Z danych opublikowanych przez resort finansów wynika, że za 80 proc. wpływów z CIT odpowiada zaledwie 2700 największych firm – czyli takich, których obroty przekraczają 50 mld zł rocznie. W porównaniu z tą grupą podatników całkiem niezłym źródłem dochodów budżetowych okazują się także podatnicy liniowego PIT.

nattanan23/Pixabay

Ministerstwo Finansów opublikowało listę największych płatników CIT. To bardzo interesujące dane. Szczególnie w kontekście dyskusji wokół Polskiego Ładu i tego, kto jakie podatki powinien płacić. Nie ulega bowiem wątpliwości, że w przypadku firm z tej listy mamy do czynienia z największymi podmiotami działającymi na polskim rynku.

Z danych tych wynika, że zeznania CIT za rok 2020 złożyło 61 podatkowych grup kapitałowych, których obroty wyniosły w sumie około 375,7 mld zł. Firmy te zapłaciły w sumie około 7,6 mld zł podatku. W stosunku do wykazanej podstawy opodatkowania (po pomniejszeniu dochodów m.in. o straty z lat poprzednich), zapłacony podatek wynosił dla nich około 18,99 proc. (przy stawce CIT wynoszącej 19 proc.). Jeśli odnieść zapłacony podatek bezpośrednio do dochodu, stawka nadal wynosi 18,91 proc., ale w relacji do uzyskanych przychodów, podatek to już tylko 2,03 proc.

Z kolei na liście tzw. dużych podatników CIT, a zatem takich, których roczne przychody przekraczają 50 mld zł znalazło się 2610 firm. Sprzedaż w 2020 roku wyniosła dla nich 1 763,4 mld zł, a dochód 244 mld zł. Średnio firmy te miały zatem marże na poziomie około 13,84 proc.

Od tych dochodów podatnicy ci zapłacili w sumie 25,82 mld zł CIT. W stosunku do wykazanej podstawy opodatkowania (po pomniejszeniu dochodów m.in. o straty z lat poprzednich) zapłacony podatek wynosił dla nich około 18,92 proc. (przy stawce CIT wynoszącej 19 proc.). Jeśli jednak odnieść zapłacony podatek bezpośrednio do dochodu, stawka ta spada do 10,36 proc. Tak zatem wygląda rzeczywiste opodatkowanie tej grupy podatników.

Już tylko dla porządku dodajmy – dla zwolenników podatków obrotowych (a raczej przychodowych) – że odnosząc zapłacony CIT do uzyskanych przychodów, wyjdzie nam opodatkowanie na poziomie około 1,43 proc. Oczywiście średnio – bez uwzględniania specyfiki branż, w których firmy te działają. Dla porządku dodajmy też, że z danych tego samego resortu finansów wynika, że w 2020 roku CIT przyniósł budżetowi państwa niemal 41,3 mld zł wpływów (wobec planowanych 38,5 mld), na 370,26 mld zebranych łącznie podatków (CIT stanowił zatem 11,15 proc. wpływów podatkowych, podczas gdy VAT stanowił aż 49,84 proc.).

Z tej perspektywy widać, że największe przedsiębiorstwa odpowiadają za ponad 80,92 proc. (33,42 mld zł) wszystkich wpływów z CIT. Tyle zapłaciło raptem 2671 z blisko półmilionowej armii podatników tego podatku (ostatnie pełne dane, dostępne na stronach MF, są z 2018 r. i wskazywały, że podatników CIT jest ok. 507 tys.).

Gdyby zadać sobie trud i założyć, że podatników CIT jest faktycznie ok. 500 tys., to porównując do wpływów z tego podatku za rok 2020 wyszłoby nam, że średnio na każdego podatnika CIT przypadałoby w tym roku ok. 82,6 tys. zł podatku. Dla grupy największych firm wskaźnik ten wynosi zaś średnio 12,51 mln zł.

Wbrew twierdzeniom rządzących, duże firmy wcale nie są takimi złymi podatnikami, jak często próbuje się to przedstawiać w oficjalnej propagandzie. Chociaż – oczywiście – i w tej grupie faktycznie zdarzają się niechlubne wyjątki, do których niewątpliwe, tak jak słusznie twierdzi rząd, należą technologiczni giganci.

