Jak to jest ze sprawnością kraju na wypadek obecnej „wojny” z koronawirusem? Czy mamy zasoby i infrastrukturę, którą można od razu wykorzystać do walki z patogenem? Rzeczywistość pokazała, że nie. A przecież najskuteczniejszą bronią i zasobami na wypadek takiego „konfliktu” są leki – głównie szczepionki, immunoglobuliny czy leki farmakologiczne, które można zastosować, by zapobiegać lub zwalczać masowe infekcje – w tym przypadku wirusem SARS-CoV-2.

Fot. Pixabay

Zarówno u nas, jak i w innych krajach, w czasie pokoju nieustannie mówi się o utrzymywaniu sprawności armii na wypadek konfliktu zbrojnego, o dbaniu o zdolności obronne kraju poprzez inwestycje w sprawne i nowoczesne systemy obronne, w odpowiednią ilość dobrze wyposażonego i wyćwiczonego wojska.

Rozważania nad tym można prowadzić na kilku poziomach. Weźmy jednak jeden przykład i posłużmy się nim, żeby prześledzić, jak można by wykorzystywać w Polsce zasoby, które mogą skutecznie wzmocnić bezpieczeństwo biologiczne kraju na wypadek epidemii. Przykładem niech będzie Biomed Lublin, polska firma biotechnologiczna, która w ostatnim czasie zwróciła na siebie bodaj największą uwagę choćby z tego powodu, że w swoim portfelu posiada szczepionkę przeciwgruźliczą BCG, o której naukowcy z całego świata mówią, że może podnosić odporność na koronawirusa, czy technologię do produkcji leku zawierającego przeciwciała przeciwko koronawirusowi – Immunoglobulinę anty-SARS-CoV-2. Agencja Badań Medycznych właśnie przyznała granty na badania kliniczne z tymi lekami.

Gotowi do pomocy

Od początku swojego istnienia, czyli od 1944 roku, Biomed Lublin opracowywał i produkował leki na choroby zakaźne, które pojawiały się z różnym nasileniem w Polsce, takie jak błonica, tężec, choroba Heinego-Medina, dur plamisty, czerwonka, krztusiec, płonica czy grypa. Wiele z tych chorób uznane jest dziś za wygasłe, a firma zaprzestała wytwarzania leków na wiele z tych chorób. Wiedza i technologia jednak pozostały.

Jak to określa Piotr Fic, członek zarządu ds. operacyjnych Biomed Lublin, firma od początku istnienia zajmowała się tematyką „wokół bakterii, wirusów i tzw. preparatów krwiopochodnych”. Te ostatnie to leki wytwarzane w oparciu o osocze krwi ludzkiej, od wielu lat będące podstawą programów wykorzystywanych w leczeniu m.in. chorób zakaźnych, metabolicznych itp. Przy ich produkcji wykorzystywana jest jedyna w Polsce technologia frakcjonowania osocza w celu np. uzyskania przeciwciał skutecznie zwalczających choroby zakaźne.

Marcin Piróg, prezes Biomed Lublin, jest przekonany, że immunoglobulina, którą firma mogłaby dziś wytworzyć z osocza ozdrowieńców, jest skutecznym lekiem na koronawirusa i szybką, realną alternatywą wobec nieopracowanej jeszcze szczepionki dla chorych na COVID-19. – Nasze leki, jak immunoglobulina anty-SARS-CoV-2 czy szczepionka przeciwgruźlicza BCG, mogą leczyć chorych, ale także chronić osoby zdrowe przed zarażeniem na zasadzie wspomagania naturalnych mechanizmów obronnych organizmu. Muszą to potwierdzić badania, ale wydaje się, że nadają się do szerokiego zastosowania – mówi prezes Piróg.

Dziś firma jest jedynym krajowym producentem strategicznych leków, takich jak: deficytowa na rynku światowym szczepionka przeciw gruźlicy i równie deficytowy lek onkologiczny na raka pęcherza moczowego Onko BCG, produkowany na bazie będącego wyłączną własnością spółki szczepu bakterii BCG – Moreau. Stosowane w produkcji tych leków przez firmę unikalne technologie to owoc przeszło 75 lat współpracy z wieloma polskimi jednostkami naukowymi.

Giełdowy Biomed Lublin należy do sektora zaawansowanych technologii. Wytwarza i komercjalizuje w różnych segmentach rynkowych produkty o dużym potencjale rynkowym. Produkty bazują na know-how spółki jak i instytucji z nią współpracujących. Od lat stanowi filar zabezpieczenia kraju w leki do zwalczania chorób zakaźnych.

