W nocy z 4 na 5 czerwca 1992 r. doszło do upadku rządu premiera Jana Olszewskiego. To wtedy premier wypowiedział słynne zdanie: „Dzisiaj widzę, że to, czyja będzie Polska, musi się dopiero rozstrzygnąć”.

Premier Jan Olszewski (w środku) wychodzi z nocnego posiedzenia Sejmu – 5.06.1192 r./fot. za: dzieje.pl

Rankiem 4 czerwca 1992 r. szef MSW Antoni Macierewicz przekazał szefom klubów parlamentarnych listę 64 posłów, senatorów i członków rządu, których nazwiska widniały w zasobach archiwalnych MSW. Wśród nich byli m.in. prezydent Wałęsa, marszałek Sejmu Wiesław Chrzanowski, minister spraw zagranicznych prof. Skubiszewski i minister finansów Andrzej Olechowski.

Po przyjęciu przez Sejm uchwały lustracyjnej, prezydent Lech Wałęsa, podczas spotkania z ministrem Macierewiczem, skrytykował próbę ujawnienia agentury, a także poprosił o przekazanie mu jego (Wałęsy) teczki. Macierewicz prośby prezydenta nie wykonał – argumentował prezydentowi i wszelkim innym antagonistom, że jego głównym celem jest nie tylko ujawnienie tajnych współpracowników bezpieki: „Rzecz nie w oskarżeniu, ale w tym, aby ludzie, których dotknęło to nieszczęście, sami się usunęli” – odpowiedział szef MSW. Niestety w życiu zazwyczaj bywa tak, że kto raz posmakuje władzy zrobi potem, co będzie mógł, by tę władzę utrzymać. Tak było i tym razem.

W dniu ujawnienia tzw. listy Macierewicza – 4 czerwca w południe – Kancelaria Prezydenta przesłała do PAP oświadczenie, w którym Lech Wałęsa przyznawał się do współpracy z bezpieką. „Aresztowano mnie wiele razy. Za pierwszym razem, w grudniu 1970 roku, podpisałem 3 albo 4 dokumenty. Podpisałbym prawdopodobnie wtedy wszystko, oprócz zgody na zdradę Boga i Ojczyzny, by wyjść i móc walczyć. Nigdy mnie nie złamano i nigdy nie zdradziłem ideałów ani kolegów” – napisał prezydent.

Już po kilkudziesięciu minutach oświadczenie zostało wycofane, a Wałęsa uznał materiały SB za „sfabrykowane”. „Zastosowana procedura jest działaniem pozaprawnym. Umożliwia polityczny szantaż. Całkowicie destabilizuje struktury państwa i partii politycznych. Kwestie etyczne związane z całą tą operacją, mającą już w swoim założeniu charakter manipulacji pozostawiam bez komentarza” – oświadczył wtedy prezydent. Czyli krótko mówiąc prezydent poszedł w zaparte nazywając uchwałę Sejmu odnośnie lustracji „pozaprawną”.

Prezydent Wałęsa postanowił działać. Najprostszym wyjściem było obalenie rządu Olszewskiego, który nie miał stabilnej większości w Sejmie i który miał zagorzałych wrogów – jak chociażby 64 posłów-współpracowników SB. Można było też liczyć na tych posłów, którzy chcieli skorzystać na nowym rozdaniu”.

Prezydent Wałęsa miał za złe gabinetowi Olszewskiego, iż ten nie popiera jego pomysłów na „łagodne” wycofanie wojsk rosyjskich z Polski (nie mówiąc już o planach NATO-bis). 22 maja 1992 r. prezydent Lech Wałęsa po raz pierwszy udał się z wizytą do Rosji. W trakcie rozmów z Jelcynem wynegocjowano wtedy porozumienie, którego jeden z punktów mówił, że obie strony „stworzą warunki” dla zakładania mieszanych przedsiębiorstw polsko-rosyjskich na terenie baz opuszczanych przez armię rosyjską w Polsce. Rząd Olszewskiego wysłał wtedy do przebywającego w Moskwie Wałęsy szyfrogram sprzeciwiający się podpisaniu takiego porozumienia, który na „dzień dobry” stwarzałby cieplarniane wręcz warunki do rozwijania rosyjskiej szpiegowskiej agentury. Zdaniem premiera Olszewskiego zapis ten czyniłby z Polski rosyjską niesuwerenną kolonię gospodarczą, bo byłyby to dla kraju „spółki przymusowe”. Takie postawienie sprawy przez Olszewskiego nie spodobało się Wałęsie. Po powrocie z Moskwy prezydent Wałęsa rozpoczął konsultacje polityczne zmierzające do obalenia premiera Olszewskiego. 26 maja napisał w liście do marszałka Sejmu Wiesława Chrzanowskiego (też na liście Macierewicza), że „stracił zaufanie” do gabinetu Olszewskiego.

