Europejczycy gromadzą drewno opałowe i żywność przygotowując się na trudną zimę, a wysokie koszty energii i rosnące ceny zaczynają wywoływać panikę. Wszyscy boją się blackoutu. Niemiecki okręg Rheingau-Taunus ocenia, że skutkiem pierwszych 96 godzin bez prądu mogłoby być ponad 400 zgonów.

Pembegül Dal/Pexels

Obawa, że tej zimy Europa dozna poważnego blackoutu coraz bardziej ogarnia obywateli krajów europejskich. Brytyjczycy, Niemcy i Francuzi zaczęli podejmować działania na własną rękę, aby zabezpieczyć się na wypadek braku energii, który może nastąpić nie tylko z powodu przerw w dostawach, ale także z przyczyn ekonomicznych. Psychoza generuje znaczny wzrost sprzedaży drewna i ciepłej odzieży. Co ciekawe, w niektórych krajach władze zalecają zaopatrywanie się w te produkty, tak aby wszyscy obywatele byli przygotowani na zimę.

Wielka Brytania – wybór między jedzeniem a ogrzewaniem

Wiele banków żywności w Wielkiej Brytanii od kilku miesięcy prosi o produkty niewymagające gotowania i które można spożywać na zimno. Wszystko dlatego, że spora część osób korzystających z tego typu wsparcia nie ma wystarczająco dużo pieniędzy, aby ugotować lub odgrzać jedzenie.

Jak wskazuje Clare Moriarty – była sekretarz w Departamencie Ochrony Środowiska, Żywności i Spraw Wsi), przeżywany kryzys ma swoją specyfikę: coraz więcej osób, które pracują potrzebują pomocy ze strony banków żywności i innych organizacji. Otrzymywane pensje po prostu nie wystarczają na zaspokojenie wszystkich potrzeb i konieczne jest podejmowanie decyzji między „ogrzewaniem domu a jedzeniem”.

Z danych opublikowanych przez największą sieć domów towarowych w Wielkiej Brytanii (John Lewis) wynika, że coraz większą popularnością cieszy się odzież termiczna.
Z kolei – jak podało stowarzyszenie Stove Industry Alliance (SIA), które zrzesza producentów, dostawców, dystrybutorów i detalistów w sektorze pieców – w ostatnich tygodniach nastąpił 40-proc. wzrost zakupów drewna, w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku. „Biorąc pod uwagę, że koszty ogrzewania stanowią największy udział w rachunkach za energię dla gospodarstw domowych tej zimy”, a także „rosnące możliwości przerw w dostawie prądu (…) nic dziwnego, że konsumenci szukają alternatyw, aby uzupełnić ogrzewanie gazowe lub elektryczne” – wyjaśnia prezes stowarzyszenia, Andy Hill.

Opublikowany w sierpniu przez brytyjski odpowiednik GUS-u raport ostrzegał że „około 24 miliony ludzi w Wielkiej Brytanii zmniejszyło zużycie energii w swoich domach między marcem a czerwcem 2022 roku, a około 16 milionów ograniczyło konsumpcję żywności i niezbędnych artykułów” – liczby te najprawdopodobniej w ostatnich tygodniach wzrosły.

Również rząd i firmy przygotowują się na przerwy w dostawie prądu. National Grid, brytyjski operator sieci energetycznej, ostrzegł w zeszły piątek, że konsumenci staną w obliczu przerw w dostawie usług (do trzech godzin dziennie), jeśli nie będzie możliwy import wystarczającej ilości energii.

20 funtów dziennie za nieużywanie urządzeń

Jake Rigg, dyrektor ds. korporacyjnych w National Grid (firma zajmująca się przesyłem i dystrybucją energii elektrycznej oraz gazu ziemnego) powiedział, że dostawcy energii mogą nawet oferować płatności do 10 lub 20 funtów dziennie gospodarstwom domowym i firmom, które w razie potrzeby dobrowolnie przestaną korzystać z energii elektrycznej lub będą korzystać z niektórych urządzeń – takich jak np. pralki – tylko w nocy.

Firma, w swojej rocznej prognozie, już od dawna ostrzega przed „trudną zimą dla dostaw energii w całej Europie” i zapewnia, że Wielka Brytania będzie miała wystarczającą ilość energii elektrycznej, aby zaspokoić popyt, ale w razie nieprzewidzianych zdarzeń trzeba będzie skorzystać z planu awaryjnego, który jest już na stole i obejmuje wykorzystanie rezerw oraz uruchomienie elektrowni węglowych.

Ze swojej strony rząd debatuje nad uruchomieniem kampanii informacyjnej mającej na celu zachęcenie konsumentów do zmniejszenia zużycia energii np. przez obniżenie temperatury w pomieszczeniach. Źródło z kierownictwa partii powiedziało „The Guardian”, że „do tej pory rząd nie chciał mówić konsumentom, co mają robić”, ale biorąc pod uwagę ponurą perspektywę, rządzący zdecydowali się użyć wszelkich możliwych środków.
To stanowisko stoi w opozycji do wizji premier Liz Truss, która kilkakrotnie wykluczała racjonowanie energii.

