Fot. Pixabay

Wielkopolsce zagraża scenariusz ze wschodu kraju?

Wiosną tego roku wirus ASF pierwszy raz pojawił w zachodniej części Polski Jego ognisko odnotowano w Niedoradzu w województwie lubuskim. Kilka tygodni później choroba pierwszy raz zaatakowała w Wielkopolsce. Jej skutkiem, zgodnie z wytycznymi Głównego Inspektoratu Weterynarii, jest konieczna utylizacja całego stada, a liczebność największych hodowli w województwie przekracza 10 tysięcy świń. Straty dla hodowców mogą być zatem ogromne, ale nie tylko dla nich. Wieprzowina jest, po drobiu, najczęściej eksportowanym gatunkiem mięsa z naszego kraju. Nie ma wątpliwości, że jeśli choroba zaatakuje w pełni na obszarze Wielkopolski, będzie to koniec hodowli trzody chlewnej w Polsce, jaką znamy. Tym bardziej, że dziś niezwykle utrudnione jest prowadzenie działań mających na celu ograniczenie skutków epidemii ASF.

Co dzieje się, gdy ASF się pojawi?

Jeśli wirus wystąpi w gospodarstwie rolnym, konieczna jest utylizacja wszystkich sztuk świń, które się w nim znajdują. Gospodarstwo czeka także kosztowna dezynfekcja, która wymusza przynajmniej czterdziestodniowy przestój w używaniu chlewni do jakichkolwiek celów. Problem jednego gospodarstwa szybko przekłada się na inne znajdujące się w jego sąsiedztwie. Tworzone są wówczas strefy, które szybko zostają wykluczone z możliwości wywozu mięsa i żywca poza ich granice, a co za tym idzie, zostają pozbawione możliwości eksportu, który stanowi główne źródło utrzymania wielu gospodarstw zajmujących się produkcją mięsa wieprzowego. Zdarza się, że embargiem obejmowane są całe kraje, co ma zminimalizować ryzyko przeniesienia wirusa poza granice państwowe.

Do tak daleko idących kroków posuwają się głównie kraje azjatyckie, będące czołowymi odbiorcami rodzimych kontyngentów wieprzowiny. Unia Europejska z kolei nakłada zazwyczaj obostrzenie rejonizacji eksportu. Najważniejszym kierunkiem sprzedaży żywca wieprzowego oraz mięsa pochodzącego z krajowych hodowli są Niemcy znajdujące się w bezpośredniej bliskości właśnie województwa Wielkopolskiego. To do naszego zachodniego sąsiada trafia zdecydowana większość wieprzowiny z Wielkopolski. Utrata tego rynku odbije się zauważalnie na wskaźnikach eksportu artykułów rolno-spożywczych z Polski, które już zostały uszczuplone w wyniku ekonomicznych skutków pandemii koronawirusa.

Kto wygryzł Polaków?

Już dziś wiemy, że po kilku latach trudnej walki z chorobą, miejsce Polski w gronie eksportowych czempionów Unii Europejskiej zajęła Hiszpania, która na samym eksporcie do Chin zarobiła w ubiegłym roku przeszło 1,2 mld EUR. Choroba pojawiła się w Polsce w najgorszym możliwym momencie. Nałożyła się ona na wystąpienie grypy ptaków oraz – ostatnio – na załamanie się łańcucha dostaw żywności będącego skutkiem pandemii koronawirusa. Wystąpiła u nas również wtedy, gdy pojawiła się Chinach będących największym rynkiem konsumenckim wieprzowiny na świecie. Polska miała zatem niepowtarzalną szansę na zawojowanie trudnego rynku Państwa Środka. Tak się jednak nie stało. Dlaczego?

Myśliwi, myśliwi, myśliwi

Eksperci od zawsze twierdzili, że jedyną realną szansą na całkowite pokonanie wirusa jest prowadzenie skrupulatnego i szeroko zakrojonego odstrzału sanitarnego dzików. W tym celu Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wprowadziło specustawę o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia zwalczania chorób zakaźnych zwierząt. To dziki są głównym rezerwuarem jak i wektorem przenoszenia wirusa, stąd zachodzi szczególna konieczność przeprowadzenia procesu redukcji populacji dzika na terytorium Polski.

Nie jest to jednak takie proste. W dobie pandemii myśliwym i wszystkim służbom wspierającym odstrzał sanitarny nadawano bądź odbierano możliwość wstępu do lasu, a co za tym idzie, także prowadzenia polowań w formie zbiorowej. Spowodowało to niepowetowane straty, których skutki zauważymy już za kilka tygodniu lub miesięcy w postaci kolejnych ognisk ASF w miejscach, w których dotąd choroba nie wystąpiła. Szczególnie zagrożone są w tym kontekście województwa łódzkie i dolnośląskie, które są kolejnymi dużymi ośrodkami hodowli trzody chlewnej.

Prowadzenie polowań utrudniają także ekolodzy, którzy, stwarzając zagrożenie dla życia swojego i myśliwych, zaburzają polowania w ramach ostrzału sanitarnego. Co wolno wojewodzie… Właśnie – ekologom nie przeszkadzają podobne polowania zbiorowe w Niemczech czy Czechach, które dzięki odstrzałowi sanitarnemu – zalecanemu przecież nawet przez Unię Europejską – częściowo poradziły sobie z wirusem ASF. Czesi ogrodzili dziki w zagrożonym obszarze i dokonali ich całkowitej eliminacji. Tamtejsi ekolodzy rozumieli, że to działanie obliczone jest – poza zniwelowaniem zagrożeń ekonomicznych – także na dobrostan samych zwierząt, które dotknięte chorobą, padają w męczarniach. Niemcy przeprowadzili natomiast szereg błyskawicznych polowań na zachód od Odry tak, by odciąć się od potencjalnego zagrożenia płynącego z Polski – i to się udało.

Poza restrykcyjnym przestrzeganiem i kontrolą wdrażania zasad bioasekuracji, potrzebne jest zatem zrozumienie społeczne, które nie może zostać zmącone przez domorosłych aktywistów, niejednokrotnie udowadniających swoją niewiedzę w obszarze rolnictwa oraz ekonomiczną ignorancję.

*autor jest Dyrektorem Instytutu Gospodarki Rolnej