fbpx
wtorek, 23 lipca, 2024
Strona głównaHistoriaPrawda wyszła na ulicę – Poznański Czerwiec’56

Prawda wyszła na ulicę – Poznański Czerwiec’56 [TAJEMNICE HISTORII]

28 czerwca 1956 r. w Poznaniu doszło do pierwszego w powojennej Polsce strajku generalnego robotników, który przerodził się w krwawe zamieszki przeciwko narzuconej przez ZSRR komunistycznej władzy i jej porządkom. Był to pierwszy „polski czerwiec”, nazwany potem powstaniem poznańskim.

Nazwa szóstego miesiąca roku wywodzi się od gatunku owada – czerwca polskiego – który dawniej powszechnie występował na terenie Rzeczypospolitej, a którego larwy, po sproszkowaniu, używane były jako czerwony barwnik. Taka ciekawostka tytułem wstępu. Myśląc o Poznańskim Czerwcu’56, nie można nie zwrócić uwagi na tę grę słów. Czerwiec owego roku był bowiem w Poznaniu czerwony w dwójnasób: od krwi 58 polskich robotników, którzy zginęli z rozkazu „czerwonych”. Dowódcą wydającym rozkaz strzelania był jeden z „naturalizowanych Polaków”, a w istocie Rosjanin. Szacuje się, że w tamtych latach takich ludzi Związek Radziecki „wyeksportował” do Polski około 30 tys.

Pierwszym po wojnie jawnym konfliktem polskiego społeczeństwa z komunistyczną władzą były zamieszki 3 maja 1946 r. w Krakowie, ale też w wielu innych miastach Polski. Szacuje się, że tego dnia zginęło kilka osób, niemniej wobec pierwszego strajku generalnego, który wybuchł 10 lat później w Poznaniu, wydarzenia w Krakowie wydają się być łagodnym objawem buntu wobec komunistów.

Późniejsza propaganda PRL ten krwawo stłumiony strajk robotników nazywała „wypadkami czerwcowymi”, starając się bagatelizować rozmiar konfliktu. Dzisiaj jednak wielu świadków tamtych wydarzeń określa Czerwiec’56 nawet mianem powstania poznańskiego.

„Precz z wyzyskiem”

Niezadowolenie wśród poznańskich robotników narastało już od jesieni 1955 r. Kilkunastotysięczna załoga Zakładów H. Cegielskiego – największego zakładu pracy w Poznaniu (wówczas im. Józefa Stalina) – miała coraz większe poczucie krzywdy z powodu niskich płac, niesłusznie pobieranego podatku od zarobków najlepszych pracowników akordowych i tzw. przodowników pracy. Wydawało się, że dyrekcja zakładu dba o to, by robotnicy nie zarobili za dużo. W istocie zakład nie wypłacił kilku tysiącom pracowników należnych im (łącznie) około 11 mln zł.

Poznański Czerwiec’56/fot. Instytut Pamięci Narodowej

Gdy okazało się, że takie „podliczanie” robotników było dyrektywą ministerstwa, załoga postanowiła bezpośrednio skontaktować się z Warszawą. Dla robotników stało się jasne, że „czerwona burżuazja” wyzyskuje robotników, czyli „świat pracy”. Wobec braku reakcji ze strony najwyższych władz państwowych na postulaty i pisma, robotnicy wybrali 17 delegatów i udali się na rozmowy do ministerstwa. Do robotniczej delegacji dołączyło także 10 przedstawicieli dyrekcji HCP (Hipolit Cegielski – Poznań) po to, by w stolicy wspólnie rozwiązać problem. Wydawało się, że konflikt został zażegnany, gdyż po rozmowach w siedzibie resortu (26 czerwca) wypracowany został płacowy kompromis. Delegacja wróciła do Poznania z poczuciem wypełnienia misji, a dobre wieści szybko rozeszły się wśród robotników. Niestety w ślad za delegacją do Poznania przybył też (27 czerwca) przedstawiciel ministerstwa, który z kilku zawartych wcześniej uzgodnień zaczął się rakiem wycofywać.