Przypomnijmy, że rząd Olszewskiego utworzony został w wyniku pierwszych w pełni wolnych wyborów, które odbyły się 27 października 1991 r. O ich wyniku w dużej mierze zadecydowała przyjęta przez Sejm kontraktowy ordynacja proporcjonalna, nieprzewidująca ogólnopolskiego progu wyborczego. Takie prawo wyborcze w połączeniu z kształtującym się systemem partyjnym zaowocowało niezwykle rozbitym składem Sejmu. W ławach poselskich zasiedli reprezentanci aż 24 ugrupowań, z których tylko 10 wprowadziło do izby więcej niż 10 posłów. Powołanie nowego rządu wymagało zawarcia niezwykle szerokiej koalicji, łączącej formacje o bardzo różnym programie. Legitymizację nowego Sejmu osłabiała także wyjątkowo niska frekwencja wyborcza, która wyniosła zaledwie 43 proc.

Od samego początku rząd Olszewskiego nie cieszył się sympatią prezydenta ani większości mediów. 
Premier Olszewski miał ambitne plany, co do przyszłości swojej ojczyzny. Mimo niestabilnej większości parlamentarnej w programie gabinetu Olszewskiego pojawiły się bardzo dalekosiężne założenia. Wśród nich na plan pierwszy wysuwała się dekomunizacja oraz zacieśnianie kontaktów z Unią Europejską. Po raz pierwszy też, jako strategiczny cel Polski, wymieniono członkostwo w NATO, a nie jedynie NATO-bis.

„Musimy podjąć wyzwanie szybko biegnącej historii. Musimy sprostać chlubnym tradycjom naszego narodu. Świadomi naszych słabości i wad, z pokorą, ale w poczuciu dziejowej odpowiedzialności musimy starać się podjąć dziedzictwo Najjaśniejszej Rzeczypospolitej” – powiedział Olszewski w exposé z 21 grudnia 1991 r.

Jan Olszewski doskonale sobie zdawał sprawę, że prezydent Lech Wałęsa wraz z grupą posłów splamionych współpracą z SB będą chcieli obalić jego rząd. W wystąpieniu telewizyjnym wyemitowanym w obu programach TVP wieczorem 4 czerwca 1992 r. powiedział znamienne słowa: „Nie da się tworzyć nowej historii Polski bez odtworzenia jej moralnych fundamentów. Istniejemy jako państwo tylko dzięki temu, że przez pokolenia umieliśmy sprostać wielkim wymaganiom. Chwila obecna stawia nas przed nowym egzaminem. Wolnym narodem, niepodległym państwem, nie mogą rządzić ludzie zniewoleni własną przeszłością”. Była to ostatnia, próba uchronienia jego gabinetu przed odwołaniem. Niestety skazana na niepowodzenie.

Dokładnie w tym samym czasie w Sejmie trwały już gorączkowe konsultacje prezydenta Wałęsy z liderami ugrupowań postsolidarnościowych przeciwnych rządowi. Należały do nich: Kongres Liberalno-Demokratyczny, Unia Demokratyczna, Konfederacja Polski Niepodległej oraz Polskie Stronnictwo Ludowe. Rozpoczęło się słynne „liczenie głosów”. W ich trakcie ukształtowała się tymczasowa koalicja, zdolna (przy poparciu posłów klubów postkomunistycznych – PSL i SLD) do odwołania rządu Olszewskiego. Prezydent Wałęsa naciskał na głosowanie wniosku o wotum nieufności jeszcze tej samej nocy, to jest z 4 na 5 czerwca 1992 r. Tuż przed głosowaniem premier Olszewski po raz ostatni zabrał głos z trybuny sejmowej.

„Chciałbym mianowicie, wtedy, kiedy ten gmach opuszczę, kiedy skończy się dla mnie ten – nie ukrywam – strasznie dolegliwy czas, kiedy po ulicach mojego miasta mogę się poruszać tylko samochodem albo w towarzystwie torującej mi drogę i chroniącej mnie od kontaktu z ludźmi eskorty, że wtedy, kiedy się to wreszcie skończy – będę mógł wyjść na ulice tego miasta, wyjść i popatrzeć ludziom w oczy. I tego wam – Panie Posłanki i Panowie Posłowie – życzę po tym głosowaniu” – mówił.

