Po wprowadzeniu wyższej kwoty wolnej od podatku, dla sporej grupy ludzi PIT się wyzeruje. A to oznacza, że nie będzie już od czego odliczyć składki zdrowotnej, bo brak podatku to brak takiego odliczenia. Tymczasem za 2019 rok podatnicy odliczyli z tego tytułu blisko 66 mld zł. I to tylko w przypadku opodatkowanych według skali podatkowej.

wyższa kwota wolna od podatku - grafika wpisu

27 lutego PO ogłosiła podstawowe punkty swojego nowego programu gospodarczego. Nie zabrakło w nich odniesień również do zmian podatkowych. I tak zapowiedziano m. in. obniżenie (na rok) do 5 proc. stawki VAT branżom najbardziej poszkodowanym przez pandemię (nie podano jednak, którym), wprowadzenie kwoty wolnej w PIT na poziomie 10 tys. zł, likwidację podwójnego opodatkowania spółek komandytowych oraz jednorazową amortyzację w przypadku inwestycji. Niestety nie podano o ile w związku z tym zmaleją wpływy do budżetu lub w jaki sposób reformy te zostaną sfinansowane.

Wkrótce potem pojawiły się pierwsze przecieki na temat gruntownej przebudowy systemu podatkowego planowanej przez partię rządzącą w ramach tzw. Nowego Ładu. Na pierwszy plan wybiła się zapowiedź (nie potwierdzona jednak) podwyżki – do 30 tys. zł – kwoty wolnej od podatku. Równocześnie pojawiły się szacunki ekonomistów, że taka zmiana może oznaczać ubytek wpływów w budżecie na poziomie 60-70 mld zł, gdyby mogli z tego skorzystać wszyscy podatnicy i około połowy tej kwoty, gdyby skorzystali wyłącznie podatnicy z pierwszego przedziału skali podatkowej.
To sporo. To mniej więcej tak, jakby wpływy z PIT się w ogóle wyzerowały. Zauważmy, że według ciągle jeszcze szacunkowych danych za rok 2020, wpływy z PIT wyniosły niecałe 63,8 mld zł. Gdyby zatem zmiana miała kosztować 60 mld zł, to bez wprowadzenia innych (czyli sięgających do naszych kieszeni) zmian równoważących taki ubytek, podatek dochodowy (PIT) straciłby w ogóle sens. Z tej perspektyw, wydaje się, że przewidywane przez ekspertów koszty, są jednak znacznie zawyżone i bliższe będą 20-30 mld zł, niż 60 czy 70 mld.

Wyższa kwota wolna nie dla wszystkich?

Kłopot z propozycjami podniesienia kwoty wolnej od podatku nie polega jednak tylko na tym, ile taka operacja by kosztowała. Tu można bowiem być spokojnym, że niezależnie od tego, kto taką reformę by przeprowadzał i tak znajdzie źródło uzupełnienia tych braków. Tak jak można być spokojnym, że źródło to będzie w naszych kieszeniach.

Największy kłopot polega na tym, że w żadnym z tych przypadków nie podano, na czym miałaby ta zmiana polegać. A diabeł, jak to zazwyczaj bywa, a już w przypadku podatków w szczególności, tkwi w szczegółach.
PiS zapowiadał już kiedyś (PO zresztą też) podniesienie kwoty wolnej od podatku. Wówczas chodziło o podniesienie jej do 8000 zł, z czym długo się ociągano, a gdy już zmianę wprowadzono w życie okazało się, że owszem kwotę wolną podniesiono, jednak nie wszystkim w taki sam sposób. Ma ona bowiem charakter odwróconej progresji, czyli im wyższe uzyskujemy dochody, tym niższa jest kwota zmniejszająca podatek. Taki sam model można zastosować także wprowadzając nową, wyższą kwotę wolną, radykalnie ograniczając straty po stronie budżetu państwa. Tym razem będzie raczej podobnie. Wszak proponowana zmiana ma zmniejszyć obciążenia podatkowe głównie najmniej zarabiającym Polakom.

Oczywiście postulat podniesienia kwoty wolnej uznać należy za słuszny. Szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę, że Polska ma jedną z najniższych kwot wolnych w krajach UE. Największą kwotę wolną w UE mają dziś Cypr (około 89 700 zł) i Słowacja (89 505 zł). W Wielkiej Brytanii jest to około 55 200 zł, w Irlandii 75 900 zł, w Niemczech około 37 300 zł, a w Czechach 29 700 zł. W Polsce zaś to zaledwie 8000 zł. Niższą kwotę od Polski mają jedynie Rumunia i Litwa, a także Bułgaria i Węgry, ponieważ w tych dwóch ostatnich krajach kwoty wolnej nie ma wcale.