Przybycie przedstawiciela władz zbiegło się z rozpoczęciem strajku przez poznańskich robotników, którzy na skutek podwyższenia norm produkcyjnych stracili w czerwcu premię, która stanowiła nawet jedną trzecią miesięcznych zarobków. Dodatkowo wysłannik z Warszawy zaczął kwestionować wysokość uposażeń pracowników akordowych. Takie postępowanie władz spotęgowało gniew i choć jeszcze 27 czerwca wieczorem zapowiadano rozmowy na następny dzień rano, to już do nich nie doszło.

Czarny czwartek

W czwartek 28 czerwca 1956 r. od godz. 6 rano (z chwilą rozpoczęcia pierwszej zmiany) w największych zakładach miasta robotnicy rozpoczęli strajk, który przeniósł się na ulice Poznania.

Poznański Czerwiec’56/fot. Instytut Pamięci Narodowej

Józef Wielgosz, świadek tamtych wydarzeń, wspomina: „Jeszcze dziś w pamięci wielu poznaniaków wyraziście odżywają obrazy z tego niesamowitego pochodu. Oto jeden z nich. W tym czasie wszyscy pracownicy fizyczni nosili obuwie drewniane, zwane wówczas kujonami lub okulakami. Pochód więc z tej racji słychać było z daleka przez głuchy stukot drewniaków o bruk. Scena ta uparcie kojarzyła się z jakimś obozem pracy. Ten przejmujący stukot, zacięte twarze, zaciśnięte pięści i nędzny roboczy strój dopełniał obrazu jakby żywcem wziętego z tragicznych dla Polski lat okupacji. W pierwszych szeregach szły kobiety, które w fabryce wykonywały ciężką, prawie katorżniczą pracę (…) Najprawdziwsza prawda wyszła na ulicę, by pokazać miastu swe prawdziwe oblicze”.

Do strajkujących spontanicznie przyłączyli się mieszkańcy. Wkrótce pokojowy pochód liczący około 100 tys. osób ruszył w kierunku siedziby Miejskiej Rady Narodowej. W tym momencie była jeszcze szansa na pokojowe rozwiązanie konfliktu – robotnicy domagali się jedynie rozmów – cofnięcia nowych, wyśrubowanych norm produkcyjnych, poprawy warunków bezpieczeństwa, podwyżki płac i obniżki cen. Pochód był wtedy jeszcze kontrolowany przez robotników, jednak z minuty na minutę atmosfera gęstniała. Po godz. 10.00 nastroje się zradykalizowały. Punktem kulminacyjnym stał się moment, kiedy obok skandowanych haseł „Chcemy chleba!” i „Precz z normami!” demonstranci zaczęli krzyczeć hasła typu: „Precz z komunistami!”, „Precz z czerwoną burżuazją!”, „Precz z Ruskimi, żądamy prawdziwej wolnej Polski!”, „Chcemy Polski katolickiej, a nie bolszewickiej”.

Iskra zapalna

Tłum opanował radiowóz milicyjny, z którego podano fałszywą informację o aresztowaniu delegacji robotniczej, która była w Warszawie na rozmowach. Fałszywa plotka stała się iskrą zapalną. Duża grupa robotników ruszyła pod więzienie, które zostało zdobyte. Demonstranci wypuścili 257 więźniów i uzbroili się w zdobytą broń. Na ulicy zaczęły płonąć więzienne akta. Druga cześć robotników ruszyła pod budynek Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (UBP), który został wzmocniony grupą operacyjną. To z tego budynku około godz. 10.40 padły pierwsze strzały (są świadkowie, którzy twierdzą, że strzelano także w kierunku kobiet i dzieci).

Masakra robotników mogła rozpocząć się wcześniej. Twardogłowi komuniści z WUBP już od 9.00 naciskali na komendanta poznańskich pancerniaków, by ten wyprowadził czołgi na robotników, jednak takiemu posunięciu sprzeciwił się gen. Kazimierz Witaszewski.

Powstanie poznańskie

O tym, co w Poznaniu się dzieje, w Warszawie doskonale wiedziano już od wczesnych godzin porannych. Decyzję o użyciu wojska przeciwko robotnikom podjęło Biuro Polityczne KC PZPR na wniosek marszałka Konstantego Rokossowskiego, który był… ministrem obrony narodowej.

