Fot. Pixabay

Pakiet mobilności zakłada m.in. objęcie delegowaniem kierowców w transporcie międzynarodowym. To regulacje, którym sprzeciwia się część krajów, w tym Polska, wskazując na ich protekcjonistyczny charakter. Przyjęcie zmian forsowały kraje Zachodu, głównie Francja i Niemcy. Zapisy pakietu oznaczają duże utrudnienia dla firm transportowych z Europy Środkowo-Wschodniej działających na Zachodzie, powodując wzrost obciążeń administracyjnych i kosztów.

Pakiet jest krytykowany m.in. za to, że zakłada obowiązkowe, okresowe powroty ciężarówek, które operują poza granicami kraju, w którym mieści się siedziba firmy, do tego kraju. Budzi to szereg kontrowersji nie tylko ze strony krajów UE, ale również Komisji Europejskiej. Przeciwnicy przepisów wskazują, że ciężarówki będą musiały wracać co osiem tygodni do kraju, w którym znajduje się siedziba firmy, bez ładunku, a to oznacza, że niepotrzebnie będą emitowały CO2 do atmosfery, zanieczyszczając środowisko.

Ekologia ekologią, ale prawda jest oczywiście taka, że chodzi przede wszystkim o pieniądze i zablokowanie konkurencji firmom transportowym z takich krajów jak Polska. To kolejny, jaskrawy przykład na protekcjonizm krajów tzw. Starej Unii. Protekcjonizm w czystej postaci, nie mający nic wspólnego z konkurencją i uczciwą rynkową grą. Ktoś oczywiście może powiedzieć, że polskie firmy transportowe padły ofiarą własnego sukcesu. Rozwijają się na tyle dynamicznie, że wewnętrzny rynek stał się dla nich za ciasny, nic więc dziwnego, że szukają nowych możliwości zarobkowych poza granicami swojego kraju. Zresztą – w teorii – mają do tego święte prawo, gwarantowane im w Traktacie o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej, czyli słynne cztery swobody odnoszące się do przepływu osób, towarów, usług i kapitału. Tyle że teoria teorią, a rzeczywistość rzeczywistością. Kraje Piętnastki nie pierwszy raz udowadniają, że za nic mają te swobody, jeśli w grę wchodzi interes ich firm. Coraz częściej wykorzystuje do tego celu instytucje unijne i stanowione na poziomie wspólnotowym prawo. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że doskonale zdają sobie sprawę, iż w uczciwej rynkowej grze zwyczajnie by sobie nie poradziły. Kraje Zachodniej Europy przeżywają poważne problemy gospodarcze, próbują więc uporać się z tym problemem w taki m.in. sposób.

Głośno przeciw pakietowi mobilności oponował polski minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, który powiedział dziennikarzom, że Polska liczy na usunięcie z tego pakietu najbardziej szkodliwych zapisów. – Liczba krajów, które nie zgadzają się z zapisami pakietu mobilności w tym kształcie, jaki jest proponowany, rośnie – powiedział Adamczyk, dodając, że krytycznych wobec tej regulacji jest obecnie dziewięć państw.

Obawiamy się jednak, że nic nie wskórają. Walczyć jednak trzeba. Zresztą to kolejny dowód na to, że bój o polskie przedsiębiorstwa w Brukseli i Strasburgu powinien być jednym z priorytetów polskiego rządu. Wciąż kiepsko jest, jeśli chodzi o polski lobbing w UE. Niestety, jest on obecnie zdecydowanie niewystarczający, co kraje Starej Unii permanentnie wykorzystują. I nie miejmy złudzeń – nadal będą to robić.