Niemiecka kolekcja koców, świec i lampionów

Ze względu na wzrosty cen gazu i najgorętsze od 40 lat lato Niemcy poświęcili się kupowaniu tylu elektrycznych urządzeń grzewczych i klimatyzacji, ile było w sklepach. W okresie od stycznia do czerwca doliczono się aż 650 tys. sprzedanych urządzeń tego typu. Nic więc dziwnego, że na początku września lokalne władze ostrzegały, że jeśli wszystkie zostaną podłączone do sieci w tym samym czasie, system ulegnie załamaniu, co potwierdza, że oprócz kryzysu gazowego, kraj stoi przed realnym niebezpieczeństwem blackoutu.

Oprócz wspomnianego wzrostu zapotrzebowania na energię elektryczną, istnieje też groźba ataku hakerskiego na systemy komputerowe. Federalny Urząd Bezpieczeństwa Informacji (BSI) ogłosił „stan narastającego zagrożenia” i uruchomił Narodowe Centrum Reagowania Kryzysowego IT.
A do tego dochodzi jeszcze zagrożenie bankructwami. Czterej główni operatorzy systemów przesyłowych: Amprion, Tennet, 50 Hertz i TransnetBW, we współpracy z organem nadzorczym BnetzA, ostrzegają, że w obecnym kryzysie cenowym większości dostawców energii brakuje płynności, aby zapewnić bezpieczeństwo transakcji na rynku terminowym oraz że dodatkowe cztery gigawaty produkcji energii elektrycznej może mieć niebezpieczny efekt dźwigni.

Z tych wszystkich powodów władze niemieckie podtrzymują zalecenie, aby obywatele zgromadzili zapasy koców, świec, baterii, latarek, żywności, a przede wszystkim wody pitnej w ilości pozwalającej przetrwanie przez okres 14 dni. Albrecht Brömme – honorowy prezes Federalnej Agencji Pomocy Technicznej (THW), zaleca zaopatrzenie się także w radio na baterie. „Sieci komórkowe upadną w ciągu około czterech godzin, a radio będzie medium, które będzie mogło nadawać najdłużej” – mówi i ocenia, że ryzyko wystąpienia takiego zdarzenia „w skali od zera do dziesięciu wynosi siedem”.

Ze swojej strony gminy przygotowują własne protokoły działania, aby w pierwszych godzinach zareagować na tak brzemienne w skutkach wydarzenie jakim będzie blackout. Na przykład okręg Rheingau-Taunus, któremu podlega 17 gmin, podał do wiadomości publicznej, że w ciągu pierwszych 96 godzin blackoutu może dojść do ponad 400 zgonów. Okręg nie ma możliwości wyposażenia domów opieki w generatory awaryjne; tylko jedna trzecia jego straży pożarnych na obszarze 811 km2 byłaby w stanie działać, a wiele systemów przeciwpożarowych i alarmowych zostałoby wyłączonych. Administracja posiada 1000 litrów oleju napędowego i generator jako rezerwę wystarczającą zaledwie na 16 godzin pracy. W ciągu 24 godzin przestaną działać pierwsze oczyszczalnie ścieków, a niedługo po tym, jak poinformował naczelnik okręgu Frank Kilian, rozpocznie się „masowa śmierć” bydła.

Francuskie współdzielenie samochodu

We Francji, według źródeł związkowych, jedenaście reaktorów zostało dotkniętych w ostatnich tygodniach strajkami lub przerwami na konserwację i kontrolę, tak że przez dwa dni krajowa produkcja energii elektrycznej ze źródeł jądrowych została zmniejszona o 4 proc.

To wydarzenie zbiegło się z kolejnym strajkiem na stacjach benzynowych dwóch dużych dystrybutorów (Total Energies i Exxon Mobil) wywołując stan alarmowy w kraju. Przez cały ostatni czwartek i piątek rano (7-8 października) ok 10 proc. francuskich stacji benzynowych miało problemy z zaopatrzeniem w benzynę i olej napędowy. W niektórych ważnych regionach kryzys dotknął ponad 30 proc. stacji benzynowych, z kolejkami na tankowanie wynoszącymi od 30 do 60 minut.

Widowisko kolejek na stacjach benzynowych w Paryżu, na jego obrzeżach oraz w wielu innych rejonach Francji miało katastrofalny skutek pogłębiając poczucie udręki i mnożąc wszelkiego rodzaju incydenty niekończących się sporów, interwencji policji i wywołując alarm polityczny.

W obliczu groźby strajku, władze wezwały – na czas nieokreślony – do współdzielenia samochodów, co wywołało pewną konsternację części społeczeństwa. W opinii rządu Emmanuela Macrona „covoiturage”, czyli wspólne korzystanie z samochodu np. w czasie dojazdów do pracy, zaoszczędziłoby sporo paliwa. Użytkownicy prywatni z niepokojem przyjmują ten rodzaj środka zaradczego: jazda do pracy z sąsiadem jest postrzegana jako postępowanie w czasach już bardzo poważnego kryzysu.

źródło: abc.es
Poprzedni artykułJak jednolity rynek europejski wpłynął na PKB Polski?
Następny artykułRosną problemy branży papierniczej