Jak już wspomniałem, głównym argumentem za wprowadzeniem większej kwoty wolnej jest to, że obniżone zostałoby opodatkowanie najmniej zarabiających. To słuszny postulat i z pewnością będzie prawdziwy w przypadku emerytów, którzy zazwyczaj, poza ulgą rehabilitacyjną (a i to tylko w nielicznych przypadkach), nie korzystają z żadnych ulg i odliczeń. To spora grupa, bo należy do niej ponad 5,6 mln podatników (na nieco ponad 25,5 mln osób rozliczających się z tego podatku).

Już dziś nie wszyscy płacą podatek

Musimy jednak pamiętać, że już dziś sporo podatników praktycznie nie płaci podatku dochodowego, a to za sprawą zerowych dochodów lub dzięki ulgom podatkowym, w tym w szczególności ulgi na dzieci. Te osoby na zmianie kwoty wolnej zatem raczej nie skorzystają.

W 2019 roku z odliczenia ulgi na dzieci skorzystało ponad 3,8 mln podatników odliczając łącznie ponad 5,6 mld zł od podatku. Dodajmy, że kwota wszystkich odliczeń od podatku wyniosła 6 mld zł (bez składki zdrowotnej, z tytułu której odliczyliśmy ponad 65,7 mld zł). A trzeba pamiętać, że blisko 1,4 mln podatników wykazało za mało podatku, aby odliczyć całą ulgę (brakująca kwota jest zwracana z podatków innych podatników). Czyli co najmniej 1,4 mln podatników o najniższych dochodach już w 2019 roku nie zapłaciła podatku w ogóle, a nawet otrzymała jeszcze dodatkową dopłatę z budżetu.

Z danych Ministerstwa Finansów wynika ponadto, że ponad 1,4 mln osób nie wykazało żadnych dochodów, ale rozliczyło się wspólnie z małżonkiem, a kolejne niemal 667 tysięcy podatników złożyło zeznanie, w którym wykazało zerowe dochody. Już dziś zatem ponad 5 mln podatników nie płaci do budżetu żadnego podatku (na ponad 26 mln podatników podatek należny wykazało nieco ponad 21 mln osób).

Po wprowadzeniu wyższej kwoty wolnej – zgodnie z zapowiedziami w ramach Nowego ładu – PIT przestaną też płacić emeryci, czyli podatku nie będzie płaciło kolejne 5,6 mln osób. Jeśli jeszcze przyjrzymy się strukturze dochodowej, to bez większego dociekania można przyjąć, że swoje podatki, po podniesieniu kwoty wolnej, ma szansę wyzerować co najmniej połowa podatników. W praktyce będzie to jednak zapewne znacznie więcej.
To jednak wcale nie musi oznaczać, że zapłacą oni mniej do wspólnej kasy. Rząd łatwo może sobie bowiem zrekompensować te ubytki wprowadzając nowe pseudo opłaty (tak, by nie nazywać ich podatkami), czy też – a taka zapowiedź już się pojawiła – podnosząc wysokość składki zdrowotnej. Nawet nie podnosząc składki, a obniżając np. wysokość odliczenia od podatku z tego tytułu o połowę, rząd mógłby zyskać ponad 32 mld zł (w 2019 roku, jak wspomniałem, odliczyliśmy z tego tytułu niemal 66 mld zł). Trzeba też pamiętać, że po wprowadzeniu wyższej kwoty wolnej, część podatników i tak nie będzie miała od czego tej składki odliczyć, bo ich podatek się wyzeruje. Możliwe zatem, że nawet mniejsze obniżenie odliczenia da dokładnie taki sam efekt.
Taki ruch mógłby praktycznie zrównoważyć koszty podniesienia kwoty wolnej. Oznaczałby też wzrost obciążeń podatkowych głównie w grupie najlepiej zarabiających podatników.

Takich możliwości jest oczywiście więcej. I dziś trudno przesądzić, w jakim kierunku pójdą poszukiwania równoważących podniesienie kwoty wolnej wpływów podatkowych. A że się pojawią – nie ma co wątpić.

Stracą gminy, ale i mieszkańcy

Wprowadzenie wyższej kwoty wolnej od podatku będzie także wymagało – o czym politycy na razie w ogóle nie wspominają – istotnej reformy zasad finansowania samorządów. Dziś jednym z głównych źródeł utrzymania samorządowych finansów jest bowiem udział we wpływach z PIT. Ktokolwiek zatem dokona takiej zmiany, będzie musiał w jakiś sposób samorządom ubytek w dochodach zrekompensować. W jaki sposób? Trudno dziś o tym wyrokować. Możliwe jednak, że konieczne stanie się spełnienie postulatu samorządów dotyczącego przyznania im udziału we wpływach z VAT, czemu rządzący – niezleżenie od tego, kim akurat byli – dotychczas zdecydowanie się sprzeciwiali. W innym wypadku bowiem, samorządy mogą mieć poważne kłopoty z finansowaniem szkół, dróg czy gminnej opieki zdrowotnej.