Czołgi na Placu Stalina/fot. Wikimedia Commons

Trzeba w tym momencie podkreślić, że ZSRR, obok nasłanych do Polski w dużej liczbie funkcjonariuszy NKWD chodzących w sowieckich mundurach, przysłał także takich, którzy przywdziawszy mundury polskie, mieli udawać Polaków. Obok Rokossowskiego takim farbowanym lisem był też gen. Stanisław Popławski (był synem polskiego chłopa, lecz w sercu nie miał Polski tylko bolszewizm), który wydał rozkaz strzelania do robotników. Popławski powołał specjalną grupę operacyjną do pacyfikacji miasta. Demonstrantów rozpędzało niemal 10 tys. uzbrojonych po zęby żołnierzy wzmocnionych arsenałem 359 czołgów, 31 dział pancernych, 36 transporterów opancerzonych i sześciu dział przeciwlotniczych. Przeciwko demonstrantom w ciągu kilku godzin zużyto aż 180 tysi. sztuk amunicji!

Robotnicy – uzbrojeni w zaledwie 250 sztuk broni, 1 rkm i butelki z benzyną – stawili zacięty opór. Zdobyli nawet dwa czołgi, odbite później przez siły pacyfikacyjne. Około godz. 18.30 zdołali uwolnić więźniów obozu w Mrowinie (prowadzony przez UB i NKWD).

Pogrzeb jednej z ofiar/fot. Wikimedia Commons

Walki trwały do godzin południowych 29 czerwca. Według obliczeń historyków zginęło 58 robotników (są też szacunki mówiące o 70 ofiarach cywilnych) oraz czterech żołnierzy i czterech funkcjonariuszy UB, a około 600 osób zostało rannych. Demonstranci zniszczyli lub uszkodzili około 30 czołgów.

29 czerwca wieczorem premier Józef Cyrankiewicz wygłosił przemówienie radiowe, podczas którego wypowiedział słynną groźbę: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie!”

„Moskale, precz z Polski”

Symbolem Czerwca’56 stał się trzynastoletni Romek Strzałkowski, którego dosięgła bratobójcza kula. Dotychczasowe śledztwa nie zdołały ustalić, czy chłopca zamordowano z premedytacją, czy był to przypadek.

Władza ludowa nie poprzestała na krwawej pacyfikacji Poznania. W kolejnych dniach milicja i UB aresztowały około 250 osób. Komunistom zależało na tym, by udowodnić, że do walk doszło na skutek działalności prowokatorów i obcej agentury, co nie było prawdą.

„Proces dziewięciu” – jeden z procesów uczestników poznańskich protestów/fot. Wikimedia Commons

Zaraz po spacyfikowaniu Poznania zaczęto organizować w zakładach pracy otwarte zebrania partyjne mające poprzeć stanowisko PZPR, która potępiła „wypadki poznańskie”. Mimo gotowego scenariusza przebiegu takich zebrań były zakłady pracy, w których robotnicy potępiali wypaczenia ustroju, a nie poznańskich robotników. Na ogół społeczeństwo wypowiadało się jednak anonimowo – na murach Poznania zaczęły pojawiać się napisy: „Śmierć UB. Powstańcy”, „Moskale, precz z Polski”, „Rosja nas zdradziła” czy „Poznań 28 VI 1956 r. – Niech żyje rewolucja. Chcemy wolności. Precz z okupantem”.

Krwawa pacyfikacja powstania poznańskiego odbiła się głośnym echem w Polsce i na świecie.

Wypaczenia i wnioski

Fot. Instytut Pamięci Narodowej

Wydarzenia poznańskie doprowadziły do „przewrotu październikowego”, na fali którego do władzy doszedł Władysław Gomółka. Towarzysz Wiesław jeszcze w 1956 r. mówił o strajkujących robotnikach z Cegielskiego i innych zakładów pracy: „Robotnicy Poznania chwytając za oręż strajku i wychodząc manifestacyjnie na ulicę w czarny czwartek czerwcowy zawołali wielkim głosem: Dosyć! Tak dalej nie można! Zawrócić z fałszywej drogi!(…) Robotnicy Poznania nie protestowali przeciwko Polsce Ludowej, przeciwko socjalizmowi, kiedy wyszli na ulice miasta. Protestowali oni przeciwko złu, jakie szeroko rozkrzewiło się w naszym ustroju społecznym i które ich również boleśnie dotknęło, przeciwko wypaczeniom podstawowych zasad socjalizmu, który jest ich ideą”.

