W tym roku wzrosło lub pojawiło się już kilkanaście nowych podatków i opłat. A to jeszcze nie wszystkie. Biorąc pod uwagę obecne, niemałe potrzeby budżetu państwa, należy liczyć się z tym, że to nie koniec tegorocznych podwyżek. Już teraz rząd planuje wprowadzenie kolejnych.

Mimo licznych zapowiedzi obniżania podatków lub co najmniej utrzymania ich na dotychczasowym poziomie, rządowi nie udało się tego planu w pełni zrealizować. Oczywiście należy przyznać, że niektóre nowe przepisy mogą wpłynąć na obniżenie obciążeń fiskalnych niektórym grupom podatników – na przykład za sprawą podniesienia wybranych limitów podatkowych (np. limitu uprawniającego do korzystania z obniżonej stawki CIT, czy też uprawniającego do korzystania z ryczałtu w PIT), czy też obniżenia niektórych stawek ryczałtu.
Teoretycznie taki skutek mógłby mieć także tzw. estoński CIT (ryczałt od przychodów spółek kapitałowych), ale o tym, czy rzeczywiście tak będzie przyjdzie nam się jednak dopiero przekonać. Jak zwykle diabeł tkwi bowiem w szczegółach. A konstrukcja estońskiego CIT zdaje się być raczej nastawiona na to, aby ubytek w przychodach budżetu państwa nie był jednak aż tak duży, jak mogliby tego oczekiwać przedsiębiorcy.

Wiele osób zapłaci więcej

Nie wolno jednak zapominać, że równocześnie pewnym grupom podatników obciążenia podatkowe w tym roku istotnie wzrosną. Na pewno jest tak w przypadku spółek komandytowych, które stały się w tym roku podatnikami CIT (od stycznia lub ewentualnie od maja), co w praktyce oznacza to dla ich wspólników istotny wzrost obciążeń podatkowych. Poprzednio wspólnicy tacy płacili wyłącznie PIT (od zysków w spółce). Teraz podatek zapłaci najpierw spółka (CIT od dochodu spółki), a następnie wspólnicy (PIT od zysków wypłaconych z opodatkowanego już w spółce dochodu).
To oznacza wyższy podatek, i to nawet po uwzględnieniu przewidzianego w PIT nowego zwolnienia dla takich podatników (zwolnienie części uzyskanego przez nich zysku z opodatkowania).

Drugą grupą, która niewątpliwie odczuje wzrost obciążeń podatkowych, są osoby pracujące za granicą, ale nadal zachowujący swoje związki z Polską (będący polskimi rezydentami podatkowymi). Dotychczas, osoby takie korzystały – w przypadku dochodów zagranicznych – z tzw. ulgi abolicyjnej. Dzięki niej mogły nie dopłacać w Polsce do podatku zapłaconego za granicą, gdy ten był dużo niższy niż w kraju. A o to nietrudno, bo większość państw unijnych ma dużo wyższe kwoty wolne od podatku niż Polska.

Co więcej, już wcześniej fiskus zadbał o taką zmianę umów o unikaniu podwójnego opodatkowania, by skutki tej niekorzystnej dla podatników zmiany objęły osoby pracujące m.in. w Wielkiej Brytanii i Irlandii, a zatem w krajach, do których Polacy szczególnie chętnie emigrowali. Jedyne pocieszenie, że ten akurat wzrost obciążeń fiskalnych podatnicy odczują dopiero w rozliczeniu za 2021 rok, czyli rozliczając się do kwietnia 2022 roku.

Wielu z nas czeka też inna bolesna zmiana. Tym razem związana z VAT. Od 1 lipca nie uda nam się już uniknąć podatku płaconego za zakupione na działających poza Unią serwisach aukcyjnych towary. Dotyczy to m.in. przesyłek z Chin (bardzo popularny AliExpress), Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych.

Głębiej do kieszeni podatnika

Od stycznia 2021 roku zaczął też obowiązywać wielokrotnie odraczany podatek handlowy (od sprzedaży detalicznej), który mają płacić podatnicy o przychodach miesięcznych powyżej 17 mln zł. Zdaniem wielu ekspertów, jego skutkiem będzie wzrost cen oferowanych przez takie sklepy towarów.
Tradycyjnie już wzrosły też stawki podatków lokalnych, w tym podatku od nieruchomości.

Ale przede wszystkim to nie wyższe podatki uderzą nas w tym roku po kieszeni. Dużo ważniejsze są pozapodatkowe obciążenia fiskalne.

I tak od 1 stycznia 2021 roku obowiązuje tzw. podatek cukrowy (płacony od napojów słodzonych) i tzw. opłata od małpek (alkoholu w butelkach do 300 ml). W istocie nie są to podatki a opłaty, niemniej mają one typowo fiskalny charakter, nawet jeśli motywowane są względami zdrowotnymi.

Z początkiem roku zaczęła także obowiązywać tzw. opłata mocowa, czyli dodatkowy składnik ceny prądu. Gwałtownie rosną także opłaty za wywóz śmieci. Na rachunkach za prąd znów pojawi się opłata OZE, która przez kilka poprzednich lat wynosiła 0 zł. Teraz to 2,2 zł za każdą MWh.

Dla przedsiębiorców nie bez znaczenia jest też fakt, że tradycyjnie wyższe są w tym roku składki na ZUS i ubezpieczenie zdrowotne. Wzrosły co prawda mniej, niż miało to miejsce w latach ubiegłych, ale i tak wzrost ten będzie dla wielu małych firm odczuwalny; szczególnie obecnie, gdy nadal zmagamy się ze skutkami pandemii.

To nie koniec podwyżek

Biorąc pod uwagę obecne, niemałe potrzeby budżetu państwa, należy – moim zdaniem – liczyć się z tym, że to nie koniec tegorocznych podwyżek. Świadczą o tym pojawiające się rządowe zapowiedzi; już teraz zapowiedziano np. oskładkowanie ZUS-em wszystkich umów zlecenia od 2022 roku. Pojawił się także pomysł czterokrotnego podniesienia wysokości mandatów nakładanych na podatników przez pracowników fiskusa. W warunkach 2021 roku oznaczałoby to, że zamiast mandatów wynoszących od 280 do 5600 zł, można byłoby nałożyć mandat od 1120 zł 22 400 zł. Pomysł o tyle niebezpieczny, że równocześnie pojawiła się zapowiedź przepisów, które pozbawiałyby obywateli możliwości odmówienia przyjęcia mandatu.

W sferze pozapodatkowej rząd zapowiada też od 2022 roku tzw. podatek od deszczu, czyli opłatę za odprowadzanie wody deszczowej, która to opłata miałaby dotyczyć nieruchomości o powierzchni co najmniej 600 mkw. zabudowanych w 50 procentach.