Był nafciarzem z krwi i kości, do tego człowiekiem o złotym sercu, marzycielem i wynalazcą, a dla mieszkańców Galicji dosłownie świętym Mikołajem, niezwykle wrażliwym na ludzką biedę. Dzięki jego wynalazkom rozpoczęła się era głębokich odwiertów, która doprowadziła do odkrycia Zagłębia Borysławskiego.

Władysław Długosz (w centrum) w Krośnie na uroczystości ku czci Ignacego Łukasiewicza, 1932 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

O Władysławie Długoszu dowiedziałem się przypadkiem od kolegi zafascynowanego historiami polskich wynalazców. Usłyszałem: „To nafciarz – wynalazca do dzisiaj pamiętany w Gorlicach, choć w Polsce praktycznie nieznany”. Nie ukrywam, że szukając materiałów na jego temat robiłem to z przyjemnością…

Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Urodził się w 1864 r. w Krakowie – dziesięć lat po skonstruowaniu przez Ignacego Łukasiewicza pierwszej lampy naftowej. Gorączka złota, która opanowała w drugiej połowie XIX w. nie tylko Galicję, ale i Europę podziałała też na wyobraźnię młodzieńca, który zapragnął zostać nafciarzem – bogatym nafciarzem. Dlatego też po ukończeniu sześciu klas szkoły realnej w Krakowie odbył studia techniczne w Pradze, a wieści o szczęśliwcach, którzy zbili majątek na nafcie w Galicji coraz to bardziej rozpalały jego wyobraźnię.

Do tego, żeby zostać bogatym nafciarzem potrzebne są dwie rzeczy: wiedza i łut szczęścia, by trafić na bogate złoże. Wiedzę techniczną młody Długosz miał, a łut szczęścia – po to trzeba było jechać w okolice Gorlic, gdzie były kopalnie ropy naftowej. Nic zatem dziwnego, że w 1887 r. Długosz przybył do Gorlic, gdzie na utrzymanie zarabiał jako… nauczyciel gimnastyki.

Pod Gorlicami, w małej wsi Siary, działała kopalnia ropy naftowej, którą Długosz postanowił odwiedzić. W krytej strzechą wiosce jedyną atrakcją były cztery karczmy pozwalające robotnikom przepuścić wypłaty, ale Władysławowi wizyta w Siarach odmieniła życie, spotkał tam bowiem piękną dziewczynę, w której zakochał się, z wzajemnością, na zabój. Okazało się, że wybranka jego serca – Kamila Dembowska była córką właściciela wsi, szlachcica Władysława Dembowskiego, który uznał biednego nauczyciela gimnastyki za słabą partię dla  swojej córki. Urażony Władysław postanowił więc zdobyć majątek i udowodnić niedoszłemu teściowi, jak bardzo się myli.

Na początek… bankructwo

Miłosny zawód dał Władysławowi motywację do działania. Zwolnił się z nauczycielskiej posadki i zatrudnił w kopalniach ropy naftowej w Siarach. Przeszedł dosłownie wszystkie szczeble kariery w przemyśle naftowym – od pomocnika kowala aż po kierownika kopalni. Równocześnie robił kurs w Szkole Wiercenia Kanadyjskiego w Ropiance, poznając technologie zza oceanu. Praktyczne doświadczenie zdobywał w kolejnych kopalniach ropy naftowej w okolicy. Do kopalni „Pusty Las” w Siarach wrócił z patentem kierownika.

W 1890 r. niecierpliwy i zakochany Władysław postanowił zaryzykować i zainwestować w poszukiwania ropy. W wieku 25 lat za wszystkie swoje pieniądze kupił sprzęt, koncesje na poszukiwania i rozpoczął wiercenia. Chciał zdobytym na ropie majątkiem przekonać do siebie ojca Kamili. Niestety, kolejne odwierty trafiały w próżnię i wkrótce ambitny plan skończył się spektakularnym bankructwem, co jednak Długosza nie załamało, a miłość do Kamili była motorem do dalszego działania.

Naftowy MacGyver

Gdy wydawało się, że dołączy do licznego grona bankrutów los niespodziewanie dał mu drugą szansę. W 1893 r. znalazł pracę jako kierownik kopalni w firmie Bergheim i Mac Garvey. Długosz poznał Mac Garveya (Kanadyjczyka irlandzkiego pochodzenia) pracując w kopalni w Krygu. Nafciarz wiedział, że Władysław jest doświadczonym fachowcem, toteż wysłał go do Borysławia w poszukiwaniu nowych pokładów ropy naftowej.

Kopalnia w Krygu, gdzie pracował Długosz. Zdjęcie z 1943 r.