Ogromne doświadczenie

Powstała pod koniec II wojny światowej firma wkroczyła od razu z impetem na „front walki” z będącymi powojenną plagą chorobami zakaźnymi. Od tamtego czasu jej misją jest wspieranie zdrowia i ratowanie życia ludzi poprzez szybkie reagowanie i opracowywanie innowacyjnych produktów. W 1955 r., gdy w Polsce wprowadzono obowiązkowe szczepienia ochronne przeciw gruźlicy u dzieci i młodzieży, firma zaczęła produkcję przeciwgruźliczej szczepionki liofilizowanej BCG. Wprowadziła też nowy asortyment takich leków jak: surowica końska przeciwko tężcowi oraz szczepionka przeciwko grypie.

Śledząc historię epidemii powstrzymanych lekami produkowanymi przez polskie firmy, można odnieść mylne wrażenie, że pewne choroby znikają w odmętach historii. Dziś dur brzuszny czy gruźlicę uważa się niesłusznie za przeszłość. Tymczasem te choroby potrafią powracać i to na groźną skalę. Nie tylko zresztą one. Jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku, gdy nasiliła się migracja do Polski ludności zza wschodniej granicy, wróciły choroby, o których myśleliśmy, że na zawsze odeszły. Zaatakowała błonica i tężec. Pomimo że wówczas już od niemal 15 lat nie produkowano w Polsce antytoksyn, ich wytwarzanie szybko zostało wznowione.

Pseudocholinoesterazę produkowano na potrzeby bezpieczeństwa kraju, by zakończyć ją w połowie lat 90. Jednak atak w tokijskim metrze z 20 marca 1995 roku, w którym terroryści użyli gazu bojowego Sarin, na skutek czego zginęło lub zostało poranionych wielu ludzi, przypomniał o zagrożeniu bronią chemiczną i o pseudocholinoesterazie. Szybko trzeba było wznowić jej produkcję dla wojska również w Polsce. I tak się stało.

Strategiczny zasób

Takie firmy jak Biomed Lublin, postrzegane przez pryzmat historii, doświadczeń oraz potencjału do podjęcia szybkiej produkcji leków nie tylko na Covid-19, ale także inne choroby rozprzestrzeniające się w nagłych epidemiach, stanowią medyczny zasób strategiczny dla kraju. Bardzo ważne jest więc utrzymanie ich w stałej gotowości do produkcji i do szybkiego odtwarzania leków ratujących życie. Nie chodzi tu tylko o zapewnienie bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli. Chodzi też o bezpieczeństwo istotnych struktur państwa, przede wszystkim wojska i różnego rodzaju służb, w tym obrony terytorialnej kraju. Sytuacja na Śląsku pokazała, że profilaktyczne zabezpieczenie w leki może być kluczowe nie tylko dla kopalń, czy innych zakładów pracy, gdzie zachowanie dystansu społecznego jest trudne, ale też dla tak ważnych instytucji jak szpitale, wojsko czy policja.

Firmy rodzime, dzięki którym możemy być samowystarczalni w sytuacjach zagrożenia epidemicznego, powinny być objęte przez władze szczególną troską, traktowane jako strategiczny zasób kraju w obszarach takich jak leki, szczepionki, immunoglobuliny, testy medyczne. Wystarczy skonstatować, że gdy pojawił się pierwszy przypadek koronawirusa, „na gwałt” potrzebna była duża ilość testów, maseczek, lekarstw i trzeba było wszystko dopiero ściągać od zagranicznych dostawców. Dlatego tak ważna jest polityka państwa związana z tworzeniem rezerw leków, testów i materiałów sanitarnych.

– Jestem zdania, że należy szczególnie dbać i wspierać polski przemysł, bo w sytuacjach trudnych i kryzysowych jest to niezbędne państwu. Warto pomyśleć o stworzeniu polskiego zaplecza potrzebnego do frakcjonowania osocza na większa skalę – mówi poseł Tomasz Latos, szef sejmowej komisji zdrowia.

Podobnego zdania jest Bolesław Piecha, były wiceminister zdrowia, który podkreśla dodatkowo fakt, że biotechnologiczne firmy stanowią istotne ogniwo współpracy z instytutami badawczymi i uczelniami. – Uważam, że tam można i należy kierować środki publiczne, inwestując w ten sposób także w przyszłość opartą na innowacjach – mówi Bolesław Piecha.

Jesteśmy gotowi?

Czy polskie państwo jest przygotowane na „czas wojny” z patogenami takimi jak koronawirus? Czy dostatecznie dba też o zasoby w czasie „pokoju”, kiedy nie ma epidemii i zagrożeń, ale powinno mieć się zabezpieczone zasoby i rezerwy strategicznych leków i materiałów, by nie zależeć tylko od zagranicznych dostawców? Te pytania mogą, a nawet powinny być przyczynkiem do co najmniej poważnej dyskusji.

RA