Niemieckie organy bezpieczeństwa przyjmują za pewnik, że po aktach sabotażu trzy nitki gazociągów Nord Stream 1 i 2 na Morzu Bałtyckim zostaną trwale wyłączone. Jak podają źródła rządowe, jeśli gazociąg nie zostanie szybko załatany, do rur dostanie się słona woda, która spowoduje korozję.

Fot. PAP/EPA.

Eksperci z zakresu bezpieczeństwa uważają, że ze względu na złożoność operacji zniszczenia nitek gazociągów Nord Stream 1 i 2, mógł ją przeprowadzić tylko podmiot państwowy. Spekulacje wskazują na Rosję, choć oficjalnie przyczyna wycieków nie jest jeszcze jasna. Obwinianie Rosji oznacza założenie, że Moskwa zdecydowała się wysadzić w powietrze własną infrastrukturę, na razie i tak niezdatną do użytku, powodując wielomilionowe szkody i rezygnując w przyszłości z karty przetargowej w sprawach energetycznych. Wszystko po to, by zagrozić Europie i pokazać rosyjską gotowość do atakowania europejskiej infrastruktury.

Chociaż gaz niedawno przestał już płynąć przez Nord Stream 1, a Nord Stream 2 nie został uruchomiony z powodu rosyjskiej inwazji na Ukrainę, sprawa rodzi nowe pytania o bezpieczeństwo energetyczne w Niemczech i Europie. Po tych rzekomych atakach ceny gazu ziemnego ponownie wzrosły.

Wzmacnianie ochrony

Niemieckie tajne służby (BND) prowadzą śledztwo i analizują zdjęcia satelitarne ruchów statków w okresie poprzedzającym detonacje. W wyjaśnianiu tej sprawy współpracują z władzami duńskimi i szwedzkimi, ale bardzo trudno jest przeprowadzić właściwe analizy na głębokości 70-80 metrów. Jak podają duńskie władze, pełnowymiarowe śledztwo na morzu – z uwagi na względy bezpieczeństwa – może rozpocząć się najwcześniej za tydzień lub dwa.

Ze swojej strony niemiecki minister gospodarki Robert Habeck dostrzega niebezpieczeństwo nowych aktów sabotażu. „Oczywiście infrastruktura krytyczna jest potencjalnym celem” – powiedział przypominając, że miało to już miejsce w przeszłości, na przykład podczas ataku na oprogramowanie farm wiatrowych. Sytuacja zagrożenia bezpieczeństwa ewoluowała w związku z wojną na Ukrainie – kontynuował minister – ale Niemcy to kraj, który umie się bronić, a Europa jest kontynentem, który może chronić swoją infrastrukturę energetyczną – podkreślił.

Policja federalna zamierza zintensyfikować kontrolę nad niemieckimi wodami terytorialnymi, a jej statki będą ściślej monitorować odpowiednie trasy infrastruktury krytycznej. Kraje znad Morza Północnego i Bałtyku także zobowiązały się wzmocnić obserwację swoich obszarów przybrzeżnych. (Niepokój budzi bezpieczeństwo budowanych terminali gazu skroplonego oraz kabli podwodnych i telekomunikacyjnych).

Norwegia, która jest obecnie jednym z najważniejszych dostawców gazu do Europy, masowo wzmocniła ochronę swojego systemu gazociągów, który jest zaznaczony na wszystkich mapach morskich i trudny do ochrony ze względu na swoją długość.

Po tych wydarzeniach także duńska Agencja Energii podwyższyła poziom zagrożenia dla obiektów infrastruktury energetycznej do stopnia pomarańczowego – drugiego najwyższego w pięciostopniowej skali.

Co się stało?

W poniedziałek (26 września) sejsmolodzy zarejestrowali wstrząsy w pobliżu wycieków wykrytych na Morzu Bałtyckim. Sejsmograf na duńskiej wyspie Bornholm dwukrotnie zarejestrował drżenie: raz o 2 w nocy czasu lokalnego i raz o 19. Jak poinformował we wtorek niemiecki ośrodek badawczy GFZ, mimo odnotowanych wstrząsów nie zarejestrowano śladów trzęsień ziemi. Profesor Bjorn Lund ze Szwedzkiego Centrum Sejsmologicznego na Uniwersytecie w Uppsali powiedział radiu SVT: „Nie ma wątpliwości, że były to eksplozje”.

Duński minister klimatu i energii Dan Jørgensen potwierdził później podejrzenia naukowców. Rury gazowe znajdują się głęboko w wodzie i są wykonane ze stali i betonu. Wielkość przecieków wskazuje na to, że nie mogło to być uszkodzenie wywołane np. kotwicą statku. Siła z jaką wypływający metan uderza w powierzchnię wody wskazuje, że przecieki są duże.

Jedna z teorii głosi, że to nurkowie mogli umieścić materiały wybuchowe w dwóch rurach Nord Stream 1 oraz w jednej z dwóch rur gazociągu Nord Stream 2.

Komisja Europejska uważa, że akty sabotażu były zaaranżowane przez Moskwę i że to Kreml jest odpowiedzialny za przyczynę wycieków z gazociągów Nord Stream 1 i 2. O „akcie sabotażu” mówiła już we wtorek (27 września) – po rozmowach z premier Danii Mette Frederiksen – przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, dając do zrozumienia, że przecieki „były celowymi działaniami”. Obecnie niezwykle ważne jest zbadanie tych incydentów, aby uzyskać „pełną jasność” na temat tego, co się stało – napisała von der Leyen na Twitterze.

Wiele pytań zostanie teraz skierowanych do rządu niemieckiego. Najwyraźniej tajne służby USA (CIA) ostrzegły Niemcy kilka tygodni temu przed możliwymi atakami na gazociągi. Ta wskazówka amerykańskiego wywiadu zagranicznego została odebrana latem w Berlinie – poinformował we wtorek „Der Spiegel” powołując się na „ludzi zaznajomionych z tą sprawą”. W kręgach rządowych twierdzi się natomiast, że ostrzeżenia nie były zbyt jasne, więc nawet po spadku ciśnienia w rurociągu Nord Stream 1 Federalna Agencja ds. Sieci nie oczekiwała żadnych zdarzeń mogących mieć wpływ na bezpieczeństwo całej infrastruktury.

Poprzedni artykułElektrownie jądrowe przyszłością Polski. Pierwsza już w tej dekadzie?
Następny artykułCyfryzacja sektora bankowego. Jak wypada Polska?