Długosz wybrał się w podróż z nieodłącznym majstrem Rączkowskim, z którym zaprzyjaźnił się jeszcze w kopalniach w Siarach. Jako kierownik kopalni „Na Potoku” w Borysławiu z dużą nadzieją rozpoczął wiercenia utwierdzony zapewnieniem Rączkowskiego, że dokopią się do ogromnych złóż. Jednak mijały miesiące, a czarnego złota nie udawało się znaleźć. Kiedy na głębokości 500 metrów wiertła ugrzęzły Mac Garvey zdecydował, by zamknąć kopalnię. Długosz nie posłuchał pracodawcy ufając majstrowi – analfabecie Janowi Rączkowskiemu, który dalej twierdził, że właśnie w tym miejscu ropa naftowa jest. Tyle, że głębiej. Długosz wiercił głębiej, a Rączkowski przekonywał, że wcześniej czy później ropa zaleje szyb.
Do tej pory nikt nie kopał tak głęboko i wiercenie nastręczało wielu problemów technicznych. Długosz zastanawiał się, jak ulepszyć sprzęt i niczym MacGyver samodzielnie dokonał wielu jego przeróbek – wprowadził m.in. grubościenne rury wiertnicze, a drewniane żerdzie zastąpił żelaznymi. Wiercił coraz głębiej i głębiej (stosowane przez niego ulepszenia były tak nowatorskie, iż zostały określone jako przełomowe dla przemysłu naftowego). Na szczęście dzięki charyzmie Rączkowskiego robotnicy, gdy skończyły się pieniądze, zgodzili się pracować za darmo, toteż prace mogły postępować.

W końcu (w 1896 r.) na głębokości prawie kilometra trysnęła upragniona ropa. Jak się okazało Długosz odkrył drugą warstwę pokładów ropy, tzw. „głęboki Borysław”. Pierwszy odwiert miał wydajność aż 40 ton na dobę, a kolejne były jeszcze obfitsze. Kiedy trysnęła ropa Długosz wiedział, że będzie bogaty, ale nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo.
Stał się odkrywcą Zagłębia Borysławskiego. W ciągu kilku następnych lat okolicę Borysławia i sąsiednich Tustanowic pokryły wieże wiertnicze.

Tajny radca dworu

Borysławsko-Drohobyckie Zagłębie Naftowe (fot. lwow.info.pl)

O odkryciu Długosza stało się głośno w całym Cesarstwie Austro-Węgierskim. Oczywiście wieść o nim lotem błyskawicy dotarła także do Siar. Niebawem zjawił się tam i Władysław Długosz. Był już w tym czasie dyrektorem kilku kopalń konsorcjum Mac Garveya. Kanadyjczyk wynagrodził bowiem człowieka, dzięki któremu stał się bogaty (prawdziwy bohater tej opowieści – majster Rączkowski, także został sowicie wynagrodzony, co więcej – Długosz nie rozstał się z nim do końca życia). Przekornym zrządzeniem losu właściciel Siar miał w tym czasie nie lada kłopoty i zadłużony majątek, któremu groziła licytacja. Długosz nie bez satysfakcji odkupił długi Dembowskiego i – niczym w bajce z happy endem – ożenił się z jego córką.

O swoim poddanym dowiedział się niebawem sam cesarz Franciszek Józef, który za odkrycie Zagłębia Borysławskiego uhonorował Długosza Wielką Wstęgą Orderu Korony Żelaznej i tytułem… tajnego radcy dworu.

Ratunkowy blef

Wydajność kopalń Borysławia szybko zachwiała rynkiem naftowym Austro-Węgier. Przy braku nowych zastosowań ropy (silniki samochodowe wciąż były jedynie eksperymentem) z nadprodukcją nie było co począć, przez co ceny spadły aż siedmiokrotnie. Brakowało nawet zbiorników do przechowywania urobku, przez co właściciele kopalń zmuszeni byli wylewać tysiące ton ropy na pola. Nad wieloma kopalniami zawisło widmo plajty. Oczywiście taki stan rzeczy uderzył też w Długosza. Ratunkiem było zwiększenie państwowego skupu ropy dzięki pomysłowi na zastąpienie węgla w kotłach parowych olejem. Nafciarze zdawali sobie jednak sprawę z tego, że eksperymenty i wymiana infrastruktury może zająć lata, toteż postanowiono zastosować wybieg. Długosz, reprezentując Krajowe Towarzystwo Naftowe, nakłaniał ministra Austro-Węgier do interwencyjnego zakupu 150 tys. wagonów ropy naftowej, po czym wyjechał do Niemiec na rozmowy z „amerykańskimi inwestorami”. W tym czasie nafciarze podnieśli krzyk, że wyprzedaje się dobro narodowe. Blef się udał. Oporne do tej pory ministerstwo zwiększyło interwencyjny skup ropy, co uratowało wiele kopalń.

Dobroczynność

Władysław Długosz umiał się dzielić swoimi pieniędzmi. Widząc przysłowiową galicyjską biedę traktował zdobyty majątek i wiedzę jako zobowiązanie wobec polskich chłopów i bezrobotnych.

