NULL

– To, co się dzieje, to próba przeprowadzenia zamachu stanu przeciw premierowi – powiedział Netanjahu. Wystąpił z apelem o "przeprowadzenie śledztwa wobec śledczych", gdyż "policja i śledczy nie stoją ponad prawem". Zaznaczył, że prowadzone wobec niego śledztwo było budowane na "fałszywych oskarżeniach".

Awichaj Mandelblit, prokurator generalny Izraela, postawił premiera Netanjahu w stan oskarżenia w związku z korupcją oraz nadużyciami zaufania i defraudacji. W nawiązaniu na zarzuty ze strony premiera odparł, że kierował się tylko i wyłącznie względami profesjonalnymi. Nie zgodził się z zarzutem, że postępowanie to miało charakter polityczny.

Premier zapewnia o swojej niewinności. Zaprzecza wszelkim zarzutom. Prawo przewiduje konieczność ustąpienia z urzędu w razie skazania. Będąc w stanie oskarżenia, może kontynuować sprawowanie funkcji. Netanjahu grozi do 10 lat więzienia w razie skazania za korupcję i do 3 lat za defraudacje i nadużycie zaufania.

Śledztwo, którego następstwem było postawienie zarzutów, trwało blisko 3 lata. Policja podaje, że Netanjahu miał być pozytywnie przedstawiany w serwisie informacyjnym Walla, które należy do firmy telekomunikacyjnej Bezeq. Ceną wzamian były przychylne dla Bezeq zmiany w prawie warte setki milionów dolarów.

Już wcześniej policja wnioskowała o postawienie premiera Izraela w stan oskarżenia w związku z innymi sprawami. Było to oferowanie korzystnych zmian w prawie dla jednej z gazet wzamian za ocieplanie wizerunku oraz przyjmowanie kosztownych prezentów od biznesmenów.

JS/Interia.pl