W rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości warto spojrzeć na szerszy kontekst historyczny ostatniego roku  I wojny światowej i zadać zasadnicze pytania: jak to się stało, że spokojnie  żyjący w Szwajcarii Lenin pojechał specjalnym pociągiem do Rosji i kto sfinansował działalność bolszewików?

Lenin na wiecu - 1919 rok

Jeszcze na początku 1917 roku carska armia, mimo pierwszych oznak rozprężenia, stanowiła realną siłę na froncie wschodnim i sprawiała Niemcom niemało kłopotu. Rosja potwierdziła w tymże roku wszystkie zobowiązania sojusznicze i zamierzała je wypełnić. Sytuacja Państw Centralnych po dołączeniu do wojny Stanów Zjednoczonych (1917) stała się wręcz krytyczna. Niemieccy sztabowcy zdawali sobie sprawę, że I wojna światowa, która zamieniła się w wojnę pozycyjną, jest de facto wojną na zasoby. Te zaś zarówno w Rosji, jak i w Stanach Zjednoczonych były wręcz nieograniczone. Niemcy, chcąc odmienić losy wojny, postanowiły wyeliminować z frontu wojennego jednego z przeciwników – Rosję i gotowe były za to zapłacić każde pieniądze.

Lenin, Paryż 1910 r.

Początek 1917 roku wcale nie zapowiadał tego, co wydarzyło się w Rosji w listopadzie. Lenin sam nie do końca wierzył, iż rewolucja, o której mówił (i do której nawoływał), szybko wybuchnie. Życie Włodzimierza Iljicza było w tym czasie w istocie życiem… burżuja będącego pod parasolem ochronnym Państw Centralnych. Lenin lubił się dobrze ubrać, miał żonę i kochankę. Na to jednak potrzebne były pieniądze. Na szczęście Berlin i Wiedeń dobrze płaciły za jego pracę, którą de facto było podtrzymywanie rewolucyjnej myśli poprzez m.in. wygłaszanie pogadanek w eleganckich szwajcarskich lokalach, z których to okien można było podziwiać piękne alpejskie krajobrazy. Żyć nie umierać. Tak było jeszcze 22 stycznia 1917 roku na pogadance w Domu Ludowym w Zurychu, kiedy to Lenin powiedział: „My, stare pokolenie, nie doczekamy przyszłej rewolucji”.
Miesiąc później wybuchła w Rosji rewolucja lutowa. Stało się coś niebywałego – car został zmuszony do abdykacji, a Rosja stała się państwem – wydaje się to nieprawdopodobne – prawdziwie demokratycznym. W historii Rosji były jedynie dwa „oddechy demokracji” – właśnie w roku 1917 i w latach 90. XX wieku (potem wszystko wróciło do „rosyjskiej normy”).

Rewolucyjny zamęt w Rosji wzbudził nadzieję Niemców na wyeliminowanie z teatru działań wojennych jednego z wrogów. Nic takiego się jednak nie stało. Demokratyczna (na krótko) Rosja postanowiła dalej prowadzić wojnę, a jej armia, ze względu na nieograniczone wręcz ludzkie zasoby, wciąż stanowiła dla Niemców ogromny problem. Niemcy szybko jednak wyciągnęli wnioski z rewolucji lutowej – skoro już raz w Rosji do niej doszło, dlaczego nie mogłoby dojść po raz wtóry?
Efektem zamierzonym drugiej rewolucji miało być wyeliminowanie Rosji z frontu I wojny światowej – czego Niemcy potrzebowały jak tonący powietrza. I do tego był potrzebny Lenin. Co ciekawe, Lenin w tym czasie wprowadził na „rewolucyjne salony” tezę, by wojnę światową zamienić na rosyjską wojnę domową. Wprawił tym „światowych rewolucjonistów” w zdumienie, gdyż wielu z nich głosiło hasła pacyfistyczne, uważając wojnę za wymysł burżuazji. Rewolucjoniści nie mieli bowiem tego, co miał Lenin – mianowicie dużych, niemieckich pieniędzy.

Najważniejsza jest propaganda

Niemcy szybko zwietrzyli szansę na „eksport” do Rosji rewolucji „a la Lenin”. Szansę (dla siebie) zwietrzył też Włodzimierz Iljicz (o czym Niemcy niebawem się przekonali).

Na początku kwietnia 1917 roku Niemcy postanowili „wyeksportować” do Rosji Lenina w asyście żony i kochanki oraz grupy bolszewików (łącznie 32 osoby). Jechali w zaplombowanych wagonach z Zurichu przez Niemcy, a następnie via Szwecja i Finlandia do Petersburga (czyli natenczas Piotrogrodu).