Jak pokazał historia, takie „wypaczenia socjalizmu” zdarzyły się i później – także za Gomółki – doprowadzając do wydarzeń w grudniu 1970 r., kiedy towarzysz Wiesław stracił władzę. Nowy I sekretarz KC PZPR Edward Gierek nigdy nie zezwolił na użycie wojska przeciwko robotnikom – nawet w Radomiu, w czerwcu 1976 r. Dlaczego? Wydaje się, że Gierek, który w 1956 r. jako członek Biura Politycznego KC PZPR stanął na czele komisji badającej przyczyny, przebieg i charakter wydarzeń w Poznaniu, doskonale wiedział, co spowodowało robotniczy bunt i jakie skutki przyniosło jego siłowe stłumienie – bratobójczą krew i… utratę władzy.

 

Jarosław Mańka
Jarosław Mańka
Dziennikarz, reżyser, scenarzysta i producent, autor kilkunastu filmów dokumentalnych i reportaży (kilka z nich nagrodzonych). Absolwent historii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pasjonat podróży i tajemnic historii. Propagator patriotyzmu gospodarczego. Współpracownik magazynu „Nasza Historia”.

INNE Z TEJ KATEGORII

Pamięć i przestroga: Konfederacja targowicka, czyli krótka historia zdrady

Miesiąc maj większości Polaków kojarzy się z rocznicą uchwalenia Konstytucji w 1791 r., rokrocznie uroczyście obchodzoną w naszym kraju. Jednak maj to także (niestety) miesiąc, w którym część zaprzedanej magnaterii zawiązała konfederację targowicką, która do dziś jest synonimem zaprzedania i hańby. Historię zdrady narodowej doskonale opisał przedwojenny historyk Władysław Smoleński w dziele „Konfederacja targowicka”.
4 MIN CZYTANIA

Męczennik, który sam domagał się, by zostać patronem Polski

16 maja w sanktuarium w Strachocinie uroczyście obchodzony jest odpust św. Andrzeja Boboli w rocznicę jego okrutnej śmierci, jaką odniósł z rąk Kozaków w 1657 r. Męczennik jest prawdopodobni jedynym świętym, który... sam domagał się, by zostać patronem Polski.
4 MIN CZYTANIA

Konstytucja 3 Maja nie była pierwszą w Europie? Wzorowała się na konstytucji Rzeczypospoliej Pawłowskiej

4 kwietnia 1791 roku, miesiąc przed uchwaleniem Konstytucji 3 Maja, Sejm Rzeczypospolitej uchwalił konstytucję (położonej na Wileńszczyźnie) Rzeczypospolitej Pawłowskiej – miniaturowej chłopskiej republiki założonej przez ks. Pawła Ksawerego Brzostowskiego. Ten wizjoner jako pierwszy w Europie ustanowił prawa znoszące pańszczyznę, nadające wolność osobistą oraz formę samorządu.
5 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Wiślana Procesja Eucharystyczna w Czerwińsku nad Wisłą

Długi weekend związany ze Świętem Bożego Ciała sprzyja poznawaniu mało znanych zakątków naszego kraju. Z pewnością warto odwiedzić Czerwińsk nad Wisłą, gdzie odbywa się jedyna w Polsce Wiślana Procesja Eucharystyczna. Przy okazji można poznać wiele tajemnic związanych z pięknym czerwińskim klasztorem położonym nad brzegiem Wisły.
5 MIN CZYTANIA

Pamięć i przestroga: Konfederacja targowicka, czyli krótka historia zdrady

Miesiąc maj większości Polaków kojarzy się z rocznicą uchwalenia Konstytucji w 1791 r., rokrocznie uroczyście obchodzoną w naszym kraju. Jednak maj to także (niestety) miesiąc, w którym część zaprzedanej magnaterii zawiązała konfederację targowicką, która do dziś jest synonimem zaprzedania i hańby. Historię zdrady narodowej doskonale opisał przedwojenny historyk Władysław Smoleński w dziele „Konfederacja targowicka”.
4 MIN CZYTANIA

Męczennik, który sam domagał się, by zostać patronem Polski

16 maja w sanktuarium w Strachocinie uroczyście obchodzony jest odpust św. Andrzeja Boboli w rocznicę jego okrutnej śmierci, jaką odniósł z rąk Kozaków w 1657 r. Męczennik jest prawdopodobni jedynym świętym, który... sam domagał się, by zostać patronem Polski.
4 MIN CZYTANIA