Tylko kilka procent małych i średnich firm posiada auto elektryczne zarejestrowane na firmę. Problemem podstawowym są tu wysokie koszty zakupu, mały zasięg pojazdu i – jak na razie – słaby dostęp do stacji ładowania. A to wszystko bardzo się liczy przy używaniu auta do celów biznesowych. Jednocześnie właściciele i udziałowcy firm mają świadomość tego, że bycie eko przynosi korzyści wizerunkowe.

Zaledwie 6 proc. przedsiębiorców zdecydowałoby się na auto o napędzie hybrydowym, podczas gdy wśród klientów indywidualnych ten odsetek wynosi aż 34 proc. Samochodu elektrycznego jednak nie kupią. Dlaczego? Właściciele małych i średnich firm chcieliby przede wszystkim tego, by w zakupie nie był on droższy niż o 30 proc. od auta z tradycyjnym napędem benzynowym czy silnikiem diesla.

Raz jeszcze przypomnijmy w tym kontekście wnioski płynące z raportu „Zielona Energia w MŚP. Pod lupą” Europejskiego Funduszu Leasingowego (EFL). Przy inwestowaniu w OZE firmy sektora MŚP wskazują na wysokie koszty inwestycji (87 proc. ankietowanych), długi okres zwrotu (79 proc.), zbyt niskie dofinansowanie źródeł ekologicznych lub wręcz jego brak (56 proc.).

Do inwestycji w odnawialne źródła energii, w jakikolwiek sposób – także przez zakup auta elektrycznego – mógłby zachęcić MŚP łatwiejszy dostęp do finansowania (71 proc.), tańsza technologia (59 proc.) lub atrakcyjne ulgi i dopłaty (46 proc.).

Są korzyści wizerunkowe

Co ciekawe, 93 proc. mikro, małych i średnich przedsiębiorców uważa, że ich branża ma duży wpływ na ekologię, a 46 proc. z nich jest ekologicznie aktywnych, czyli zakupiło dla firmy jakąś ekotechnologię. Ekologia kojarzy się im z oszczędnościami, ale także z tym, że przynosi korzyści wizerunkowe oraz przyciąga do firmy nowych, bardziej świadomych klientów. Dla wielu konsumentów zjawiska takie jak bycie eko czy fair-trade mają przecież ogromne znaczenie. Właściciele firm zapewne gdzieś czytali także o wnioskach płynących z badań Instytutu Gallupa – tam 94 proc. ankietowanych konsumentów zadeklarowało, że woli korzystać z usług lub produktów firm, które dbają o środowisko naturalne.

Mniejsze firmy potrafią więc pokazać swoje zaangażowanie w sferze ekologii jak i w szerzej pojętym obszarze zrównoważonego rozwoju. Ale nie bezinteresownie. Chęci zakupu ekologicznego auta nie sprzyjają na pewno napływające co jakiś czas informacje o ciemnej stronie pojazdów z napędem hybrydowym i elektrycznym. Przykładowo: kilka lat temu niemiecki automobilklub ADAC wraz z Instytutem Badań nad Środowiskiem i Energią w Heidelbergu zbadał samochody pod względem emisji CO2. Wyniki były zaskakujące, bo wskazywały, że najmniej środowisku naturalnemu szkodzą auta z silnikiem… diesla. Szkodliwa emisja ma powstawać przy produkcji baterii napędowych oraz – co jest akurat prawdą, ale co systematycznie już zmienia się na plus – podczas samej produkcji energii elektrycznej. Naukowcy uczestniczący we wspomnianym badaniu udowadniali, że samochody elektryczne stają się bardziej ekologiczne od aut napędzanych silnikami diesla dopiero po przejechaniu… 125 tysięcy kilometrów, a w porównaniu z benzynowymi – po 60 tysiącach.
Trudno powiedzieć, na ile obiektywne były te badania, a na ile miały w nich udział środki marketingowe producentów tradycyjnych aut.

Poza dyskusją problemem pozostaje jednak utylizacja zużytych baterii, która przyczynia się do szkodliwych emisji.