Sztuczna inteligencja, drony i satelity to tylko kilka nowych narzędzi, które w ostatnich latach zyskały popularność wśród rolników. Jednak mimo zadowalających wskaźników produkcyjnych i eksportowych polskich gospodarzy, poziom zaawansowanej technicyzacji wciąż jest nad Wisłą na zdecydowanie niższym poziomie niż w Europie Zachodniej czy za oceanem.

nowe technologie rolnictwo - grafika wpisu

Sztuczna inteligencja to kwintesencja ery cyfrowej, która dynamicznie obejmuje gospodarstwa w najbardziej rozwiniętych krajach świata. Dzięki niej rolnicy mają szansę na maksymalną optymalizację wykorzystania posiadanych zasobów, udoskonalenie logistyki czy podnoszenie jakości wytwarzanych produktów.

Wyrafinowane technologie cyfrowe pozwalają, przez coraz popularniejsze aplikacje dedykowane gospodarce rolnej, tworzyć szczegółowe prognozy inwestycyjne, pomagają podejmować kluczowe decyzje o planowanych pracach agrotechnicznych, umożliwiają efektywne gospodarowanie środkami ochrony roślin czy nawozami. Tym samym AI nie skupia się wyłącznie na zwiększaniu produktywności gospodarstw „wyciskając” maksimum zasobów, którymi dysponuje rolnik. Ważnym celem, który przyświeca autorom nowoczesnych rozwiązań, jest także zniwelowanie wpływu gospodarki na środowisko – jest to zgodne z ambicjami instytucji unijnych, które jasno wskazują, że europejską wieś w najbliższych dekadach czeka cyfrowa rewolucja.

Rolnictwo precyzyjne

Podstawowym celem wspólnotowych dążeń w zakresie zwiększania technicyzacji wsi jest urzeczywistnienie idei rolnictwa precyzyjnego. Globalna strategia – określana mianem Rolnictwa 4.0 – wdrażana jest na naszych oczach. Obserwowaliśmy już, jak tradycyjne narzędzia czy zwierzęta pociągowe wypierane były przez coraz nowocześniejsze ciągniki, kombajny i inne maszyny, które jednak już dziś także zastępowane są przez swoich młodszych kuzynów.

Samo rolnictwo precyzyjne opiera się automatyzacji zachodzących w gospodarstwie procesów, które mają za zadanie usprawnienie podejmowanych aktywności – im szybciej i wydajniej, tym lepiej. Przy zachowaniu – rzecz jasna – zasad ochrony środowiska naturalnego.

Rolnictwo precyzyjne posługuje się technikami autoprowadzenia i wykorzystuje GPS i GNSS – np. w tworzeniu ścieżek technologicznych na polach, czy w rozwiązaniach usprawniających prowadzenie hodowli zwierząt. W ostatnich latach na znaczeniu zyskały zdjęcia satelitarne, które umożliwiły tworzenie najbardziej dokładnych w historii modeli prognoz pogody. Na niższym pułapie rolnikom służą – szeroko wykorzystywane także w Polsce – drony. Dają one pełne spectrum informacji na temat wilgotności gleby, jej jakości, zasobności w niezbędne składniki, a także informacje na temat zdrowia roślin, konieczności użycia konkretnej ilości środków ich ochrony czy nawozów na wąskim areale.To pozwala zwiększyć efektywność prac, przy jednoczesnym ograniczeniu ponoszonych przez rolnika kosztów. Nowoczesne drony wyposażone są w kamery multispektralne, które wykonują zdjęcia przy użyciu światła widzialnego oraz niewidzialnego dla ludzkiego oka. Mikrofale, ultrafiolet czy podczerwień pozwalają wychwycić patogeny, które zaatakowały konkretny areał i wskazać metody walki z problemem.
Należy spodziewać się, że już w najbliższych latach drony wykorzystywane będą coraz częściej. Ich metody są znacznie bardziej precyzyjne i mniej czasochłonne, niż na przykład tradycyjna lustracja gleby, która opiera się na ręcznym pobraniu próbek, transporcie do laboratorium i dokonaniu samego badania.

Najnowocześniejsze maszyny potrafią wpływać na zjawiska pogodowe i fizycznie walczyć ze szkodnikami. Technologia wciąż jednak się rozwija. Na znaczeniu w ostatnich latach zyskują roboty polowe potrafiące bez trudu samodzielnie zebrać owoce, warzywa, czy choćby  kukurydzę. W USA czy Australii już dziś funkcjonują gospodarstwa niemal w całości zrobotyzowane, w których prawie do zera ograniczona została rola tradycyjnych pracowników. To wielka szansa, ale i potężne zagrożenie.

Czy mamy się czego obawiać?

Tak, Polska powinna obawiać się skutków rozwoju postępującej cyfryzacji rolnictwa. O ile ostatnie lata to okres bujnego rozkwitu krajowego rolnictwa, o tyle należy spodziewać się, że kolejne dekady będą czasem pogłębiającej się zapaści między Polską a bogatym Zachodem. W naszym kraju wciąż dominują małe gospodarstwa o znacznym stopniu rozdrobnienia. Wobec niskiego poziomu funkcjonowania spółdzielczości rolnej mali gospodarze nie są w stanie pozwolić sobie na inwestycje w nowoczesny sprzęt, który nie należy do tanich. Na takie stać natomiast Niemców, Holendrów czy Belgów. Środki przeznaczone na informatyzację i technicyzację gospodarstw na Zachodzie charakteryzuje szybka stopa zwrotu. Oznacza to, że wobec ograniczenia konieczności wykorzystania siły roboczej, koszty ponoszone przez rolników będą w tych krajach spadać. Zwiększy się zatem ich konkurencyjność cenowa. Gospodarstwa te będą także bardziej atrakcyjne pod względem realizowanego modelu prowadzenia działalności.

Sytuacji polskich gospodarzy z całą pewnością nie poprawi strategia Europejskiego Zielonego Ładu i inne krajowe oraz unijne „zielone” inicjatywy. Jeśli nie pochłonie nas rolnictwo UE, szybko zrobią to gospodarze z USA czy Chin. Kiedy państwa te będą rosnąć w siłę, Polska – zgodnie z unijnym planem – stawać się będzie rolniczym skansenem Europy.