Fot. Pixabay

Ekonomiści stworzyli na potrzeby swoich badań model człowieka, który nie istnieje. Nazwali go homo oeconomicus i przypisali cechy, których praktycznie nikt nie spełnia. Wiadomo, niekiedy nauka musi się kierować uproszczeniami. Chodzi o to, aby w miarę możliwości analizować rzeczywistość, która jest bardzo skomplikowana i uwzględnienie wszystkich jej elementów jest niemożliwe. Innymi słowy, modele modelami, a rzeczywistość rzeczywistością. W praktyce ludzie to nie maszyny analizujące wszystko z kalkulatorem w ręku, bez cienia emocji i zawahania.

Ostatnio pokazało to załamanie na światowych rynkach związane z koronawirusem. Akcje i inne aktywa notowały spadki niewidziane od wielu lat. Powodem jest ogromna niepewność.

Totalna panika na polskiej giełdzie. Indeksy lecą na łeb, na szyję

Coś podobnie działo się w 2008 roku, czyli w momencie, w którym wybuchał globalny kryzys finansowy. Wciąż nie ma odpowiedzi na pytania, jakie będą skutki wirusa z Wuhan, ile państw będzie musiało zamknąć granice, ile potrwają przestoje w fabrykach, ile łańcuchów dostaw zostanie zerwanych? Nikt tego nie wie, a jak mówi, że wie, to kłamie. Tego się nie da przewiedzieć i to właśnie budzi niepokój rynków. Ta niepewność towarzyszy zresztą całemu życiu gospodarczemu.

Firmy funkcjonują obecnie w rzeczywistości ekonomicznej, w której pewnikiem jest to, że nic nie jest pewne. To skutkuje efektem mrożącym, niezawierane mogą być nowe kontrakty, bo nie wiadomo, czy będzie się można z nich wywiązać. Te, które powinny być realizowane, stoją pod poważnym znakiem zapytania. Zmieniają się zachowania konsumentów, stoją w kolejkach po papier toaletowy i makaron, ale nie pójdą już raczej na zaplanowaną wizytę do fryzjera i inne lokale usługowe. Potężny cios dostanie turystyka, bardzo wrażliwa na takie wydarzenia jak epidemie czy gwałtowne zjawiska klimatyczne.

Owo zamieszanie łagodzić może jasna i stanowcza deklaracja władz, informujących, że zrobią wszystko, co konieczne, aby pomóc przedsiębiorcom. Taki przekaz ma także wymiar psychologiczny, łagodzi dojmującą niepewność pokazując, że mamy państwo po swojej stronie i w razie potrzeby ono zrobi, co trzeba, żeby pomóc. W tym kontekście na aktualności powinna stracić deklaracja dotycząca zrównoważonego budżetu, to nie jest teraz priorytet.

Najpewniej działania wspierające gospodarkę będą kosztować i ten koszt trzeba ponieść, tak aby w przyszłości nie musieć płacić jeszcze więcej. Wstępne deklaracje już są – w momencie pisania tego tekstu pojawiła się zapowiedz przyjęcia specustawy w związku z koronawirusem, odnoszącej się do gospodarki. Firmy będą mogły skorzystać z ułatwień i bezpłatnych prolongat w rozliczeniach z ZUS i fiskusem. Bardzo istotne jest zapewnienie im płynności, być może wskazana będzie reakcja sektora bankowego, tak aby przedsiębiorstwa mogły liczyć na ułatwienia w spłacie kredytów i innych zobowiązań związanych z prowadzoną przez nie działalnością. Zastrzyk płynności zapewnić ma także Bank Gospodarstwa Krajowego poprzez specjalnie zaadresowany pakiet wsparcia kredytowego i gwarancyjnego. Na szczegóły trzeba jeszcze poczekać, wiele jednak wskazuje na to, że rząd jest zdeterminowany, aby działać zdecydowanie. Nie może być miejsca na ruchy pozorowane. Jeśli mamy uniknąć gwałtownego hamowania polskiej gospodarki, nie mówiąc już o recesji, pakiet wsparcia dla firm nie może być jedynie PR-owym trikiem. Jestem przekonany, że zarówno Ministerstwo Rozwoju jak i Ministerstwo Finansów zdają sobie z tego doskonale sprawę.

Sytuacja jest dynamiczna, trzeba być jednak dobrej myśli. Jest spora nadzieja, że epidemię uda się niebawem opanować i wiele mechanizmów działania gospodarki wracać będzie do normy. Jeśli rząd obok walki z wirusem zapewni wsparcie gospodarce, wszystko może skończyć się dobrze. Jak będzie, czas pokaże, nie traćmy jednak optymizmu w tych niepewnych czasach.