Co ciekawe, rząd Kiereńskiego był poinformowany przez Brytyjczyków o grupie 30 rewolucjonistów, która zmierza do Rosji, ale ten nie widział w nich żadnego realnego zagrożenia. Oczywiście Lenin nie przybył do Rosji z pustymi kieszeniami. Wkrótce Berlin zainwestował dodatkowo w bolszewików 250 tys. rubli (ponad 12,5 mln dolarów w dzisiejszym przeliczeniu) na zakup drukarni, w której w ogromnych nakładach zaczęto drukować rosyjskojęzyczną „Prawdę” – z wieloma odmianami typu „Sołdatskaja Prawda” czy „Okopnaja Prawda”. Treści „sprzedawane” w tych gazetach były w gruncie rzeczy „tischnerowską prawdą”, jednak prosty lud o tym nie wiedział. Najważniejszy jednak dla Lenina (a zwłaszcza dla Niemców) był fakt, iż propaganda sącząca się z gazet, czytana w okopach, przekładała się wprost na lawinowy wzrost dezercji w carskiej armii.

Co więcej, w każdym numerze Lenin nawoływał do wypowiadania posłuszeństwa oficerom i do przejmowania „całej władzy w ręce rad”. To oczywiście bardzo podobało się w Berlinie, toteż pieniądze zaczęły płynąć do bolszewików szerokim strumieniem. Oczywiście w propagandzie Lenina bardzo często pojawiało się też słowo „zdrajcy” odnośnie rosyjskich władz i wojskowych dowódców, choć to sam Lenin był de facto zdrajcą związanym z niemiecką agenturą. Lenin doskonale sobie zdawał z tego sprawę, dlatego zadbał o odpowiednie zakamuflowanie dopływających z Berlina funduszy.

50 mln marek w złocie

Jednym ze sposobów zapewnienia skutecznego kamuflażu niemieckim markom wpompowanym w bolszewicką rewolucję był obrót deficytowymi towarami, głównie niemieckimi. (Dzisiaj zapewne byłoby to robione za pomocą różnorakich fundacji). Działacze bolszewiccy zaczęli prowadzić bardzo lukratywny handel, a zyski przekazywać „górze”, czyli było to ni mniej, ni więcej tylko „pranie pieniędzy”. Innym sposobem były przelewy z kont duńskich i szwedzkich na konta członków partii bolszewickiej, którzy posłusznie przekazywali forsę szefowi.

Mimo ostrożności Lenina i wielu mylnych ścieżek, ślady niemieckiego sponsoringu pozostały do dnia dzisiejszego. Amerykański historyk Sean Mc Meekin dotarł do kilku zachowanych depesz, m.in do depeszy Lenina z podziękowaniami dla Karola Radka (właściwie Karol Sobescholn) przebywającego wówczas w Sztokholmie za 2 tys. rubli oraz do telegramu Mieczysława Kozłowskiego – Polaka, członka partii bolszewickiej, w którym żądał on od Haneckiego przelewu na 100 tys. rubli. Według obliczeń Mc Meekina łącznie Niemcy wpompowały w bolszewików około 50 mln marek w złocie (w przeliczeniu ponad miliard dzisiejszych dolarów). Niemieckie pieniądze pomogły Leninowi w bezczelnej wręcz propagandzie, której rząd Kiereńskiego nie przeciwstawił się w odpowiednim momencie. Zdarzało się, że agitujący bolszewicy w eleganckich i drogich garniturach dawali ludziom biorącym ulotki nawet po 10 rubli. Biorący pieniądze nie pytali, z jakiego źródła one pochodzą.

Pokój w Brześciu

Podpisanie traktatu brzeskiego

Rewolucja bolszewicka mogła być zduszona w zarodku jeszcze 5 lipca 1917 roku, kiedy to rosyjskie gazety krzyczały nagłówkami „Lenin, Hanecki i spółka szpiegami”. Bogactwo bolszewików kłuło w oczy i było jasne, że są oni sponsorowani, a co najważniejsze – nie kryli się z zamiarem przejęcia władzy. Do więzień trafiło wtedy ponad 2 tysiące bolszewików, a zeznania świadków nie pozostawiały wątpliwości, co do ich powiązań z Niemcami (co w warunkach wojny było dla bolszewików wyrokiem śmierci).

Sam Lenin był pewien, że to koniec działalności bolszewików, mówiąc do Trockiego: „Teraz nas rozstrzelają”. Jednak Rząd Tymczasowy nie zdecydował się wówczas na tak radykalny krok, co wkrótce (niestety) zaowocowało udanym przewrotem bolszewickim, zwanym rewolucją październikową. W marcu 1918 roku Niemcy uzyskali swój cel, podpisując z Rosją (na której czele stał już ich agent) pokój w Brześciu.

Pokój na froncie wschodnim nie odmienił już jednak losów I wojny światowej, a niebawem to Lenin zaczął „eksportować” rewolucję bolszewicką do Niemiec – i wszystko to za niemieckie pieniądze. Ot, chichot historii.

(zdjęcia – domena publiczna)