Polski rząd może czuć zadowolenie z ustalenia minimalnej światowej stawki CIT wynoszącej 15 proc. Pozwoli to opodatkować duże globalne firmy, które dotychczas skutecznie unikały podatków. Nie dotyczy natomiast tych firm, które faktycznie prowadzą swoją działalność w Polsce i tu się rozliczają. Dzięki temu duża część polskich podatników nadal będzie mogła spokojnie płacić CIT według stawki 9 proc.

światowy minimalny cit - grafika wpisu
Pixabay

Na początku lipca Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) podała, że 130 krajów i jurysdykcji zgodziło się na nowy plan reformy międzynarodowego systemu podatkowego. Co ciekawe i warte odnotowania – póki co, na porozumienie nie zgodziła się Irlandia, która z uwagi na stosowane niskie opodatkowanie wielkich koncernów (np. Facebooka) przez część krajów unijnych jest wprost nazywana unijnym rajem podatkowym.

Polska za czy przeciw 15-proc. stawce?

Przyjęty w ramach OECD program przewiduje, że minimalna stawka CIT dla międzynarodowych przedsiębiorstw będzie ustalona na poziomie 15 proc. Do porozumienia przystąpiła też Polska, o czym niezwłocznie i z nieukrywaną dumą poinformował minister Tadeusz Kościński. Przy okazji przypomniał, że to pomysł, o realizację którego polski premier Mateusz Morawiecki zabiegał od dawna. Niestety jego moc sprawcza okazała się nieco za mała i sprawa minimalnego CIT stanęła na międzynarodowej agendzie dopiero po tym, jak taki postulat zgłosił prezydent Joe Biden.

Szczerze przyznam, że obserwując zamieszanie wokół tej propozycji, chwilami trudno było mi się zorientować, czy Polska jest za, czy też przeciwko temu planowi. Najpierw bowiem minister finansów Tadeusz Kościński stwierdził, że co prawda Polska go popiera, ale chce „żeby tam, gdzie są niższe podatki CIT, jak choćby w Polsce, gdzie są niższe ulgi, żebyśmy mogli to dalej utrzymywać. Żeby nie było tak, że będzie jedna stawka we wszystkich krajach, bo stracimy wtedy narzędzie zachęty, aby globalne firmy u nas inwestowały”. Później zaś, gdy doszło już do ustaleń, minister wyraźnie zadeklarował, że Polska z przyjęcia minimalnego CIT jest zadowolona i w pełni projekt poparła.
Skąd ta zmiana? Stąd, że porozumienie, które wynegocjowano, wcale nie wprowadza jednolitej minimalnej stawki CIT na poziomie 15 proc. – jak się wydawało, że zapowiada to w swojej propozycji amerykański prezydent. Ustalono coś zupełnie innego.

Mechanizm z minimalną stawką nie dla firm lokalnych

Po pierwsze, porozumienie zakłada wprowadzenie „globalnego minimalnego podatku, który kraje mogą nakładać w celu ochrony swojej bazy podatkowej”. Minimalną stawkę CIT dla międzynarodowych przedsiębiorstw ustalono na „co najmniej 15 proc.” – zakładając jednak, że może być on w przyszłości podwyższany. I to tyle, jeśli chodzi o to, co proponował Joe Biden. Dalsze szczegóły wyjaśniają tę „subtelną” zmianę w podejściu polskiego rządu.

Otóż, jak wynika z komunikatu, mechanizm z minimalnym CIT ma dotyczyć wyłącznie firm międzynarodowych, które osiągają globalne skonsolidowane przychody na poziomie co najmniej 750 mln euro. W żadnym wypadku nie dotyczy zatem firm działających lokalnie, nawet jeśli to „lokalnie” znaczy rynek unijny. Tym samym porozumienie w żadnym wypadku nie narusza polskiej suwerenności podatkowej, która w tym przypadku sprowadza się do swobodnego ustalania przez rząd stawek CIT dla firm krajowych, bez oglądania się na jakiekolwiek uregulowania międzynarodowe.

Porozumienie zakłada też, że minimalny CIT musi być tak skonstruowany, aby nie spowodował zwiększenia opodatkowania firm prowadzących rzeczywistą działalność gospodarczą. Ma do tego służyć mechanizm tzw. wyłączenia dla rzeczywistej działalności gospodarczej. Obecnie nie wiadomo jednak jeszcze na czym to rozwiązanie będzie polegało w praktyce. Wiceminister Jacek Sarnowski tłumaczył jednak po ogłoszeniu porozumienia, że mechanizm ten spowoduje, że „każda firma, która realnie funkcjonuje w Polsce – prowadzi produkcję, świadczy usługi i zatrudnia pracowników – nie zapłaci wyższego podatku. Wyłączenie to zabezpiecza dalsze działanie ulg wspierających inwestowanie w Polsce, np. ulgę B+R, IP-Box czy Polską Strefę Inwestycji”.

