Fot. Pixabay

Globalizacja pozwoliła zachodnim korporacjom, głównie amerykańskim, przez dziesiątki lat tworzyć i kontrolować globalne łańcuchy wartości. Do nich należały decyzje, gdzie umieścić początek łańcucha, czyli prace B+R a w tym tworzenie i patentowanie nowych technologii oraz projektowanie, gdzie środek, czyli przygotowanie komponentów, produkcja oraz montaż oraz gdzie koniec, czyli marketing, dystrybucja oraz usługi posprzedażne.

Korporacje pozostawiały sobie pod bezpośrednią kontrolą początek i koniec łańcucha, tj. najbardziej opłacalne jego części. Mniej zyskowny środek łańcucha tj. produkcję części zamiennych oraz montaż, oddawano w gamach offshoringu za granicę, głownie do Chin, lecz także m.in. do Polski, w tym w ręce lokalnych MSP.

Efektem tak zorganizowanych GVC stał się upadek przemysłu wytwórczego oraz klasy średniej w krajach, w których siedziby mają korporacje zarządzające GVC, głownie w USA.

W amerykańskim Pasie Rdzy, kiedyś Pasie Stali, obejmującym bastion Demokratów tj. Michigan, Wisconsin i Pensylwanię, wygrał Donald Trump, głosząc swój program powrotu do krajowej produkcji przemysłowej. Ratując i chroniąc zdewastowany amerykański przemysł produkcyjny, a przy tym klasę średnią, podwyższył cła importowe, szczególnie wobec Chin oraz podniósł próg udziału krajowego w produktach uznawanych za amerykańskie z 50 procent do poziomu 75% (dla żelaza i stali do 95 procent).

Chińczycy zaś wszelkimi metodami, w tym nielegalnymi, przez lata pozyskiwali od zarządców GVC know-how dotyczący krawędzi łańcucha.. W ten sposób uniknęli „szklanego sufitu” dla swojego przemysłu produkcyjnego, budując gigantyczny zasób probiznesowych danych. Przygotowali w ten sposób zmianę, określaną jako program „Made in China 2025”, będący odpowiedzią na niemiecki Przemysł 4.0. Program ma na celu zmianę globalnego układu sił w gospodarce poprzez przesuwanie produkcji krajowej w górę łańcucha wartości dodanej i generalnie tworzenie własnych GVC, unikając przy tym błędów korporacji amerykańskich.

Rozwojowy „szklany sufit” lokalnych firm produkcyjnych polega na braku dostępu do silnie strzeżonych przez korporacyjnych zarządców GVC innowacyjnego know-how oraz do bezpośredniej dystrybucji produktów.

Miarą przesuwania się w górę łańcucha firm krajowych jest liczba patentów PCT. W Chinach w ostatnich latach liczba ta gwałtownie rośnie, osiągając w 2018 wartość 53,345 w porównaniu z 2013 – 21,516. Chińskie MSP mają w tym udział aż 70%!. Chiny pomagają swoim MSP: mikroprzedsiębiorstwa i małe przedsiębiorstwa z miesięczną sprzedażą do 100 tys. juanów (tj. ok. 54 tys. zł) są zwolnione z VAT. Ponadto, w przypadku MŚP o dochodzie nieprzekraczającym 1 mln juanów rocznie, opodatkowaniu podlega jedynie 25 proc. dochodu. Dla dochodu od 1 do 3 mln juanów opodatkowaniu podlega 50% dochodu. Na więcej preferencji mogą liczyć przedsiębiorstwa innowacyjne lub zaawansowane technologicznie. Dodatkowo, uruchomiono dedykowany system kredytowania oraz gwarancji bankowych dla takich firm.

Dla porównania, w Polsce w 2013 było 330 zgłoszeń międzynarodowych w trybie PCT, dla porównania w Niemczech ok. 16,000. Firmy polskie odpowiadają za 34 proc. (tj. 112 szt. – 0,5% w porównaniu z chińskimi MSP) patentów PCT (większość zgłaszają ośrodki akademickie), podczas gdy na świecie udział firm we wnioskach PCT wynosi 84 proc.

Różnice w systemach opodatkowania chińskich oraz polskich MSP dla każdego, kto interesuje podatkami widoczne są gołym okiem…

Niemcy ze swoimi międzynarodowymi łańcuchami wartości dodanej, działając ze swoimi produkcyjnymi podwykonawcami w relatywnie bezpiecznej formule nearshoringu, zachowując u siebie produkcję finalną, z w dużym stopniu uniknęły dramatycznego scenariusza amerykańskiego.

klasa średnia, związana z polskimi MSP, produkującymi w dużym stopniu komponenty w niemieckich łańcuchach, nie ma jednakże tyle szczęścia co ich chińscy koledzy. Oprócz technologicznego oraz dystrybucyjnego „szklanego sufitu” mają przeciwko sobie niedopasowany do ich rozwojowych potrzeb krajowy system finansowy, prawny oraz podatkowy. Dodatkowo, programy rządowe dotyczące polskiej industrializacji w ramach Przemysłu 4.0 obejmują głównie wspomaganie skądinąd najmniej produktywnych procesów produkcyjnych, odnośnie których w porozumieniu z polskimi urzędnikami niezawodną pomoc świadczy sprawdzona na rynkach międzynarodowych niemiecka firma Siemens.

Jedno jest już pewne: świat stanął na głowie. Trump chce powrotu produkcji do USA, Chiny bronią globalizacji! Dodatkowo, współczesny model globalizacji najpewniej drastycznie zmieni także postępująca epidemia koronawirusa.

Abstrahując w tym miejscu od analiz, obejmujących zakres pomocy dla MSP w zakresie finansów, prawa oraz podatków, owocujących ostateczną postacią „tarczy antykryzysowej”, bezwzględnie w sposób równoległy należałoby zaplanować i wdrożyć „nowe otwarcie” wspomagania produktywności i konkurencyjności polskich, głównie rodzimych MSP – już nie jako beneficjentów pomocy, lecz podmiotowych graczy gospodarczych.

Jednym z takich działań mogłoby być organizowanie i reorganizowanie się przedsiębiorców w efektywne gospodarczo łańcuchy wartości dodanej, w tym w formule umów wielostronnych wspólnie kontrolowanych. Łańcuchy takie mogłyby obejmować przedsiębiorców regionalnych nie tylko z Polski, ale także np. z Grupy Wyszehradzkiej czy też Trójmorza. Dla części takich inicjatyw bylibyśmy najpewniej w stanie jako kraj znaleźć potężnych sojuszników. Jak tego można by dokonać z pożytkiem dla wszystkich spróbujemy odpowiedzieć następnym razem.