Eksperci spółek energetycznych mają wiele wątpliwości co do pomysłów UE na obniżenie cen gazu. Według nich, pospiesznie pisane regulacje mogą zagrozić bezpieczeństwu dostaw i uderzyć w kraje najbiedniejsze.

Teona Swift/Pexels

Pierwsze spotkanie w sprawie wspólnego zakupu surowców przez Unię Europejską, które odbyło się w zeszłym tygodniu w Brukseli zakończyło się ostrym starciem między dużymi koncernami energetycznymi a Komisją Europejską. Branżowa grupa doradcza w zakresie utworzenia unijnej platformy energetycznej wyraziła wiele zastrzeżeń, obaw i wątpliwości dotyczących tej inicjatywy.

Konsorcjum, którego członkami są największe firmy na kontynencie – takie jak BP, Enel, Eni, E.On, Engie, Repsol, Naturgy, EDP, Galp czy Uniper – przedstawiło komisarz do spraw energii Kadri Simson problemy, jakie stworzona przez Unię sztuczna agregacja popytu może mieć na konkurencyjność.

Eksperci podkreślili wątpliwości co do skuteczności tego systemu w obniżaniu kosztów gazu przed zimą. Ich zdaniem łączna siła nabywcza Europy na globalnym rynku gazu może być ograniczona. Zdaniem przedstawicieli spółek energetycznych błędem jest porównywanie rezultatów, jakie przyniósł wspólny zakup szczepionek podczas pandemii ze wspólnym zakupem gazu. Niektórzy uczestnicy szczytu zauważyli, że regulacja pisana „na kolanie” może nawet zaszkodzić bezpieczeństwu dostaw, które teraz i tak jest zagrożone. Opór wobec wspólnej platformy zakupowej, czy też wprowadzenia limitu na ceny gazu wyraziły też Węgry stwierdzając, że Unijne pomysły stoją w sprzeczności z priorytetami władz w Budapeszcie i zagrażają bezpieczeństwu energetycznemu w Europie.

Unijne próby ograniczenia cen gazu wywołały oburzenie również poza granicami Wspólnoty np. w Katarze, który od czasu załamania się rosyjskich dostaw jest jednym z kluczowych graczy na światowym rynku energetycznym. Minister energetyki Kataru, Saad al-Kaabi, w wywiadzie dla kanału informacyjnego „Bloomberg TV” ostro skrytykował unijne propozycje wprowadzenia pułapu cenowego, oceniając je jako czystą hipokryzję oraz podkreślił, że są one sprzeczne z obowiązującymi zasadami konkurencji.

Al-Kaabi ostrzegł, że ograniczenie cen gazu może uniemożliwić europejskim nabywcom dostęp do surowca w sytuacji, gdy kraje spoza UE będą w stanie zapłacić więcej za niebieskie paliwo. Jego zdaniem limity cenowe zmniejszą zainteresowanie inwestowaniem w produkcję i skraplanie gazu, a tym samym spowodują niedobory gazu w niektórych krajach. Szczególnie narażone będą kraje najbiedniejsze oraz rozwijające się, które z jasnych przyczyn nie mogą konkurować z państwami bogatymi i rozwiniętymi. Co więcej Al-Kaabi podkreślił, że wydarzenia ostatniego lata i jesieni na światowym rynku gazu, gdzie Europejczycy – jak dawniej piraci – przechwytywali (nie skąpiąc pieniędzy) tankowce LNG są tego najlepszym przykładem. „Wolny rynek jest zawsze najlepszym rozwiązaniem”, powiedział Al-Kaabi, który jest także dyrektorem państwowej firmy QatarEnergy, największego na świecie producenta skroplonego gazu ziemnego (LNG).

Napięte relacje na linii Katar – Europa trwają od 2018 r., kiedy to Komisja Europejska wszczęła dochodzenie antymonopolowe wobec QatarEnergy. Przedmiotem postępowania były zapisy zawarte w kontraktach, jakie spółka podpisywała z importerami gazu, a które miały ograniczać kupującemu możliwość odsprzedaży katarskiego gazu do innych krajów w granicach Unii Europejskiej. Działania Komisji nie potwierdziły postawionych spółce zarzutów. Mimo iż od zamknięcia postępowania minęło ponad 6 miesięcy, unijne relacje z Katarem nadal są napięte, co znacznie osłabia pozycję negocjacyjną Europy w rozmowach z dostawcami gazu skroplonego z regionu Zatoki Perskiej.

Poprzedni artykuł„Tylko” czy „aż” – jak możliwie obiektywnie interpretować badania przeprowadzane wśród przedsiębiorców
Następny artykułHalloween, czyli o głupocie życia społecznego