Za wotum nieufności głosowało 273 posłów przy 119 przeciw i 33 wstrzymujących się. Jak się okazuje w oczy zwykłym ludziom niektórzy posłowie nie musieli patrzeć, a i lustro może dużo wytrzymać.

5 czerwca nowym pełniącym obowiązki premiera został przedstawiciel PSL Waldemar Pawlak. Był pierwszym po 1989 r. członkiem formacji postkomunistycznej na czele Rady Ministrów.
Upadek rządu Jana Olszewskiego – „nocna zmiana” – zaostrzył dotychczasowe podziały ideowe, szczególnie widoczne w przestrzeni medialnej. Przeciwko lustracji opowiedziało się środowisko „Gazety Wyborczej”. Na łamach tego dziennika popularna była także teza o przygotowywanym przez rząd Olszewskiego zamachu stanu. Plan ten miał zakładać m.in. aresztowanie prezydenta Wałęsy. Podnoszono też argumenty sfałszowania części materiałów SB oraz konieczności ochrony praworządności.

Media niechętne Olszewskiemu kreowały fałszywy wizerunek premiera, jako człowieka pełnego nienawiści i żądnego rewanżu. Tymczasem w wywiadzie udzielonym w 1995 r. prof. Andrzejowi Nowakowi Olszewski wspominał, iż w nocy z 4 na 5 czerwca „konserwowaniu uległa alternatywa, której jednym członem jest dawna nomenklatura peerelowska – właściciele Polski Ludowej, a z drugiej strony reszta społeczeństwa”. Innymi słowy „nocna zmiana” powstrzymała rząd Jana Olszewskiego przed prawdziwą lustracją i reformami, a z drugiej strony sankcjonowała trwający od 1989 r. swoisty układ, w którym wyodrębniała się samouwłaszczona majątkiem państwowym elita postpeerelowska i ci, którzy na to pozwolili licząc na sute benefity.

Jan Olszewski już w 1995 r. oceniał, iż ta elita Okrągłego Stołu mogła obejmować od 10 do 20 proc. polskiego społeczeństwa, gwarantując sobie zarazem bycie de facto beneficjentami transformacji. Z drugiej strony pozostawała ogromna większość społeczeństwa, której zaczynało się wieść, w wielu przypadkach, gorzej niż w czasach PRL-u.

A przecież miało być zupełnie inaczej. Do potraktowania ok. 80 proc. społeczeństwa polskiego jako marginesu politycznego dochodził margines społeczny i ekonomiczny zbiedniałych mas.

Trzeba nadmienić, że 4 czerwca 1989 r. znacznie różnił się od 4 czerwca 1992 r. Krótko mówiąc – w ciągu trzech lat polskie społeczeństwo osiągnęło pułap od euforii połączonej z nadzieją na lepszą przyszłość do… bezrobocia, beznadziei i wręcz nędzy setek tysięcy ludzi (oczywiście poza establishmentem „pookrągłostołowym”). Nadzieje, iż niepodległa Rzeczpospolita Polska będzie krajem znacznie bardziej zasobnym i sprawiedliwszym dla swoich obywateli, okazały się płonne. Niektórym zapewne wydawało się, że po 1989 r. wszystko pójdzie jak z płatka, a USA i Zachód pomogą nam gospodarczo. Nic bardziej mylnego. Dla zagranicznego kapitału Polska stała się prawdziwym eldorado, gdzie można było nieźle się obłowić i „kapitaliści” z tej okazji korzystali, skoro mogli, mało przejmując się losem robotników przejmowanych zakładów pracy. Tutaj warto przyglądnąć się, jak okres transformacji przeszły np. Czechy, którym udało się uchronić przed dziką prywatyzacją wiele swoich zakładów pracy.

Wydarzenia, które do historii przeszły jako „nocna zmiana”, wciąż są przedmiotem licznych dyskusji historyków i publicystów. Większość z nich ocenia, iż działania Jana Olszewskiego w tamtych dniach nie miały na celu utrzymania władzy za wszelką cenę, lecz realizację wizji Polski niepodległej poprzez oczyszczenie sceny politycznej z dawnych agentów SB – Polski silnej gospodarczo i bezpiecznej w ramach NATO. Skutki opóźnienia procesów lustracyjnych są dzisiaj trudne do oszacowania, tym niemniej takie opóźnienie, z punktu interesów państwa, należy ocenić krytycznie. To, czyja będzie Polska, zależy dzisiaj od wyborców.

Poprzedni artykułOPEC zwiększy wydobycie ropy o 50 procent
Następny artykułNadchodzi rewizja polityki energetycznej?