Duże firmy płacą mniej

Na marginesie – CIT w Polsce faktycznie nie jest wcale wysoki i mimo stawki podstawowej wynoszącej 19 proc. zdecydowana większość podatników płaci podatek według znacznie niższej stawki.
W 2018 roku (przy stawkach CIT wynoszących 19 i 15 proc.) podatnicy tego podatku opodatkowani byli realnie na poziomie 17,1 proc. Wykazane przez nich dochody wyniosły natomiast ponad 5813 mld zł (czyli prawie 6 bln zł).
Danych za kolejne lata resort finansów – póki co – nie ujawnił. Zmienił natomiast przepisy. Stąd obecnie obciążenie to jest zapewne znacznie niższe, bo w 2019 roku stawka CIT została, dla dużej grupy podatników, najpierw obniżona do 9 proc., a następnie (w 2021) poszerzono możliwość korzystania z tej stawki (podniesiono limit przychodów z 1,2 do 2 mln euro). Dlatego, jak się ocenia, według niższej stawki CIT płaci dziś podatek niemal 3/4 podatników tego podatku.
I teraz przypomnijmy, że w 1996 roku, przy stawce CIT 40 proc., realne obciążenia wynosiły 31 proc. Jak widać Polska przeszła długą drogę na ścieżce obniżania podatków dużym firmom. Oczywiście w myśl filozofii, że niższe podatki zachęcą duże międzynarodowe koncerny do inwestowania w Polsce i tworzenia właśnie tu nowych miejsc pracy. Z płaceniem podatku w Polsce różnie bowiem bywa – szczególnie, że przy okazji co bardziej medialnych inwestycji, kolejne rządy nie skąpiły zagranicznym inwestorom podatkowych prezentów.

Aby mieć jakieś porównanie, czy opodatkowanie CIT jest w Polsce niskie, czy wysokie dodajmy – tak tylko dla porządku – że w rozliczeniu za 2019 rok ponad 700 tys. podatników liniowego PIT płaciło podatek według stawki 19 proc., z efektywnym opodatkowaniem na poziomie 17,1 proc. (natomiast średnia stawka efektywna dla skali podatkowej nieznacznie tylko przekracza 8 proc.).

Dokonując takiego porównania sprawiedliwość wymaga, aby dodać, że w spółkach – poza tym, że podatek płaci sama spółka – to po wypłacie zysku (opodatkowanego już) podatek od takiej wypłaty musi zapłacić także wspólnik. I od razu wyjaśnię, że tego mechanizmu, wprowadzonego przez rząd premiera Mateusza Mazowieckiego, tzw. estoński CIT (możliwość niepłacenia przez spółkę podatku, dopóki spółka nie wypłaci dywidendy) wcale tak bardzo nie zmienił.

Zróżnicowana Europa

W Europie kilka państw bałkańskich ma stawki CIT na poziomie 10 proc. Z kolei często wymieniana w tym kontekście, jako stosująca nieuczciwą konkurencję podatkową unijna Irlandia stosuje stawkę 12,5 proc., Litwa i Łotwa mają stawki na poziomie 15 proc. (ale już Estonia to 21 proc.). Na przeciwnym biegunie jest Malta ze stawką 35 proc. Francja ma stawkę 33,3 proc., podobnie jak Niemcy (choć tu stawki są bardziej skomplikowane), Włochy 31,4 proc., a Hiszpania 30 proc. (w Kraju Basków i Nawarze jest ona jednak niższa). Polska nie wypada tu zatem źle z jedną z najniższych stawek CIT w Europie.

Na zakończenie warto jeszcze zaznaczyć, że zawarte porozumienie – poza kwestią minimalnego CIT – dotyczy także opodatkowania tzw. cyfrowych gigantów. Chodzi w tym przypadku o opodatkowanie największych światowych korporacji odnoszących nadzwyczajne korzyści z globalizacji i z gwałtownie postępującej cyfryzacji. Przedsiębiorstwa te zostaną określone w oparciu o wielkość przychodów (20 mld euro) oraz rentowność (10 proc.). Przedsiębiorstwa międzynarodowe, które spełnią te kryteria, będą musiały częściowo realokować swój zysk rezydualny – czyli tzw. zysk nadmiarowy do krajów, w których sprzedają towary lub świadczą usługi.