potwierdzili identyczność tyfusu plamistego u ludzi i u małp, a w zakażonych nim wszach odkryli bakterię odpowiedzialną za chorobę, nazwaną od ich nazwisk Rickettsią prowazekii. Zauważono, że te odrażające dla człowieka insekty nie zarażały się między sobą, ale zakażone tyfusem ludzi ciężko chorowały lub ginęły. Rudolf Weigl postanowił szukać rozwiązania – dosłownie – u wszy, traktując je jako zwierzęta laboratoryjne, co umożliwiło dalsze badania nad tyfusem plamistym.

Wynalezienie szczepionki

Weigl w latach 1915–1918 pracował w szpitalu wojskowym w Przemyślu, po czym w ostatnim roku I wojny światowej objął tam kierownictwo specjalnie utworzonej Pracowni Badań nad Tyfusem Plamistym. Zaczął wówczas poszukiwania metody skutecznego zakażania wszy, mając nadzieję, że może to być kluczem do wynalezienia szczepionki. Swojemu szefowi – profesorowi Eisenbergowi tłumaczył, że jeśli trudno będzie zarazić wszy per os, można będzie zrobić to per rectum i udowodnił to, wprowadzając pod mikroskopem cienką kapilarę z zakażonym płynem do jelita wszy. Następnie pełne riketsji jelito chorej wszy rozgniatano, a treść rozpuszczano w fenolu, uzyskując zawiesinę, z której w rezultacie powstawała… szczepionka na tyfus plamisty. Jak się z czasem okazało, była to najbardziej skuteczna szczepionka na nieuleczalną dotąd chorobę.

Pracownia badań nad tyfusem Wojskowej Rady sanitarnej – Przemyśl 1919 r.

Swoje badania Rudolf Weigl kontynuował w szpitalu rezerwowym w Tarnowie. Tam, ryzykując życie, sam zapadł na tyfus i postanowił karmić wszy swoją krwią (i zarażać je zarazem), umieszczając je w klateczkach przytwierdzanych na udach, łydkach i przedramionach. Wyzdrowiał, a wyprodukowaną przez siebie szczepionkę przetestował najpierw na świnkach morskich, a potem na sobie, udowadniając, że wszczepienie zawiesiny z bakteriami z jelit 250 wszy nie zabija człowieka, który przechorował tyfus.

75 nominacji do Nobla

Sukces Rudolfa Weigla skutkował powołaniem go w 1920 r. na stanowisko profesora biologii ogólnej Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, gdzie w dwudziestoleciu międzywojennym kontynuował swoje badania nad szczepionką przeciwtyfusową. Wraz z grupą współpracowników stworzył w gmachu starego uniwersytetu przy ul. Mikołaja we Lwowie laboratorium, gdzie wytwarzano niewielkie ilości tej szczepionki.

Chociaż dzisiaj profesor Rudolf Weigl najbardziej znany jest dzięki wynalezieniu szczepionki na tyfus, warto wiedzieć, że polski naukowiec odnosił sukcesy także na polu walki z durem plamistym. Przed II wojną światową prawdziwy rozgłos przyniosła Weiglowi akcja szczepień przeciw tej chorobie w katolickich misjach belgijskich w Chinach, dzięki której uratowano setki misjonarzy i tysiące Chińczyków. Otrzymał za to odznaczenie papieskie Order Świętego Grzegorza Wielkiego, belgijski Order Leopolda, członkostwo wielu instytucji naukowych, a jego samego – tylko w latach 1930–1939 – aż 75 razy nominowano do nagrody Nobla!

Miarą sukcesu Weigla był fakt, że przyjeżdżali do niego naukowcy z całego świata. Jednym z nich był Charles Nicolle, francuski noblista, który podczas jednej ze swoich podróży do Polski tak wyraził się o Weiglu: „To zupełnie pierwszorzędna głowa. Do Polski pojechałem właściwie tylko po to, by zobaczyć się z tym wielkim uczonym”.

Wojenne czasy

W 1939 r. Rudolf Weigl wyjechał do Abisynii, gdzie pomagał w opanowaniu epidemii tyfusu. Jednak świadomy zbliżającej się wojny, przerwał pracę i wrócił do Polski, spodziewając się, że może być potrzebny. Umiejętności Weigla początkowo wykorzystywali Rosjanie podczas pierwszej okupacji sowieckiej Lwowa (22.09.1939–29.06.1941). Produkcja szczepionki przeciwtyfusowej została wtedy znacznie rozbudowana. Na szczęście Armia Czerwona przed opuszczeniem Lwowa przed Niemcami w 1941 r. „przeoczyła” naukowca – nie został wywieziony do ZSRR.

Niemcy po wkroczeniu do tego miasta zaznaczyli swoje rządy wymordowaniem 25 profesorów lwowskich oraz członków ich rodzin. Na krótko po zajęciu miasta generał Fritz Katzmann, dowódca SS i policji w Dystrykcie Galicji, złożył Weiglowi propozycję podpisania reichslisty, czyli tzw. volkslisty I. Profesor odmówił, twierdząc, że zmiana narodowości w tak trudnym dla Polski okresie byłaby przejawem nielojalności wobec polskiego społeczeństwa (niektórzy upatrywali w tej odmowie brak poparcia Niemców dla jego nominacji do nagrody Nobla w 1942 r.) – podjął natomiast trudną decyzję dalszego prowadzenia Instytutu Badań nad Tyfusem Plamistym na potrzeby armii niemieckiej. Widział w tym możliwość niesienia pomocy licznym pozbawionym pracy profesorom i asystentom, których zatrudnił dzięki wymuszeniu na Niemcach całkowitej swobody w doborze personelu.

Sprawiedliwy wśród Narodów Świata

Dziś ocenia się, że profesor Rudolf Weigl – oprócz milionów istnień uratowanych dzięki swoim szczepionkom – uratował także około 5 tysięcy ludzi, którzy w czasie II wojny światowej mieli status karmicieli wszy. Byli wśród nich przedstawiciele lwowskiego środowiska naukowego, artyści, studenci i żołnierze Armii Krajowej.

Karmiciel wszy

Weigl uratował m.in. słynnego matematyka Stefana Banacha, poetę Zbigniewa Herberta, geografa Eugeniusza Romera, kompozytora Stanisława Skrowaczewskiego oraz aktora Andrzeja Szczepkowskiego. Wszyscy oni karmili własną krwią wszy wykorzystywane do produkcji szczepionki. Wśród karmicieli był też ojciec Jerzego Żuławskiego, reżysera „Trzeciej części nocy”. W 2003 r. izraelski Instytut Yad Vashem pośmiertnie uhonorował profesora medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Profesor Rudolf Weigl zmarł w 1957 r. w Zakopanem, został pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Poprzedni artykułZwiązkowcy tracą cierpliwość i zapowiadają strajk. Źle im w… ZUS-ie
Następny artykułPracodawcy apelują o wsparcie dla Ukrainy i większe sankcje na Rosję