Jak już wspomniałem, z danych opublikowanych przez fiskusa wynika, że rzeczywista stopa opodatkowania podatników CIT wynosi 18,91 proc. w przypadku grup podatkowych, i 10,36 proc. dla firm o przychodach powyżej 50 mld zł. Dla pozostałych kilkuset tysięcy podatników CIT, wskaźnik ten jest zapewne dużo, dużo niższy.

Spójrzmy teraz, jak to się ma do opodatkowania firm opodatkowanych PIT. Oczywiście w pierwszej kolejności najlepiej będzie się tu odnieść do grupy, która stała się głównym celem poszukiwania sprawiedliwości w ramach Polskiego Ładu, czyli do podatników liniowego PIT. Jak wynika z danych resortu finansów podatników takich jest ok. 702 tys. (według danych za 2019 rok, bo danych za rok 2020 nadal nie ma). Dla tej grupy podatników rzeczywiste obciążenie podatkami wynosi 17,3 proc. (dla porównania w przypadku podatników opodatkowanych według skali podatkowej jest to 8,78 proc.).

Przy sumie przychodów sięgających niemal 1317 mld zł (duże firmy CIT wykazały przychody na poziomie ponad 2139 mld zł) i dochodzie 189,55 mld zł podatnicy ci wykazali podatek należny na poziomie ok. 32,8 mld zł (czyli jakieś 50 proc. wszystkich wpływów z PIT). Dla największych podatników CIT, podatek należny wyniósł – co przypomnijmy – 33,42 mld zł. Był zatem tylko nieznacznie niższy, niż zapłacony przez podatników stawki liniowej. A to znaczy, że liniowcy dają budżetowi równowartość niemal 80 proc. wpływów z CIT.

Z kolei podatnicy ryczałtu, których było w 2019 roku (tu też brak świeższych danych) niemal 1,35 mln (dwukrotnie więcej niż podatników liniowego PIT) 77,93 mld zł przychodów (z tego 62,69 mld zł to przychody z pozarolniczej działalności gospodarczej). To zaledwie ułamek obrotów uzyskanych przez podatników podatku liniowego. Przy czym ponad 46 proc. tych przychodów było opodatkowanych według stawki 5,5 proc., a kolejne ponad 37 proc. według stawki 8,5 proc. Ryczałt należny wyniósł niemal 3,76 mld zł, czyli nieco mniej niż połowa podatku wpłaconego przez 61 podatkowych grup podatkowych (zapłaciły 7,6 mld zł) i zaledwie 11,5 proc. tego, co wpłacili liniowcy. Odnosząc zapłacony podatek do przychodów, otrzymamy średnie obciążenie na poziomie 4,82 proc.
I teraz dla porównania: dla podatników liniowego PIT ten sam wskaźnik wynosi 2,49 proc. przychodów, a dla największych podatników CIT (bez grup kapitałowych) – 1,46 proc.

Odnosząc zatem średnie podatki do uzyskiwanych przychodów wynikałoby, że im mniejsza firma, tym wyższe obciążenie. Z drugiej jednak strony, głównymi dawcami budżetu, wbrew rządowej propagandzie, są całkiem nieliczne firmy, a zatem przede wszystkim duże firmy płacące PIT oraz firmy opodatkowane stawką liniową. O ile ta pierwsza grupa może w ramach Polskiego Ładu liczyć na pewne podatkowe benefity, o tyle dla liniowców przewidziano podatkowe dokręcanie śruby.

Patrząc z kolei na relację płaconych podatków do wielkości uzyskiwanych przychodów, nieco bardziej logiczne wydaje się uparte lansowanie przez rządzących ryczałtu, jako preferowanej formy opodatkowania. Chodzi o to, by na ryczałt zacząć wypychać większe firmy, bo chociaż średnie obciążenie wydaje się w tej grupie najwyższe, to jednak skala uzyskiwanych przychodów, a co za tym idzie także płaconych podatków, nie jest przesadnie zachwycająca. Dla budżetu zaś zwiększanie puli przychodów objętych ryczałtem może okazać się całkiem opłacalne.