Fot. Polona

Będąc niemal świętym Mikołajem jednak nie rozdawał ryb, ale wędki. Cieszył się, gdy ludzie się organizowali i gdy wynikało z tego wspólne dobro. Jego pieniądze wprawiały w ruch spółdzielnie rolnicze, społeczne spółki handlowe, kasy zapomogowe, stowarzyszenia i ludowe ubezpieczalnie. Nie lekceważył także miejscowych Rusinów. Gdy założył szkolną bursę dla polskich uczniów, podobną instytucję niebawem ufundował również dla Łemków. Ufundował nawet pierwsze kino z prawdziwego zdarzenia. Nic zatem dziwnego, że na ziemi gorlickiej zdobył sobie swoją mądrą szczodrością serca prostych ludzi i cieszył się ich autentycznym szacunkiem i miłością.

W 1905 r. Długosz postanowił zostać samodzielnym przedsiębiorcą, pozostał jednak konsultantem w firmach Mac Garveya, który z kolei inwestował w spółki Długosza. Wszyscy zarabiali jeszcze więcej. W tym czasie Zagłębie Borysławskie było europejską Zatoką Perską. Dość wspomnieć, że w 1908 r. w jednej z kopalń („Oil City”) wydobywano dziennie aż 2,5 tys. ton ropy. Mając większe zasoby finansowe Długosz jeszcze hojniej wspierał wiele dzieł charytatywnych.

Dla niepodległej Polski

Władysław Długosz czuł się jak ryba w wodzie w kontaktach z politykami, nic zatem dziwnego, że i jego połknęła polityka. Połknęła lecz nie zgubiła. Z prostej przyczyny – Długosz miał dalekosiężny cel: niepodległą Polskę. W 1908 r., bez przynależności partyjnej, wygrał wybory do Sejmu Krajowego we Lwowie, a trzy lata później do Rady Państwa w Wiedniu.

Wybuch I wojny światowej był sprawdzianem dla Polaków żyjących pod zaborami. Długosz (którego matka była szwajcarską Niemką) czuł się Polakiem i chciał działać na rzecz niepodległości. W 1914 r. na własny koszt wyprawił do Legionów 68 ochotników z powiatu, których wyposażył w broń i mundury. Udzielał wsparcia przesiedleńcom i uciekinierom ze wschodu. Od początku był w zarządzie Sekcji Zachodniej Naczelnego Komitetu Narodowego w Krakowie. W 1917 r. wspólnie z posłem Tetmajerem napisał rezolucję o „wolnej, niepodległej i zjednoczonej Polsce z dostępem do morza”. Tym samym Długosz stał się nie lada kłopotem dla rządu austriackiego, gdyż niweczył zabiegi o ocalenie wielonarodowej monarchii. 2 listopada 1918 r., choć cesarz Karol formalnie jeszcze panował, Długosz zaprzysiągł urzędników powiatu gorlickiego na wierność państwu polskiemu (które formalnie jeszcze nie istniało) i został zastępcą ministra rolnictwa w Polskiej Komisji Likwidacyjnej.

W wolnej już Polsce odbudował i rozwinął swój biznes naftowy otwierając nowe kopalnie. Nie szczędził przy tym pieniędzy na odbudowanie Gorlic i okolicznych wiosek z wojennych zniszczeń, a te były ogromne. W 1922 r. został senatorem, ale odszedł od polityki po zamachu majowym. Ogromne zasługi Władysława Długosza II Rzeczypospolita doceniła przyznając mu Krzyż Komandorski Orderu Polonia Restituta.

Cecha na wagę złota

Władysław Długosz zmarł w 1937 r., gdy obchodzono półwiecze jego pracy w branży naftowej. Żegnała go ukochana żona Kamila i trójka dzieci – Maria, Jan i Tadeusz. Gdy robotnicy nieśli trumnę do mauzoleum w Sękowej, dźwiękiem syren żegnały go wszystkie szyby naftowe w Polsce: od Gorlic po Kresy.

Pałac Długoszów w Siarach (fot. Wikipedia)

Dzisiaj możemy oglądać pozostałości dawnej fortuny Długoszów w postaci pięknego zespołu pałacowego w Siarach, ale co najważniejsze – o Władysławie Długoszu pamiętają mieszkańcy Ziemi Gorlickiej. Warto, by poznali go wszyscy Polacy. Jest Długosz bowiem przykładem człowieka niebywałego sukcesu, który umiał mądrze się nim dzielić na rzecz dobra wspólnego. Był człowiekiem, dla którego majątek był zobowiązaniem, by pomagać innym. Zwłaszcza dzisiaj jest to cecha na wagę złota.

 

(Wszystkie zdjęcia – domena publiczna)
Poprzedni artykułUnia zakaże… kubków do kawy na wynos
Następny artykułW Wałbrzychu odradzają się biedaszyby